Jak radzili sobie wypożyczeni z Lechii?

Różnie wiodło się w obecnym sezonie zawodnikom wypożyczonym z Lechii Gdańsk do innych klubów. Aż trzech piłkarzy spadło ze swoimi drużynami do niższej klasy rozgrywkowej, z kolei dwójka mogła świętować awans.
Skreślony przez Jerzego Brzęczka przed rundą wiosenną Tiago Valente był w 2015 roku podstawowym obrońcą portugalskiego FC Penafiel. Defensor trzynaście razy pojawił się w składzie swojej drużyny. Bramki jednak nie strzelił, a jego bilans to jedna asysta, cztery żółte i jedna czerwona kartka. Co najważniejsze jednak, drużyna 30-latka spadła z ekstraklasy, plasując się na ostatnim miejscu w tabeli, tracąc aż sześćdziesiąt dziewięć bramek - najwięcej w lidze. FC Penafiel w składzie z Tiago Valente wygrała zaledwie jedno spotkanie.

Kolejnym zawodnikiem, który spadł ze swoją drużyną ligę niżej jest Bartłomiej Pawłowski. Jeszcze w ubiegłym roku zawodnik ten biegał po boiskach hiszpańskiej Primera Division, a w miniony weekend opuścił szeregi polskiej ekstraklasy w barwach Zawiszy Bydgoszcz. U trenera Mariusza Rumaka Pawłowski był na wiosnę podstawowym zawodnikiem. Zagrał piętnaście razy, ale nie wystarczyło to do zdobycia choćby jednego gola lub asysty. W pewnym momencie 22-latek stracił nawet miejsce w składzie na rzecz Jakuba Smektały, co mówi samo za siebie.

W GKS-ie Bełchatów nie poszło z kolei Dariuszowi Treli. Z bramkarzem wiązano spore nadzieje, lecz w nowym klubie radził on sobie różnie. Co prawda, niemal od razu stał się podstawowym golkiperem "brunatnych" i został bohaterem wygranego meczu z Wisłą Kraków, jednak w spotkaniu 25. kolejki z Pogonią Szczecin doznał kontuzji i musiał na kilka tygodni niejako zwolnić miejsce Emiliusowi Zubasowi. Po miesiącu Trela wrócił między słupki i bronił nieprzerwanie do 33. serii spotkań, gdy zwolniony został ówczesny trener bełchatowian Marek Zub. Gdy zespół ponownie przejął Kamil Kiereś, od razu postawił na Zubasa i ten bronił już do końca sezonu. Bilans Treli w Bełchatowie to dziesięć meczów i dwadzieścia dwa stracone gole.

W zupełnie innym nastroju niż poprzednia trójka jest Paweł Stolarski. Wychowanek Wisły Kraków został przed sezonem 14/15 wypożyczony z Lechii do Zagłębia Lubin. "Miedziowi" wygrali pierwszą ligę i awansowali do ekstraklasy. Udział w awansie samego Stolarskiego był jednak niewielki, gdyż zawodnik rozegrał zaledwie osiem meczów, w tym tylko cztery w podstawowym składzie. Z pewnością wpływ na tak małą liczbę występów miały kontuzje (mięsień czworogłowy uda), których 19-latek nabawił się jesienią ubiegłego roku.

Podobnie wyglądała sytuacja w przypadku Bartłomieja Smuczyńskiego, który również awansował do najwyższej klasy rozgrywkowej w Polsce, ale z Termalicą Bruk-Bet Nieciecza. Zawodnik może mówić jednak o sporym pechu, gdyż po całkiem udanej rundzie jesiennej zerwał więzadło krzyżowe przednie i od listopada nie pojawił się już na pierwszoligowych boiskach. Ogółem Smuczyński zagrał w barwach Termaliki dwunastokrotnie, strzelając dwa gole w meczu pierwszej kolejki z Chobrym Głogów.

Narzekać nie może też Damian Podleśny, mający za sobą przyzwoitą rundę wiosenną w pierwszoligowej Chojniczance Chojnice. Podleśny rozegrał dziesięć meczów, w których jego drużyna straciła trzynaście goli. 20-latek zbierał jednak pozytywne recenzje w większości spotkań i przede wszystkim "wygryzł" z bramki bardziej doświadczonego Rafała Misztala. Nie można wykluczyć, że występów byłoby więcej, gdyby nie wyjazdy na młodzieżową reprezentację Polski. Z drugiej strony nikt nie wie, czy w ogóle doszłoby do wypożyczenia, gdyby nie istniał przepis o konieczności gry w meczu przynajmniej jednego młodzieżowca.

Podleśny spędził w Chojnicach tylko jedną rundę, natomiast defensywny pomocnik Przemysław Czerwiński był pod okiem trenera Mariusza Pawlaka już od lipca 2014 roku. Podczas całego sezonu 19-latek pojawił się na boisku siedemnaście razy, w tym czternaście w podstawowym składzie. W ósmej kolejce w starciu z GKS-em Tychy Czerwiński zdobył swojego jedynego gola, a w dalszej części sezonu mógł "pochwalić się" jedynie czerwoną kartką.

Zdecydowanie mniej mówiło się w obecnych rozgrywkach o Kacprze Łazaju. Nie ma w tym jednak nic dziwnego, gdyż zaliczył on zaledwie dwa mecze w pierwszoligowej Bytovii Bytów. Gdyby tego było mało, podczas jednego z zimowych sparingów Łazaj naderwał mięsień dwugłowy uda i już do końca sezonu kibice nie mieli okazji oglądać go na boisku.

RUSZYLI Z TRÓJMIASTA NA PODBÓJ ŚWIATA. BĘDZIE O NICH GŁOŚNO?