Sport.pl

Michał Chrapek: Przepracowałem cały okres przygotowawczy. Jestem w dobrej formie [ROZMOWA]

W poniedziałek Michał Chrapek podpisał 3-letni kontrakt z Lechią Gdańsk. Wcześniej napływały niepokojące informacje, że zawodnik jest kompletnie bez formy i będzie potrzebował sporo czasu, by do niej dojść. On sam twierdzi jednak, że czuje się w stu procentach przygotowany do sezonu.

Polub nas na Facebooku

Michał Chrapek wyjechał do Włoch w czerwcu 2014 roku. W barwach Catanii rozegrał łącznie dwadzieścia jeden meczów i strzelił jednego gola. Jednak po sezonie jego zespół został zdegradowany do Lega Pro (trzeci poziom rozgrywkowy) ze względu na ustawianie meczów.

Tomasz Galiński: Jak ocenia pan pobyt we Włoszech?

Michał Chrapek: Myślałem, że w Catanii pogram trochę więcej. Zacząłem w miarę dobrze i w pierwszych czterech czy pięciu meczach grałem po 90 minut. Jednak później zmienił się trener, zagrałem jeden słabszy mecz i od razu usiadłem na ławce. Miałem do siebie pretensje, ale już o tym zapomniałem. Teraz jestem w Lechii, mam czystą kartę, pracuję na treningach i robię swoją robotę. Czas pokaże, co z tego będzie.

Niektórzy polscy piłkarze mimo wszystko zostają we Włoszech, nawet jeśli nie grają regularnie.

- Z jednej strony ich rozumiem, bo Włochy są świetnym krajem do rozwoju. Ja również nie ukrywam, że chciałem tam zostać, ale przez ostatni rok nie grałem szczególnie dużo. Ciężko było mi znaleźć jakiś klub we Włoszech. Jednak, tak jak powiedziałem, zostawiam to już za sobą.

Powrót do Wisły wchodził w grę?

- Nie. Menedżer nic mi nie mówił o jakimś konkretnym zapytaniu ze strony Wisły.

Na jakiej pozycji widzi się pan w Lechii? Konkurencja w drużynie jest duża.

- Jest spora konkurencja, ale to jest normalne. Zobaczymy też, w jakim ustawieniu będziemy grać. Nie ma jeszcze wszystkich zawodników na treningach i wydaje mi się, że wszystko okaże się dopiero w przyszłym tygodniu. Ja na razie nie skupiam się na tym gdzie, ale czy w ogóle będę grał. Koncentruję się jedynie na pracy.

W jakiej jest pan formie fizycznej?

- Akurat okres przygotowawczy w Catanii przepracowałem cały, z czego się bardzo cieszę. Obyło się też bez żadnych kontuzji. Fizycznie przygotowany jestem na pewno. Teraz zobaczymy, jak to będzie wyglądało na boisku.

Grał pan w sparingach?

- Na początku było zabawnie, bo ci, którzy mieli odejść z klubu, nie mogli trenować z drużyną. Jednak po tygodniu wszystko wróciło do normy i mogliśmy trenować razem z zespołem. Zagrałem też dwa mecze w Pucharze Włoch, także od strony fizycznej na pewno nie mam żadnych zaległości.

Jak wyglądał ten początek przygotowań?

- Trenowaliśmy indywidualnie. Nie było tak, że nic nie robiliśmy. Była nas grupka dziesięciu chłopaków i mieliśmy zajęcia z trenerem od przygotowania fizycznego. Były też jakieś gierki pięciu na pięciu. Cały czas byliśmy w treningu.

Miał pan kontakt z polską ligą przez ten rok?

- Oczywiście, że tak. Wziąłem dekoder z Polski i jeśli tylko mecze w ekstraklasie nie pokrywały się z moimi, to je oglądałem. W tym sezonie obejrzałem większość spotkań. Miałem sporo czasu (śmiech). Nasza liga już nie raz pokazała, że każdy może wygrać z każdym, co pokazuje przykład Piasta Gliwice, który "odpalił" na początku rozgrywek.

Myśli pan o reprezentacji?

- To jest odległy temat. W tym roku chciałbym się przede wszystkim spokojnie odbudować. Chcę trenować i wreszcie zacząć regularnie grać. To jest cel na ten sezon, a temat kadry jest daleko w mojej głowie. Wiadomo, że chciałbym kiedyś w niej zagrać i jest to moje marzenie, ale na razie skupiam się na pracy i regularnej grze w klubie.

Kiedy negocjował pan kontrakt z Lechią, włodarze klubu mówili o konkretnym celu na ten sezon? Puchary, mistrzostwo?

- Nie było takich rozmów, ale myślę, że nie musiało być. Wszyscy widzą, co tu się tworzy. Na papierze mamy bardzo dobrą drużynę i wielu dobrych piłkarzy. Jednak trzeba to potwierdzić na boisku. Wiemy też, jaka jest nasza ekstraklasa i bez walki meczów się nie wygrywa.

Czyli wielkiej filozofii nie ma, by wygrywać.

- Nie do końca tak jest. Jednak bez walki ciężko jest wygrać mecz. Teraz piłka zmierza w tym kierunku, że wiele zależy od przygotowania fizycznego. Nie chcę się wypowiadać, bo jestem za młody, ale teraz biega się więcej niż jeszcze kilka lat temu.

Co ciągnie byłych wiślaków do Gdańska? Jest Paweł Stolarski, Adam Buksa, Michał Mak, a teraz pan.

- W Gdańsku jest piękny stadion, grać na nim to wielka przyjemność. We Włoszech wszystkie stadiony są stare i ta otoczka nie jest taka jak u nas. Nie będę też ukrywał, że byłem w Wiśle przez całą przygodę z piłką, zawsze się chodziło na mecze i kibicowało. To również miało dla mnie znaczenie, że przychodzę do zaprzyjaźnionego kibicowsko klubu.









ADAM MANDZIARA, PREZES LECHII: LIGA MISTRZÓW? MYŚLIMY. ALE JESZCZE NIE TERAZ


Więcej o: