Lechia przegrała trzy kolejne mecze, w każdym tracąc minimum trzy bramki. Tego w XXI wieku jeszcze nie było!

18 sierpnia 2001 roku. Lechia Gdańsk zainaugurowała rozgrywki w A Klasie, wygrywając na wyjeździe 3:1 z Deltą Miłoradz. Do poniedziałku 23 listopada 2015 roku, a więc przez ponad czternaście lat istnienia ?Nowej Lechii?, nie zdarzyło się żeby zespół przegrał trzy kolejne mecze, w każdym tracąc minimum trzy bramki. Jednak raczej nie o takie bicie rekordów chodziło nowym właścicielom klubu.

Polub nas na Facebooku

Kilkanaście dni temu Adam Mandziara bardzo wyraźnie zaznaczył, że pozycja von Heesena jest niepodważalna i klub nie planuje kolejnej zmiany szkoleniowca. Jednak w obliczu fatalnej postawy Lechii w ostatnich trzech meczach sytuacja może ulec zmianie. Po szesnastu kolejkach biało-zieloni mają w dorobku zaledwie osiemnaście punktów i znajdują się tuż nad strefą spadkową. Taki wynik raczej nie satysfakcjonuje nikogo związanego z gdańskim środowiskiem, a przecież przed sezonem nadzieje były spore, mówiono nawet o europejskich pucharach. Wprawdzie sporo pomóc może w tym względzie reforma i podział punktów, jednak najpierw trzeba awansować do górnej ósemki. A na to się w tym momencie nie zanosi.

Trudno tak naprawdę powiedzieć, w którym momencie zaczął się kryzys. Wydawać by się mogło, że wygrana z Termalicą Bruk-Bet Nieciecza w ostatnich sekundach będzie punktem zwrotnym i Lechia wreszcie zacznie grać na miarę oczekiwań. Rzeczywistość okazała się jednak brutalna. Gdańszczanie w trzech następnych kolejkach nie zdobyli nawet punktu, tracąc w każdym z tych spotkań po trzy bramki. A przecież mówimy o tak chwalonej jeszcze wiosną formacji defensywnej z reprezentantami Polski w składzie.

Porażki rzecz jasna martwią, ale kibicom na pewno nie może podobać się również styl, w jakim były one poniesione. Z Legią nie było jeszcze najgorzej, po prostu rywale rozegrali najlepszy mecz w sezonie. W Chorzowie fatalna była pierwsza połowa, bo jednak po przerwie biało-zieloni byli bliscy odrobienia strat. Jednak kulminacja nastąpiła w Krakowie, gdzie Lechia zagrała najgorszy mecz w XXI wieku. Obrońcy wybijają piłkę byle dalej, o żadnym rozegraniu od tyłu nie ma więc mowy. Z kolei w ofensywie panuje jeden wielki chaos, wszyscy liczą na indywidualny zryw jakiegoś zawodnika. Brakuje zespołowych akcji, z których przecież jeszcze kilka lat temu gdański klub słynął.

Oczywiście Lechii często zdarzały się fatalne występy, m.in. w sezonie 2013/14, gdy przegrała po 1:4 kolejno z Widzewem Łódź i Lechem Poznań. Z kolei w pierwszym sezonie po awansie do ekstraklasy biało-zieloni przegrali np. trzy spotkania z rzędu (0:2 z Jagiellonią Białystok, a także po 0:3 z Legią Warszawa i Lechem Poznań). Takie porażki zdarzały się też w ówczesnej drugiej lidze (seria 1:3, 0:2, 1:4 w sezonie 2005/06), ale nigdy w historii "Nowej Lechii" (czyli od momentu, gdy zespół rozpoczął proces odbudowy od A klasy w sezonie 2001/02) nie miała miejsce sytuacja, gdy ta przegrałaby trzy mecze ligowe z rzędu, tracąc w każdym z nich po trzy gole.

Do poniedziałku. 23 listopada 2015 to historyczna data w historii klubu, a przecież może być już tylko gorzej. W najbliższej kolejce do Gdańska przyjeżdża bowiem coraz lepiej grający mistrz Polski Lech. Jeśli więc forma biało-zielonych nie ulegnie znacznej poprawie, będzie okazja do "pobicia" tego niechlubnego rekordu.