Marcin Pietrowski: Chciałem, żeby mój powrót wyglądał inaczej

- Od początku rundy miałem problemy, by wywalczyć sobie miejsce w ?11". Chciałem pokazać się z dobrej strony, jednak mecz szybko zweryfikował, że we Wrocławiu gra się bardzo ciężko. Z tak dobrze zorganizowaną drużyną było nam naprawdę ciężko - mówił po przegranym 0:3 meczu ze Śląskiem piłkarz Lechii Marcin Pietrowski.
Pietrowski jesienią był podstawowym zawodnikiem zespołu, zagrał w 17 ligowych meczach, z czego 14 razy wychodził w pierwszej jedenastce. Jednak na wiosnę stracił miejsce w składzie, do meczu we Wrocławiu ani razu nie pojawił się na boisku. W spotkaniu ze Śląskiem zagrał na prawej obronie, gdzie zastąpił kontuzjowanego Grzegorza Wojtkowiaka. Spisał się jednak słabo.

- Chciałbym, żeby inaczej wyglądał mój powrót do pierwszego składu. Od początku rundy miałem problemy, by wywalczyć sobie miejsce w jedenastce. Chciałem pokazać się z dobrej strony, jednak mecz szybko zweryfikował, że we Wrocławiu gra się bardzo ciężko. Z tak dobrze zorganizowaną drużyną było nam naprawdę ciężko, na co trener nas zresztą uczulał. Nie potrafiliśmy wyjść spod pressingu. Tak samo, gdy gospodarze rozgrywali piłkę, nie potrafiliśmy ich zamknąć w strefach. Mieliśmy dużo problemów, stąd też spora liczba strat i zagrań do przodu, do nikogo - przyznał Pietrowski.

To po jego faulu na Robercie Pichu sędzia Tomasz Kwiatkowski podyktował rzut karny, z którego gospodarze zdobyli pierwszą bramkę.

- Według mnie nie powinno być rzutu karnego - twierdzi piłkarz Lechii. - Do piłki doszliśmy równocześnie z Pichem i obydwaj ją dotknęliśmy. Nasz kontakt to w zasadzie było tylko otarcie i na pewno nie mogło spowodować jego upadku - zapewniał Pietrowski.

Pod nieobecność wspomnianego Wojtkowiaka oraz Jakuba Wawrzyniaka obrona Lechii zagrał w mocno eksperymentalnym składzie. Czy to miało wpływ na tak wysoką porażkę?

- Myślę, że cała drużyna zagrała poniżej swojego poziomu. Moja sytuacja jest taka, że jestem brany pod uwagę do środka pola, jak i na bok obrony. W ostatnim miesiącu trenowałem jako środkowy pomocnik, a teraz była potrzeba, by zastąpić Grześka Wojtkowiaka. Wcześniej przez dwa tygodnie próbowany był Mateusz, także cały czas są rotacje. Wyszło jak wyszło, ale nie ma co się załamywać. Zostały dwa mecze, sześć punktów do zdobycia i tego planu się trzymamy - podsumował Pietrowski.

RUSZYLI Z TRÓJMIASTA NA PODBÓJ ŚWIATA. BĘDZIE O NICH GŁOŚNO?