Sport.pl

Piłkarz Piasta Marcin Pietrowski: Lechia w końcu "odpali", ale na papierze to my jesteśmy faworytem [ROZMOWA]

- W trakcie okresu przygotowawczego wykonaliśmy ciężką pracę, bardzo dużo czasu poświęciliśmy na przygotowanie motoryczne. Pod względem fizycznym wyglądamy naprawdę świetnie, wytrzymujemy całe mecze w tempie, jakiego oczekuje od nas trener. W żadnym z dotychczasowych meczów nie byliśmy gorsi od rywala i stąd tak dobre wyniki - mówi wychowanek Lechii Marcin Pietrowski, obecnie zawodnik rewelacyjnego lidera tabeli Piasta Gliwice. Starcie obu zespołów w sobotę o godz. 20.30.
Tomasz Osowski: Piast to rewelacja początku sezonu, a cała piłkarska Polska nie może się nadziwić, jak to możliwe, że to właśnie wy jesteście liderem tabeli i to z całkiem pokaźną przewagą nad resztą stawki. Jaka jest tajemnica waszego sukcesu?

Marcin Pietrowski: Myślę, że wpłynęło na to wiele czynników. Zespół uległ dość mocnej przebudowie, latem wielu zawodników odeszło, przyszło wielu nowych, ale jednak trzon został zachowany. W trakcie okresu przygotowawczego wykonaliśmy ciężką pracę, bardzo dużo czasu poświęciliśmy na przygotowanie motoryczne. Można to było odczuć w trakcie sparingów, w których szło nam niezbyt dobrze, ale celem było przygotowanie do sezonu i to się udało. Pod względem fizycznym wyglądamy naprawdę świetnie, wytrzymujemy całe mecze w tempie, jakiego oczekuje od nas trener. Udaje się też realizować założenia taktyczne, inne na każdego rywala. Dzięki temu w żadnym z dotychczasowych meczów nie byliśmy gorsi i stąd tak dobre wyniki. Nie da się ukryć, że w niektórych meczach mieliśmy też trochę szczęścia.

W polskiej ekstraklasie dobre przygotowanie fizyczne jest rzeczywiście niezwykle ważne, ale na pewno nie bylibyście tak wysoko w tabeli, gdyby w zespole nie było czysto piłkarskiej jakości?

- Oczywiście. Nasz styl podoba się obserwatorom, to nie jest tak, że gramy prostą piłkę, a naszych meczów nie da się oglądać. Wręcz przeciwnie, staramy się grać kombinacyjnie, ładnie dla oka, ale najważniejsze jest jednak to, że wytrzymujemy fizycznie całe mecze i w tym głównie tkwi nasza siła. Dodatkowo ci zawodnicy, którzy latem przyszli do Piasta, wnieśli dużo jakości, a przy tym są to normalni chłopacy. To nie są żadne gwiazdy, które przy pierwszym niepowodzeniu zaczynają marudzić, tylko piłkarze, którzy skrupulatnie wypełniają zalecenia trenera i stosują się do zasady "jeden za wszystkich, wszyscy za jednego". Mamy naprawdę fajną ekipę, tworzymy jedność i to przekłada się na dobre wyniki. Pozostaje nam tylko dalej podążać tą drogą.

Jesteście liderem tabeli, ale trener Latal wam nie odpuszcza. Pomimo tak mocnego okresu przygotowawczego zapowiedział, że w przerwie na mecze reprezentacji jeszcze dokręci śrubę i tak rzeczywiście było.

- Takie były założenia i byliśmy tego świadomi, że ta przerwa będzie poświęcona na to, żeby jeszcze skupić się na przygotowaniu motorycznym. Ale wszystko jest dobrze zbalansowane, bo od razu po obozie dostaliśmy kilka dni wolnego na odpoczynek.

Była zatem okazja, żeby choć na chwilę zajrzeć do Gdańska.

- Rzeczywiście pozwoliłem sobie na krótki wypad w rodzinne strony, zresztą po raz pierwszy od momentu przenosin do Gliwic. Miałem do załatwienia kilka prywatnych spraw, ale odwiedziłem też kolegów na jednym z treningów, byłem w szatni, pogadaliśmy, pośmialiśmy się. Zobaczyłem też kilka nowych twarzy w zespole, ale to już w Gdańsku tradycja.

Trochę pożartowałeś sobie z kolegów? W końcu patrzysz na nich z góry, a Piasta i Lechię w tabeli dzieli przepaść.

- Broń Boże. Zdaję sobie sprawę, co może się wydarzyć w dalszej części sezonu, dlatego twardo stąpam po ziemi. Teraz jesteśmy w takim, a nie innym miejscu, ale nikt nie wie, co wydarzy się w najbliższych tygodniach czy miesiącach. Naszym celem od samego początku jest awans do pierwszej "8" i pod tym względem nic się nie zmieniło. To, że zaliczyliśmy taki fajny start, nie ma wielkiego znaczenia. Może takie, że jest nam teraz trudniej, bo rywale inaczej podchodzą do meczów z nami. Nie jesteśmy już zespołem jednym z wielu, ale liderem tabeli i nastawienie pozostałych drużyn jest inne. My jednak bez względu na rywala staramy się grać to, co my chcemy grać, staramy się dyktować swoje warunki i to póki co nam się udaje.

Początkowo byłeś tylko rezerwowym, ale od 4. kolejki już regularnie występujesz w pierwszej "jedenastce". Dlaczego w pierwszych meczach było inaczej?

