Sport.pl

Lechia wyraźnie gorsza w sparingu od ostatniej drużyny ligi szwajcarskiej

Mówi się, że drużynę piłkarską buduje się od tyłu, ale jeśli chodzi o Lechię, to Piotr Nowak - jak na razie - nie ma nawet fundamentów. Po katastrofalnych błędach w defensywie biało-zieloni przegrali w sparingu z FC Vaduz - ostatnią drużyną ligi szwajcarskiej 2:4, tracąc wszystkie bramki w pierwszej połowie. Po zmianie stron gra wyglądała już nieco lepiej i udało się strzelić dwa gole. Pozytywnym akcentem jest z pewnością bramka zdobyta przez kontuzjowanego w ostatnim czasie Adama Buksę.

Polub nas na Facebooku

Do pierwszego wiosennego meczu w ekstraklasie jeszcze nieco mniej niż miesiąc, ale wygląda na to, że trener Piotr Nowak powoli układa sobie w głowie wyjściowy skład Lechii. Do sparingu z FC Vaduz szkoleniowiec desygnował od pierwszej minuty tych samych piłkarzy, którzy dwa dni wcześniej mierzyli się z FC Sankt Pauli. Nie zmieniło się też ustawienie (1-3-5-2). Po raz kolejny w ogóle poza kadrą znaleźli się powracający do zdrowia Marco Paixao i Aleksandar Kovacević, a także Adam Dźwigała, który dołączył na obóz w niedzielę wieczorem. Cała trójka truchtała jednak wokół boiska podczas sparingu.

Pierwszą połowę określić można jednym słowem: KATASTROFA. FC Vaduz to rywal nie tej samej klasy co drużyna z Hamburga, dlatego też w pierwszym kwadransie gdańszczanie mocniej zaatakowali, ale nie potrafili wykorzystać dwóch niezłych sytuacji. Początkowo ekipa z Vaduz ograniczyła się do defensywy i kontrataków, lecz z biegiem czasu przejęła inicjatywę i bezlitośnie wykorzystała błędy biało-zielonych, w kwadrans strzelając trzy gole.

W 20. minucie skutecznym lobem popisał się Moreno Constanzo i pokonał wysuniętego Marko Maricia, a kilka chwil później Grzegorz Wojtkowiak niefortunnie skierował piłkę do własnej bramki. Po kolejnym kontrataku z najbliższej odległości gola zdobył również Ali Messaoud. Gdyby tego było mało, na kilkadziesiąt sekund przed końcem pierwszej połowy w konsekwencji dwóch żółtych kartek boisko opuścić musiał Sebastian Mila.





Z kolei tuż przed gwizdkiem arbitra po dośrodkowaniu z rzutu rożnego Lechia straciła czwartego gola, autorstwa Floriana Stahela.

Po przerwie swoje umiejętności mogła zaprezentować młodzież, a także Milos Krasić, który - zdaniem dziennikarzy z Kazachstanu - jest bliski odejścia z Lechii. Mimo czerwonej kartki dla Mili oba zespoły grały jedenastu na jedenastu, ponieważ takie były ustalenia przed meczem.

Gra wreszcie zaczęła się kleić, gole zdobyli wracający po ciężkiej kontuzji Adam Buksa, a także wchodzący powoli do pierwszej drużyny junior Juliusz Letniowski, który był bardzo aktywny po wejściu na boisko i miał jeszcze kilka innych szans. Ponadto bliscy trafienia byli m.in. Milos Krasić oraz Neven Marković, jednak ostatecznie wszystkich strat odrobić się nie udało.

Piłkarze Lechii mają wyraźne problemy z przystosowaniem się do nowego ustawienia i sporo problemów sprawiają im kontrataki rywali. Jednak sztab szkoleniowy ma jeszcze wystarczająco dużo czasu, by się nad tym zastanowić i wprowadzić poprawki. Najbliższa okazja już w sobotę, gdy gdańszczanie zmierzą się z FC Thun.

Lechia Gdańsk - FC Vaduz 2:4 (0:4)

Bramki: Adam Buksa (54.), Juliusz Letniowski (63.) - Moreno Constanzo (20.), Grzegorz Wojtkowiak (26. sam.), Ali Messaoud (34.), Florian Stahel (45.)

Lechia (I połowa): Marić - Wojtkowiak, Gerson, Wawrzyniak - Makuszewski Ż, Łukasik, Chrapek, Mila Ż, Ż, CZ, Peszko - Haraslin, Kuświk. (II połowa): Budziłek - Janicki, Maloca, Chrzanowski - Stolarski, Letniowski, Krasić, Mak, Marković - Żebrakowski, Buksa.

FC Vaduz (I połowa): Klaus - von Niederhäusern, Stahel, Bühler, Borgmann - Kamber, Muntwiler, Costanzo - Sadiku, Messaoud, Avdijaj. (II połowa): Klaus - von Niederhäusern, Stahel, Grippo Ż, Göppel - Kamber, Ciccone, Cecchini - Caballero, Felfel, Burgmeier.



Więcej o: