Jak Dawid Banaczek odmienił Lechię? Większe ryzyko, walka, zaangażowanie

Sześć punktów zdobytych przez Lechię Gdańsk w dwóch ostatnich meczach sprawiło, że drużyna znalazła się w górnej połowie tabeli. Duża w tym zasługa tymczasowego trenera Dawida Banaczka, który natchnął zespół i wyciągnął go z głębokiego dołka.

Polub nas na Facebooku

Oczywiście progres w grze biało-zielonych był zauważalny jeszcze, gdy trenerem był Thomas von Heesen, bo przecież mecze z Lechem Poznań i Pogonią Szczecin były spokojnie do wygrania. Brakowało jednak szczęścia albo o wszystkim decydowały detale. My - Polacy - lubimy gdybać, a zatem gdyby Grzegorz Kuświk wykorzystał rzut karny z "Kolejorzem" albo gdyby Gerson nie trafił w Szczecinie w poprzeczkę, a do bramki...

Grają najlepsi

We wszystkich klubach na całym świecie jest tak, że o tym czy dany piłkarz znajdzie się w składzie na mecz w weekend, decydują treningi w środku tygodnia. Spotkanie jest niejako nagrodą i zwieńczeniem ciężkiej pracy. W Lechii nie zawsze tak bywało.

Niby banał, ale taka jest prawda. Zdarzało się przecież, że von Heesen odsuwał od zespołu piłkarzy, którzy mu z jakichś dziwnych przyczyn nie pasowali. Tak było choćby z Jakubem Wawrzyniakiem, którego z marnym skutkiem zastępował Neven Marković.

Trener Banaczek postawił sprawę jasno i u niego grają ci, którzy wyglądali najlepiej na treningach. Milos Krasić prezentował się na tyle dobrze, że znalazło się dla niego miejsce w meczowej osiemnastce, zaś trybuny tym razem przypadły Kuświkowi. Kadra zespołu jest szeroka i szkoleniowiec ma duże pole manewru, ale rotować też trzeba umieć.

Większe ryzyko

Wiadomo, drużyna zaczęła wygrywać. Wszyscy podkreślają, że nie styl, a punkty są obecnie najważniejsze, jednak biało-zieloni prezentują atrakcyjny dla oka futbol i wreszcie są zespołem, dla którego warto przyjść na stadion lub włączyć telewizor.

Defensywa jest monolitem, a u poszczególnych obrońców widać zwyżkę formy, w związku z czym więcej swobody mają gracze w formacjach ofensywnych. Tutaj również widać pewną zmianę. Mianowicie drużyna gra na większym ryzyku, do akcji włącza się zdecydowanie większa ilość piłkarzy. Gdy trenerem był von Heesen zdarzało się tak, że gdy piłkę przy nodze miał skrzydłowy, w polu karnym przebywał sam Kuświk i trudno było mu cokolwiek zrobić. A spójrzmy chociażby na spotkanie z Wisłą Kraków.

Pierwsza sytuacja - w "szesnastce" gości Wawrzyniak, Michał Mak, Maciej Makuszewski oraz defensywny pomocnik Aleksandar Kovacević. A niedaleko stoi jeszcze Sebastian Mila, który zapoczątkował akcję prostopadłym podaniem.



I kolejna - tym razem już akcja bramkowa na 1:0. Sławomir Peszko wrzuca piłkę w pole karne, a tam czekają już Mak, Mila oraz Makuszewski, a w dodatku kompletnie niepilnowany na dwudziestym metrze stoi Kovacević, który - tak przy okazji - był małym objawieniem w rywalizacji z wiślakami.



Zaangażowanie, walka, determinacja

To jest kwestia tak oczywista, że w ogóle nie powinna znaleźć się w tym zestawieniu. Jednak w kilku meczach Lechii w tym sezonie brakowało po prostu walki, takiej typowej chęci rozszarpania przeciwnika. Można przegrać spotkanie jeśli jest się słabszym piłkarsko, popełni się jakiś głupi błąd, lecz kibic nigdy nie wybaczy braku zaangażowania.

I znowu wracamy do trenera Banaczka, który odmienił nastawienie piłkarzy. Często rozmawia z nimi indywidualnie, wspiera ich, a ci odpłacają się dobrą grą. Mało tego - oni po prostu jeżdżą na tyłkach, aż miło się patrzy. Dla żadnego z zawodników nie ma straconych piłek, a to jak Makuszewski i Peszko pracują w defensywie jest po prostu czymś wspaniałym.

Jeden za drugiego pójdzie w ogień

Progres w grze jest widoczny, ale równe ważne jest ogólne wrażenie, jakie pozostawił po sobie zespół w tych dwóch spotkaniach. Wreszcie zaczyna on przypominać dobrze rozumiejący się organizm, wszyscy piłkarze wiedzą co mają robić na boisku, a przede wszystkim wzajemnie sobie pomagają i rzeczywiście tworzą drużynę, której tak brakowało jeszcze kilka tygodni temu.

- Mówiło się o nas, że nie jesteśmy drużyną i atmosfera nie jest najlepsza. Muszę powiedzieć, że nawet po tych pięciu porażkach widać było w nas więź. Spotkaliśmy się w środku tygodnia, ponieważ chcieliśmy się lepiej poznać, porozmawiać o życiu prywatnym, a nie dyskutować dlaczego dzieje się tak źle. Jak się okazało, po takim spotkaniu zaczęliśmy lepiej funkcjonować - przyznaje Mila.

Widać to było zwłaszcza w końcówce meczu z Wisłą, gdy piłkarz gości Tomasz Cywka dość brzydko potraktował Kovacevicia. Momentalnie do Cywki ruszyła praktycznie cała drużyna Lechii, chcąc natychmiast wytłumaczyć rywalowi niestosowność jego występku. Makuszewski robił to na tyle ekspresyjnie, że ujrzał nawet żółtą kartkę. Takich sytuacji w całym meczu było zdecydowanie więcej. Trener Banaczek wpoił swoim piłkarzom, że najważniejszy jest kolektyw i tylko wspólnie uda się skutecznie rywalizować w ekstraklasie.

- Widać, że do drużyny powrócił dobry duch. Jeśli ktoś sfauluje kolegę, to każdy idzie za nim jak w ogień. Widać, że wszyscy walczymy za drugiego i nikt nie odpuszcza. To jest klucz do sukcesu - podkreśla Mak.