- Okres przygotowawczy przepracowałem naprawdę bardzo solidnie i pod jego koniec odczułem to na własnej skórze. W związku z tym trener poinformował mnie, że mimo iż jest ze mnie bardzo zadowolony, zacznę sezon na ławce rezerwowych, ale kwestią czasu jest kiedy wrócę do pierwszego składu. Tak się też stało.

Nie grasz jednak na swojej ulubionej pozycji środkowego pomocnika. W dwóch pierwszych meczach zostałeś wystawiony na środek obrony, a ostatnio występujesz na prawej obronie, czyli tak jak często zdarzało się w Lechii.

- W okresie przygotowawczym grałem w sparingach w środku pola, jednak potrzeba chwili sprawiła, że obecnie występuję w obronie. Piast bardzo dobrze wystartował, więc nie było sensu zmieniać trzonu zespołu, czyli m.in. środkowych pomocników. Trener zauważył za to, że jest problem na prawej obronie, przypomniał sobie, że ja kiedyś grywałem na tej pozycji i tam mnie ustawił. I póki co chyba się nie zawodzi. Jednak na treningach próbujemy różnych rozwiązań, jestem też wystawiany na środku pomocy, więc niewykluczone, że i na tej pozycji kiedyś sprawdzi mnie w meczu ligowym.

Co powiesz o grze Lechii w tym sezonie. Nie da się ukryć, że póki co spisuje się ona grubo poniżej oczekiwań.

- Oczekiwania są ogromne nie od dziś. Nie chciałbym się jednak wypowiadać o Lechii, bo w zasadzie niewiele wiem, co się dzieje w środku zespołu, na treningach. Na pewno apetyty są wielkie, a wyników na razie nie ma. Aczkolwiek myślę, że gra zespołu nie jest aż tak tragiczna jak miejsce w tabeli.

Jednak patrząc tylko na tę tabelę, nie ma się żadnych wątpliwości, kto jest faworytem sobotniego meczu.

- Teoretycznie nie ma. Jeszcze dwa miesiące temu wszyscy powiedzieliby, że faworytem tego starcia absolutnie będzie Lechia. Tymczasem dziś ta Lechia przyjeżdża do lidera i na papierze to Piast jest faworytem. Jednak czy boisko to potwierdzi, zależy tylko od nas, czy uda nam się narzucić swój styl gry i zdominować rywala.

W momencie przejścia z Lechii do Piasta pewnie w najśmielszych snach nie przypuszczałeś, że przed meczem obu zespołów, to twoja drużyna będzie miała w tabeli aż 10 punktów przewagi.

- Chyba nikt by tego nie wymyślił. Wszyscy myśleli, że Lechia będzie walczyła o najwyższe cele i myślę, że to kwestia czasu, aż wszystko zatrybi. Ja, odchodząc do Piasta, nie miałem żadnych przypuszczeń. Po prostu chciałem się odbudować po nieudanej rundzie wiosennej w Lechii i to mi się na razie udaje.

Sam chciałeś odejść z Lechii, czy raczej "wypchnięto" cię z klubu?

- W styczniu tego roku przedłużyłem kontrakt, więc mogłem się spodziewać, że klub wiąże ze mną nadzieje na przyszłość. Ale już runda wiosenna, w trakcie której zagrałem w raptem dwóch meczach, pokazywała, że może być ciężko. Wydaje mi się, że zasługiwałem na trochę więcej szans, ale ich nie dostałem. W związku z tym podświadomie czułem, że coś jest na rzeczy. Pod koniec sezonu zostałem zaproszony na spotkanie przez menedżera pierwszego zespołu Marka Jóźwiaka, który poinformował mnie, że będzie lepiej jeśli znajdę sobie nowy klub. Musiałem się z tym pogodzić.

I wygląda na to, że wybrałeś idealnie. Jak żyje się na Śląsku?

- Początek był ciężki, głównie dlatego, że daleko zostawiłem rodzinę i znajomych i siłą rzeczy ten kontakt trochę się rozluźnił. Jednak wraz z żoną znaleźliśmy tutaj swoje miejsce na ziemi. Według mnie Gliwice to najładniejsze miasto w całej śląskiej aglomeracji, naprawdę fajnie się tu żyje i póki co widzimy same dobre strony tej przeprowadzki. Choć czasami zatęskni się za Gdańskiem...

Po raz pierwszy zagrasz przeciwko Lechii, w której spędziłeś pół życia. Serduszko mocniej zabije.

- Dla mnie to będzie na pewno sytuacja wyjątkowa. Staram się nastawiać do tego meczu po prostu jak do kolejnego ligowego spotkania, ale jak wyjdę na boisko, zobaczę znajome twarze i uświadomię sobie, że gram przeciwko mojemu klubowi, to na pewno serce mocniej zabije. Jednak muszę te myśli odłożyć na bok, bo w tym dniu najważniejsze będzie zwycięstwo Piasta. A zaraz po zakończeniu meczu po cichu dalej będę kibicował Lechii.

RUSZYLI Z TRÓJMIASTA NA PODBÓJ ŚWIATA. BĘDZIE O NICH GŁOŚNO?


Więcej o:
Skomentuj:
Piłkarz Piasta Marcin Pietrowski: Lechia w końcu "odpali", ale na papierze to my jesteśmy faworytem [ROZMOWA]
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX