Jerzy Brzęczek: Chcemy zaliczyć serię zwycięstw, by dołączyć do górnej części tabeli

- Jedziemy do przeciwnika, który w tym sezonie jeszcze nie wygrał. Czeka nas ciężkie spotkanie, ale po wygranej z Górnikiem Łęczna zyskaliśmy na pewności siebie i wierzę, że zaczniemy sprzedawać nasze umiejętności w większym procencie niż dotychczas - mówił trener Lechii Gdańsk Jerzy Brzęczek przed piątkowym spotkaniem z Podbeskidziem Bielsko-Biała (28 sierpnia, godz. 18).

Jesteśmy nas na Facebooku

- Wszystko zależne jest od tego, jak my się w danym dniu zaprezentujemy. Mecz z Górnikiem nie był dla nas łatwy, tym bardziej że od 8. minuty graliśmy z przewagą jednego zawodnika. Często jest to złudne. Przeciwnik się cofa, czeka na nasz błąd i wyprowadza kontrataki. My, zwłaszcza w pierwszej połowie, mieliśmy kilka sytuacji, że oddawaliśmy piłkę rywalowi poprzez niedokładne podania. Patrząc jednak na całe spotkanie, Górnik nie stworzył zbyt wielu sytuacji, by strzelić nam bramkę. Łatwiej by się nam grało, gdyby sędziowie uznali prawidłowego gola Grześka Kuświka na 3:1 - mówi Brzęczek.

Mimo iż Podbeskidzie jeszcze w tym sezonie w lidze nie wygrało, na pewno w piątek się przed Lechią nie położy. W ekstraklasie nie ma łatwych meczów, o czym niejednokrotnie przekonali się m.in. biało-zieloni.

- Podbeskidzie, jak każdy zespół, ma dobre i słabe strony. Początek sezonu w ich wykonaniu nie jest zbyt pozytywny, ale my musimy się skupić na sobie i na własnej grze. Naszym podstawowym celem jest zwycięstwo. Chcemy zaliczyć serię zwycięstw, by dołączyć do górnej połowy tabeli - podkreśla szkoleniowiec gdańskiej ekipy.

W spotkaniu z Górnikiem z bardzo dobrej strony zaprezentował się Lukas Haraslin, który strzelił dwa gole. Niektórzy kibice zaczęli już powoli zapominać o Antonio Colaku.

- To byłoby zbyt proste. Są to zawodnicy, którzy grają na różnych pozycjach. Lukas jest skrzydłowym, który lubi schodzić z piłką do środka. Colak był typowym napastnikiem, który operował przede wszystkim w polu karnym rywala. Oczywiście cieszę się, że Lukas strzelił te bramki, i mam nadzieję, że będzie kontynuował tę serię i jak najdłużej utrzyma dobrą dyspozycję - mówi trener Lechii.

W piątkowy wieczór w Bielsku-Białej na pewno zabraknie kontuzjowanego Macieja Makuszewskiego. Wydaje się, że najbliżej do wyjściowego składu ma Michał Mak, który w ubiegłą sobotę z dobrej strony pokazał się w meczu rezerw z Gryfem Słupsk.

- Mak w ostatnim meczu drugiej drużyny zdobył dwie bramki, czym zgłosił akces, że chce grać w ekstraklasie. Myślę, że z obsadą prawego skrzydła nie powinniśmy mieć problemu - zaznacza Brzęczek. - Nie mamy problemu ze skrzydłowymi. W ostatnich dwóch meczach ligowych zdobyliśmy sześć bramek. Dodając do tego mecz pucharowy w Niepołomicach, to w trzech meczach strzeliliśmy tych bramek jedenaście. Cały czas wszyscy na coś narzekamy, ale dawno tylu goli nie strzelaliśmy. Zdajemy sobie sprawę z tego, gdzie popełniamy błędy i pracujemy nad tym, ale nie wszystko w naszej grze wygląda źle - dodaje.

Mak zamierza pójść śladem Lukasa Haraslina, który też od razu nie zaczął grać regularnie w pierwszym zespole. Droga z rezerw do ekstraklasy jest otwarta dla każdego zawodnika.

- Taka sama sytuacja była z Lukasem, który nie pojechał z nami do Wrocławia i zagrał w drużynie rezerw. Zaprezentował się na tyle dobrze, że dojechał do nas do Krakowa. Dostał szansę z Puszczą Niepołomice i Wisłą Kraków, zdobył ważną bramkę. Na tym polega rywalizacja. Każdy zawodnik dobrymi występami w drugiej drużynie puka do pierwszego składu - mówi Brzęczek.









MILA: STAĆ NAS NA RYWALIZACJĘ Z LECHEM I LEGIĄ