Sport.pl

Piłkarze Lechii w tygodniu spotkali się we własnym gronie, bez trenerów. "Padły ostre słowa"

- W tym tygodniu mieliśmy spotkanie we własnym gronie, bez trenerów. Padły ostre słowa, mam nadzieję, że to się przełoży na niedzielny mecz. Nie wyglądamy jak drużyna i to jest nasza największa bolączka. Nie każdy idzie za każdym, nie walczymy za siebie nawzajem, tylko pojedynczo - przyznaje obrońca Lechii Rafał Janicki. W niedzielę o godz. 15.30 jego zespół zmierzy się na Stadion Energa Gdańsk z Lechem Poznań.
Tomasz Osowski: W ostatnich tygodniach prezentujecie się fatalnie, przegraliście trzy kolejne spotkania, w każdym z nich tracąc minimum trzy gole. Taka sytuacja miała miejsce po raz pierwszy w XXI wieku. Jaki jest wasz największy problem? Piłkarski - większość zawodników jest pod formą, fizyczny czy może mentalny?

Rafał Janicki: Wszystkiego po trochu. Patrząc na naszą grę w ostatnich tygodniach nie da się ukryć, że brakuje po prostu wszystkiego od "a" do "zet". Musimy się szybko podnieść, bo wszyscy nam uciekają. Ostatnie trzy mecze sprawiły, że jest bardzo nieciekawie. Jeśli natychmiast czegoś nie zrobimy za chwilę może być jeszcze gorzej.

No właśnie, ale co? Trener i cały sztab szkoleniowy na pewno starają się znaleźć jakiś sposób, aby przerwać tę fatalną passę, a czy wy, sami piłkarze, próbujecie wewnątrz drużyny robić coś w tym kierunku? W tej chwili wyglądacie jak zlepek indywidualności, który nie tworzy zespołu.

- W tym tygodniu mieliśmy spotkanie we własnym gronie, bez trenerów. Padły ostre słowa, mam nadzieję, że to się przełoży na niedzielny mecz. Rzeczywiście nie wyglądamy jak drużyna i to jest nasza największa bolączka. Nie każdy idzie za każdym, nie walczymy za siebie nawzajem, tylko pojedynczo.

Problemów jest multum, ale pana jako obrońcę muszę zapytać o defensywę. Tracicie bardzo łatwe bramki, błędy popełnia zarówno formacja jako całość, jak i poszczególni zawodnicy z osobna. Jesteście w stanie przerwać tę spiralę nieszczęść?

- Musimy. Nie ma co ukrywać, że my jako obrońcy popełnialiśmy w ostatnich meczach błędy i trzeba to zmienić. Zadanie numer jeden na mecz z Lechem to w końcu zagrać na zero z tyłu. To będzie jakiś mały kroczek, żeby w końcu ruszyć do przodu, żebyśmy w końcu zaczęli wygrywać.

Wróćmy jeszcze na chwilę do ostatniego meczu z Cracovią (porażka 0:3). Oczywiście - grać ponad 80 minut w osłabieniu nie jest łatwo, ale po czerwonej kartce dla Michała Maka wyglądaliście na ludzi, którzy pogodzili się z losem i tylko czekają na wyrok.

- Naprawdę ciężko grać tak długo w osłabieniu, ale oczywiście w "10" też da się osiągnąć dobry wynik. Po tej czerwonej kartce wszystko jakby runęło. Jeszcze wytrzymaliśmy pierwszą połowę, ale w drugiej może rzeczywiście zabrakło tej walki, charyzmy, kogoś kto krzyknął by na boisku, zmobilizował resztę. Straciliśmy też bramki, które nie powinny wpaść i stąd tak wysoka porażka.

BIENIUK, ŻEWŁAKOW... KIEDYŚ PODPORY SWOICH KLUBÓW, TERAZ W INNYCH ROLACH


Więcej o: