"Jedyne, co mi o tym meczu przychodzi do głowy, to zwycięstwo. Nic więcej"

Kapitan Lechii Sebastian Mila doskonale zdawał sobie sprawę po meczu, że oprócz pozytywnego wyniku przeciwko Górnikowi Łęczna (3:1) o grze biało-zielonych nie można powiedzieć zbyt wiele dobrego. - Ultrasi byli dzisiaj bardzo cierpliwi, co nas niosło do przodu - komentuje 33-latek.
Do tej pory zdarzało się tak, że Sebastian Mila nie miał okazji grywać z Piotrem Wiśniewskim, bowiem mijali się w trakcie spotkania. Kiedy jeden schodził, drugi na murawie się pojawiał. Tym razem obaj zagrali razem, kiedy to w drugiej połowie z ławki rezerwowych pojawił się właśnie "Wiśnia".

- Bardzo dobrą zmianę dał "Wiśnia", dużo nam to pomogło. Mieliśmy przez to więcej rozwiązań ofensywnych w drugiej połowie - twierdził Mila.

Spotkanie należało do tych z gatunku opornych i ciężkich dla oka. Lechia wygrała przekonująco, cały mecz prowadziła grę, lecz oprócz wyniku piłkarze, jak i trener Lechii nie mają być z czego zadowoleni. Gra zespołu była słaba i niczym nie przypominała tej z meczu z Wisłą w Krakowie. Wynik nie odzwierciedla tego, co oglądaliśmy na boisku.

- Najważniejsze, że wygraliśmy, bo to jedyne, co mi po tym meczu przychodzi do głowy, to zwycięstwo. Nic więcej - kwituje krótko kapitan Lechii.

Wszystko też pewnie dlatego, że goście od 7. minuty grali w dziesięciu. Wówczas czerwoną kartkę obejrzał bramkarz gości Sergiusz Prusak, który zagrał ręką poza polem karnym po fatalnym i zbyt krótkim podaniu do niego przez Kamila Poźniaka. Golkiper Górnika uratował tym samym drużynę przed utratą gola, ale "zapewnił" też kolegom cały mecz w dziesiątkę.

- W naszej lidze trudno się gra atakiem pozycyjnym w ogóle, a co dopiero, gdy przeciwnik dostaje czerwoną kartkę. Wtedy muruje się całkowicie i robi się podwójnie ciężko. Trzeba być wtedy cierpliwym. Na boisku i poza nim. Ultrasi byli dzisiaj bardzo cierpliwi, co nas niosło do przodu - dodaje 33-latek. - Mieliśmy ostatnio na głowie wiele problemów. Ta sytuacja z niewygrywaniem meczów spowodowała, że uleciała pewność siebie z całej drużyny, więc musieliśmy zastosować własną pompkę. I w końcu się udało - mówił z ulgą Mila.

Słaby mecz zagrał napastnik biało-zielonych Grzegorz Kuświk. Wciąż pozostaje bez gola dla Lechii, choć takowego powinien mieć już w swoim dorobku, lecz po jego strzale sędzia odgwizdał niesłuszną pozycję spaloną.

- On bardzo dobrze wychodzi na pozycje. My natomiast graliśmy ze sobą dopiero trzeci mecz. To bardzo mało, potrzeba czasu, żeby to wszystko dobrze się między nami zgrało - apeluje o cierpliwość pomocnik biało-zielonych.

HITY I KITY "BERETA". JAK NA RYNKU TRANSFEROWYM RADZIŁ SOBIE MAREK JÓŹWIAK?