Sił starczyło tylko na godzinę. Lechia znowu zawiodła i szczęśliwie zremisowała ze Śląskiem

- Na treningach można w nas zobaczyć pasję. Wierzę, że wkrótce zobaczymy ją też podczas meczów - mówił Sebastian Mila. Decyzją trenera kapitan biało-zielonych nie pojawił się na murawie w niedzielne popołudnie, a Śląsk Wrocław po przeciętnym spotkaniu zremisował bezbramkowo z Lechią. Gościom sił starczyło zaledwie na godzinę gry, a punkt uratował im kapitalnie broniący Marko Marić.

Polub nas na Facebooku

Jeśli jest w Polsce drużyna, która wybitnie nie leży Lechii, to jest to właśnie Śląsk Wrocław. Po raz ostatni biało-zieloni wygrali we Wrocławiu w marcu 2010 r., lecz było to jeszcze na starym stadionie Śląska, przy Oporowskiej. To plus niezbyt korzystne wyniki w pierwszych trzech kolejkach sprawiły, że Jerzy Brzęczek musiał trochę wstrząsnąć zespołem. W porównaniu do meczu z Pogonią Szczecin trener gdańszczan zdecydował się na dwie roszady w składzie. Tylko na ławce rezerwowych znalazł się kapitan Sebastian Mila, który na początku sezonu jest bez formy, a do kadry meczowej w ogóle nie załapał się kontuzjowany Adam Buksa. Jego miejsce na środku ataku zajął Grzegorz Kuświk, dla którego było to pierwsze spotkanie w wyjściowym składzie w barwach Lechii. Milę zastąpił z kolei Piotr Wiśniewski.

- To będzie test dla nas wszystkich. Jestem przekonany, że niebawem pokażemy charakter, przełamiemy się i wyjdziemy z tych niepowodzeń mocniejsi. Takie sytuacje potrafią bowiem jeszcze bardziej scalić zespół. Mam nadzieję, że jak najszybciej zaprezentujemy lepszą grę, która przełoży się również na zdobyte punkty, dzięki czemu dołączymy do grupy zespołów z czołówki tabeli - mówił przed meczem we Wrocławiu Brzęczek.

Co ciekawe, w pierwszej połowie największe zagrożenie pod bramką Mariusza Pawełka stwarzał Grzegorz Wojtkowiak. Jednak najpierw nie wykorzystał dobrego dośrodkowania Bruno Nazario z rzutu rożnego i główkował minimalnie obok słupka, a później nie potrafił pokonać bramkarza Śląska zbyt lekkim strzałem z 16 metrów. Żałować można zwłaszcza tej drugiej sytuacji, bo idealnie ustawiony był jeszcze Bruno Nazario i lepszym wyborem byłoby podanie do Brazylijczyka. Szans mogło być więcej, lecz biało-zieloni fatalnie radzili sobie w kontratakach.

Lechia grała w ataku pozycyjnym, a Śląsk ustawił się na własnej połowie i tylko czekał na kontrataki. Trzeba przyznać, że gospodarze byli w nich bardzo konkretni i za każdym razem było gorąco. Wysoką dyspozycję kilka razy potwierdził jednak Marko Marić, broniący groźne strzały Roberta Picha i Kamila Bilińskiego. Napastnik Śląska powinien trafić do siatki, ale nie wykorzystał jeszcze sytuacji sam na sam z Chorwatem.

Po zmianie stron gospodarze dali się wyszumieć Lechii przez kwadrans. Aktywny był Piotr Wiśniewski, lecz oba jego strzały bez większych problemów wybronił Pawełek. Gdańszczanie grali dobrze tylko przez kilkanaście minut i po chwili do głosu doszedł Śląsk.

Gospodarze powinni prowadzić za sprawą Bilińskiego. 27-latek najpierw efektownym zwodem położył na murawie Ariela Borysiuka, ale potem jego strzał doskonale obronił wyczyniający prawdziwe cuda Marić. Tak naprawdę od tego momentu wrocławianie cały czas atakowali, a Lechia była bezradna. Irytować mogły zwłaszcza za darmo oddawane piłki rywalom. W 73. minucie już prawdziwy cud uratował Lechię, gdy po płaskim dośrodkowaniu Flavio Paixao nieatakowany w polu karnym Pich trafił w słupek, a chwilę później kolejny raz dał o sobie znać Marić, perfekcyjnie odbijając piłkę po technicznym uderzeniu Kiełba.

W samej końcówce groźnie z rzutu wolnego strzelał jeszcze Bruno Nazario, ale i tym razem nie udało się pokonać Pawełka. To był ostatni akcent tego bardzo słabego meczu. Lechia wciąż pozostaje bez wygranej w ekstraklasie w sezonie 2015/16.

Biało-zieloni nie wracają teraz do Gdańska. Drużyna udaje się bowiem do Wieliczki, by przygotować się do dwóch kolejnych spotkań: w 1/16 finału Pucharu Polski z Puszczą Niepołomice (środa) oraz ligowego z Wisłą Kraków (niedziela).

Śląsk Wrocław - Lechia Gdańsk 0:0 (0:0)

Śląsk: Pawełek - Zieliński (64. Pawelec), Celeban, Kokoszka, Dudu Paraiba - Flavio Paixao, Hateley Ż, Hołota, Kiełb, Pich (81. Grajciar) - Biliński (89. Bartkowiak).

Lechia: Marić - Wojtkowiak Ż, Janicki, Maloca (86. Rudinilson), Wawrzyniak - Makuszewski (67. Mak), Borysiuk, Vranjes (74. Łukasik), Wiśniewski Ż, Bruno Nazario - Kuświk.









HITY I KITY "BERETA". JAK NA RYNKU TRANSFEROWYM RADZIŁ SOBIE MAREK JÓŹWIAK?