Sport.pl

Jacek Grembocki: Zespół jest nieprzygotowany, piłkarze Lechii wyglądają na bardzo zmęczonych ludzi [ROZMOWA]

- Zespół nie może dobrze wyglądać, bo nie przepracował w odpowiedni sposób letniego okresu przygotowawczego. Przecież ciągle były sparingi z mocnymi rywalami! W takiej sytuacji łatwo można drużynę zajechać. I piłkarze Lechii wyglądają mi właśnie na bardzo zmęczonych ludzi - mówi legenda gdańskiego klubu, były reprezentant Polski Jacek Grembocki.
Tomasz Osowski: Jaka jest według pana przyczyna bardzo słabej postawy Lechii w obecnym sezonie?

Jacek Grembocki: Problem jest złożony, a przyczyn na pewno wiele. Przede wszystkim ja cały czas nie widzę jakiejś wizji budowania tego zespołu, ustalenia jakiejś konkretnej koncepcji i konsekwentnego wdrażania jej w życie. Przykład pierwszy z brzegu: od czasów Abdou Razacka Traore - choć on przecież nie był klasycznym snajperem - Lechia nie ma topowego napastnika, który gwarantowałby określoną liczbę goli. Na pewno kimś takim nie był Colak, który przyjechał tu po naukę i tak szczerze mówiąc, to przez te kilka miesięcy nie zauważyłem, żeby się jakoś bardzo rozwinął. Strzelił kilka bramek, skończyła się umowa wypożyczenia i wrócił tam, gdzie miał wrócić. Jeśli klub zapowiada walkę o europejskie puchary, to nie da się tego zrobić ofensywnymi zawodnikami, którzy strzelają jednego gola co dziesięć meczów. Cudów nie ma. Oczywiście, gra obronna jest bardzo ważna, ale o zwycięstwach decydują ludzie, którzy potrafią zdobywać bramki. Jeśli kogoś takiego nie masz, to niestety nie będziesz się liczył.

Tę rolę miał spełniać Grzegorz Kuświk, ale póki co kompletnie zawodzi.

- Po pierwsze, choć ma on już 28 lat, to nie jest jakiś bardzo doświadczony zawodnik. W Ruchu nikt nie wymagał od niego cudów i on bardzo dobrze odnalazł się w realiach tego klubu. W Lechii trafił na zupełnie inne uwarunkowania i to pod wieloma względami. Tutaj ma być gwiazdą, najlepszym snajperem, człowiekiem, który wygrywa Lechii mecze. A nie każdy ma takie predyspozycje. Ludzie, którzy odpowiadają za zatrudnianie nowych piłkarzy, muszą wiedzieć o danym zawodniku wszystko, bo jeden, żeby stać się częścią zespołu, potrzebuje trzech dni, ale inny musi dostosowywać się przez cały rok. Przeprowadzka ze Śląska do Gdańska, podobnie w drugą stronę, to wcale nie jest łatwa sprawa, coś o tym wiem. Kiedy przeszedłem z Lechii do Górnika Zabrza, przez pierwsze pół roku niemiłosiernie się męczyłem. Gdybym tylko mógł, to szybko wróciłbym do domu. Ale jakoś przetrzymałem trudny okres, w Górniku mnie nie skreślili, postawili na mnie i w końcu odpaliłem. Być może z Kuświkiem będzie tak samo, to fajny chłopak, ale na razie w Lechii strasznie się męczy. Poza tym nie buduje się zespołu w oparciu o jednego napastnika. Może przytrafić się kontuzja, słabsza forma - tak jak w przypadku Kuświka - i co wtedy?

Wtedy w pierwszym składzie na mecz z liderem tabeli Piastem Gliwice wychodzi młodziutki Lukas Haraslin i zupełnie się nie sprawdza.

- No właśnie! Nagle okazuje się, że zespół budowany za wielkie pieniądze, z ogromnymi ambicjami, w bardzo ważnym meczu ligowym musi ratować się zawodnikiem może i zdolnym, ale kompletnie niedoświadczonym, który na dodatek nie czuje się dobrze na tej pozycji. Już nie wspomnę o tym, że to Słowak, który wpadł do Gdańska na chwilę i niedługo już go w Lechii nie będzie.

A propos, jak pan ocenia letnie transfery Lechii.

- Znów postawiono na ilość, a nie na jakość i moim zdaniem to coraz bardziej ciągnie zespół w dół. Teraz przyszedł ten piłkarz z przeszłością w Juventusie - Krasić. Super, bardzo się cieszę, naprawdę. Na pewno młodzi piłkarze będą mogli się od niego dużo nauczyć, ale tylko pod warunkiem że on tu zostanie na dwa-trzy sezony. A nie można przecież wykluczyć, że za kilka miesięcy już go w Gdańsku nie będzie. Poza tym póki co to on musi poszukać formy.

Podobnie jak Sławomir Peszko, który w meczu z Piastem wypadł tragicznie.

- Ja uważam, że jeśli tak dalej pójdzie, to Peszko się tu nie odbuduje, bo zwyczajnie nie będzie na to czasu. Jeżeli Lechia cały czas będzie tak nisko w tabeli, to on tu długo nie zostanie, bo jego wartość będzie przez to szła w dół. Jego menedżer nie dopuści, żeby on grał w klubie, który będzie walczył o utrzymanie. Poza tym Sławek jest reprezentantem Polski, on nie przyszedł z Bundesligi, żeby się tułać w ogonie ekstraklasy. To na pewno nie jest szczyt jego marzeń, no chyba że on już nie ma marzeń

Z pewnością ma, przyszedł do Lechii, żeby wrócić do wysokiej formy i pojechać z kadrą na Euro 2016.

- Jak Lechia będzie tak grała, a on razem z nią, to niech zapomni, że załapie się do kadry. Nie ma takiej możliwości, żeby z drużyny, która będzie grała w dolnej "8", ktoś pojechał na mistrzostwa Europy. Nie wierzę w to. Lepiej wziąć młodych chłopaków typu Kapustka. Wszyscy potencjalni kadrowicze w Lechii, a to są naprawdę fajni piłkarze, muszą się naprawdę ostro wziąć do roboty. W innym wypadku na Euro nie pojadą.

Problem w tym, że niemal wszyscy zawodnicy Lechii wyglądają na zablokowanych, mają spętane nogi, boją się wziąć na siebie odpowiedzialność. Kłopoty zespołu mają podłoże w psychice?

- Trudno powiedzieć, nie jestem w środku drużyny, gdybym wiedział, co dzieje się w szatni, byłoby łatwiej o jakieś wnioski. Nie sądzę jednak, że piłkarze są zablokowani psychicznie. Oczywiście oni wyglądają na przytłoczonych tą sytuacją, jaka wytworzyła się na początku sezonu, ale podstawowy problem tkwi według mnie gdzie indziej. Piłkarze Lechii nie mogą dobrze wyglądać, bo nie przepracowali w odpowiedni sposób letniego okresu przygotowawczego. Przecież oni ciągle grali sparingi z mocnymi rywalami! Nie zgodzę się z tym, co mówił Jerzy Brzęczek, że poszczególni piłkarze grali po 45 minut, albo krócej i to nie miało wpływu. Nawet jak grasz 45 minut, to dzień przed meczem nic nie zrobisz i dzień po meczu też nic nie zrobisz. A jeżeli na siłę jednak coś zrobisz, to łatwo można drużynę zajechać, zamęczyć. I piłkarze Lechii wyglądają mi właśnie na bardzo zmęczonych ludzi. Nawet nie piłkarzy, ale ludzi. Grali z Juventusami, z Wolfsburgami, a teraz nie mogą sobie poradzić z Piastem? Z całym szacunkiem dla tego klubu, znam go doskonale, bo 9 lat grałem po sąsiedzku, pod wieloma względami nie trzyma on porównania z Lechią. Tymczasem zespół jedzie do Gliwic i dostaje manto. Powtórzę i biorę za te słowa pełną odpowiedzialność: moim zdaniem zespół nie tyle jest źle przygotowany do sezonu. On w ogóle nie jest przygotowany! W grze nie ma szybkości, polotu, dynamiki. Zresztą wyniki mówią wszystko - Lechia wygrała w tym sezonie tylko jeden mecz, u siebie z Górnikiem Łęczna, a gdyby nie szybka czerwona kartka dla rywali, jestem przekonany, że nawet tego spotkania by nie wygrała.

Thomas von Heesen jest w stanie opanować ten kryzys?

- Jeśli ma wyczucie i szybko dostosuje się do polskich warunków, to na pewno tak, mam jednak co do tego pewne wątpliwości. Ja bardzo szanuję go jako trenera, jako świetnego przed laty piłkarza, ale nie wiem, czy to jest miejsce dla niego. Z Hamburga do Gdańska niby jest niedaleko, ale tak naprawdę pod względem piłkarskim dzielą nas lata świetlne. Inna mentalność, inna rzeczywistość. Nasza liga jest bardzo specyficzna, a do Bundesligi w ostatnich latach zbliżyliśmy się tylko infrastrukturą. W ten weekend oglądałem mecz naszej ligi i jeden facet, nieważne, z której drużyny, nagminnie nie potrafił przyjąć piłki. O czym my mówimy... Wracając do Lechii. Pocieszające jest to, że gorzej być już nie może. Nie chodzi nawet o żadną czarodziejską różdżkę, zespół jest w takim dole, że kto by nie był teraz trenerem tego zespołu, on w końcu musi iść w górę.

Tylko kiedy? Normalną, codzienną pracą da się to zrobić jeszcze jesienią, czy trzeba poczekać na przerwę zimową?

- Nasza liga jest dziwna. Za chwilę Lechia zmierzy się z rywalem, który jest w jeszcze większym dołku, w końcu coś wygra i potem jakoś to pójdzie. Proszę tylko spojrzeć: Cracovia wygrywała, teraz przegrywa. Zagłębie Lubin przegrywało, teraz wygrywa. Mistrz Polski jest na ostatnim miejscu w tabeli. Tu nie ma reguł.

A co trzeba zmienić, jeśli chodzi o funkcjonowanie całego klubu?

- Trzeba w końcu zaplanować, co chce się w Gdańsku zrobić, jaki ma być cel i dostosować te plany do panującej rzeczywistości. Wprowadzić jakąś strategię i dobrać do niej odpowiedni sztab szkoleniowy. I nie brać jak popadnie tej piłkarskiej taniochy, tzw. okazji. Jeśli ja chciałbym panu sprzedać za dwa złote buty, w których chodziłem przez osiem lat, to pan by z takiej "okazji" skorzystał? Nie sądzę. I to muszą zrozumieć ludzie rządzący Lechią.

OSTATNI WYWIAD JERZEGO BRZĘCZKA: ODCHODZĘ Z LECHII, ALE CZUJĘ SIĘ WYGRANY


Więcej o: