Górnik Zabrze - Lechia Gdańsk. Łukasz Budziłek wreszcie na zero z tyłu. "Serce mocniej zabiło"

Łukasz Budziłek w trzecim meczu w barwach Lechii - wygranym 1:0 z Górnikiem Zabrze - po raz pierwszy nie musiał wyciągać piłki z siatki. - Serce zabiło mi mocniej przy sytuacji sam na sam z Łukaszem Madejem. Starałem się zrobić wszystko, aby skrócić kąt i utrudnić mu trafienie do bramki - mówił po spotkaniu bramkarz biało-zielonych.
Pozyskany w przerwie zimowej z Legii Warszawa Budziłek zadebiutował w Lechii w pierwszym meczu grupy mistrzowskiej - w Szczecinie z Pogonią. Już w 16. minucie tego spotkania pokonał go Łukasz Zwoliński (mecz zakończył się zwycięstwem biało-zielonych 3:1). W kolejnym, z Wisłą Kraków, Budziłek przepuścił do bramki efektowne strzały Rafała Boguskiego (głową) oraz Jeana Barrientosa (pietą), a Lechia zremisowała 2:2. Dopiero za trzecim podejściem miał pełną satysfakcję - jego zespół wygrał, a on zaliczył ulubiony przez bramkarzy mecz na zero z tyłu.

W meczu w Zabrzu Budziłek nie miał zbyt wiele pracy, a najwięcej strachu najadł się w 40. minucie, kiedy w idealnej sytuacji znalazł się pomocnik Górnika Łukasz Madej.

- W tym momencie serce zabiło mi mocniej - przyznał po spotkaniu bramkarz Lechii. - Starałem się zrobić wszystko, aby skrócić kąt i utrudnić mu trafienie do bramki, i jak widać to się udało. To, że miałem mało pracy, nie miało dla mnie znaczenia, bo zawsze staram się być skoncentrowany przez pełne 90 minut. Bardzo się cieszę, że nie straciliśmy w Zabrzu bramki, co potwierdza naszą dobrą grę w obronie. Widać też, że śląskie powietrze mi służy, bo zachowałem czyste konto, a trzy punkty zabieramy do Gdańska - podsumował Budziłek.

NAJPIERW W LECHII, POTEM W LEGII... ALBO ODWROTNIE, CZYLI BLISKIE ZWIĄZKI GDAŃSKO-WARSZAWSKIE