Sport.pl

Maciej Makuszewski: Bramkarz Lecha zrobił coś niesamowitego, to interwencja sezonu!

Skrzydłowy Lechii Maciej Makuszewski po przegranym 1:2 meczu z Lechem Poznań był zasmucony, ale równocześnie pełen optymizmu przed końcówką sezonu. - Nasz poziom cały czas rośnie. Dziś byliśmy równorzędnym rywalem dla Lecha, a w drugiej połowie tak ich zdominowaliśmy, że rzadko wychodzili ze swojej połowy - mówił po spotkaniu ?Maki?.
Lechia przegrała z liderem tabeli, ale po raz kolejny udowodniła, że staje się zespołem z prawdziwego zdarzenia, którego nie jest w stanie złamać żadna boiskowa sytuacja. Biało-zieloni, mimo że przegrywali 0:2, do końca walczyli co najmniej o remis i byli tego naprawdę blisko.

- Oczywiście jesteśmy po tym meczu trochę zasmuceni, ale równocześnie cały czas utwierdzamy się w przekonaniu, że jesteśmy w stanie grać dobrą piłkę. Dzisiaj zabrakło nam trochę szczęścia i precyzji w tych decydujących momentach. Mieliśmy tyle sytuacji, że mogliśmy ten mecz co najmniej zremisować - zaznaczył Makuszewski. I dodał:

- Nasz poziom cały czas rośnie. Byliśmy co najmniej równorzędnym rywalem dla Lecha, a w drugiej połowie tak ich zdominowaliśmy, że rzadko wychodzili ze swojej połowy. Co chwilę kotłowało się pod ich bramką. Wydaje mi się, że w pierwszej połowie powinniśmy zagrać ciut odważniej, trochę przespaliśmy te pierwsze 45 minut. W drugiej połowie była chęć i pasja, dążyliśmy do wyrównania nawet po stracie drugiej bramki. Myślę, że po tym meczu możemy mieć głowy wysoko podniesione - przyznał skrzydłowy Lechii.

Makuszewski jeszcze długo po meczu nie mógł uwierzyć w to co stało się kilkadziesiąt sekund po kontaktowej bramce Stojana Vranjesa, kiedy w kolejnej akcji bramkarz Lecha Maciej Gostomski w niewiarygodny sposób obronił uderzenie głową Antonio Colaka.

- Ja stałem na linii strzału i już widziałem tę piłkę w siatce. To jest coś niesamowitego, co w tej sytuacji zrobił bramkarz Lecha, dla mnie to interwencja sezonu! Na dodatek pojawił się on na boisko niewiele wcześniej [w 82 min Gostomski zmienił kontuzjowanego Jasmina Buricia] i niejako z marszu popisał się tak fantastyczną obroną. Niewątpliwie uchronił dziś swój zespół od straty punktów - podkreślił "Maki".

Lechia w wypadku zwycięstwa z Lechem oderwałaby się na dość bezpieczny dystans od trzech zespołów, z którymi rywalizuje o 4. miejsce w tabeli. A tak ma nad nimi raptem punkt (Wisła Kraków) i dwa punkty (Śląsk Wrocław, Górnik Zabrze) przewagi.

- Tak to już jest, że Lechia nigdy nie może mieć spokoju - śmieje się Makuszewski. - Chyba cały czas musimy mieć dodatkowe ciśnienie i motywację. My się jednak tego nie boimy i stawimy temu czoła. Jesteśmy w tej chwili na 4. miejscu w tabeli, a jeszcze w grudniu byliśmy na 13., to pokazuje jaką drogę przeszliśmy. Myślę, że w trzech ostatnich kolejkach pokażemy charakter i spełnimy nasze marzenia - podsumował piłkarz Lechii.

FUTBOLOWE JAJA, CZYLI NAJDZIWNIEJSZE GOLE LECHII. ZOBACZ, JAK TO WPADŁO


Więcej o: