Uraz Grzegorza Wojtkowiaka nie okazał się poważny. We wtorek może wrócić do treningów

Była 58. minuta meczu Lechii Gdańsk z Zagłębiem Lubin. Obrońca gości ostro zaatakował Grzegorza Wojtkowiaka we własnym polu karnym. Sędzia wskazał na jedenasty metr, a 31-latek padł na murawę. Wojtkowiak na pół minuty stracił przytomność i opuścił boisko na noszach. Jak się jednak okazuje, uraz nie jest tak poważny, jak się początkowo wydawało.

Polub nas na Facebooku

- Wygląda to na ciężką kontuzję [jest podejrzenie wstrząśnienia mózgu], ale musimy poczekać na dokładną diagnozę - mówił zaraz po meczu trener Lechii Thomas von Heesen.

- Czekamy na to, co jest z Grześkiem. Pojechał do szpitala i miejmy nadzieję, że będzie brany pod uwagę już w następnym meczu ligowym, a we wtorek wróci do treningów z nami - dodał Jakub Wawrzyniak.

Po szczegółowych badaniach okazało się, że Wojtkowiak nie doznał poważnego urazu, choć sytuacja wyglądała bardzo groźnie. Według informacji od sztabu medycznego gdańskiego klubu nie ma żadnych przeciwwskazań do tego, by zawodnik wrócił do gry. Jeśli tylko będzie się czuł na siłach, może wziąć udział we wtorkowym treningu z drużyną. Wtedy bowiem podopieczni von Heesena rozpoczną przygotowania do piątkowego meczu wyjazdowego z Jagiellonią Białystok (początek o godz. 20.30).





WAWRZYNIAK, WOJTKOWIAK I MILA NIE SĄ PIERWSI. REPREZENTANCI POLSKI W LECHII