Łukasz Budziłek: Mam numer 1 na koszulce i chcę być "jedynką" na boisku

Jesienią Łukasz Budziłek przegrał rywalizację o miejsce w bramce Lechii z Marko Mariciem i rozegrał tylko jedno oficjalne spotkanie - w 1/16 finału Pucharu Polski z Puszczą Niepołomice. - Teraz mamy nowe rozdanie, jest nowy szkoleniowiec i nowe nadzieje. Mój cel się jednak nie zmienia, chcę być podstawowym bramkarzem - mówi Budziłek. 
Budziłek przyszedł do Lechii w lutym ubiegłego roku. W rundzie wiosennej poprzedniego sezonu przez długi czas był tylko rezerwowym (bronił Mateusz Bąk), ale w grupie mistrzowskiej to na niego postawił ówczesny trener biało-zielonych Jerzy Brzęczek. Jednak latem w Gdańsku pojawił się Marić, który znów wysłał Budziłka na ławkę.

- Po tym jak kończyłem poprzedni sezon w bramce Lechii, miałem nadzieje i oczekiwania, że podobnie będzie w obecnym. Ambitnie podszedłem do tematu, pracowałem i czekałem na szansę, której ostatecznie nie dostałem, ale takie jest życie. Teraz mamy nowe rozdanie, nowy szkoleniowiec i nowe nadzieje. Cel jednak się nie zmienia. Chcę być podstawowym bramkarzem Lechii - podkreślał Budziłek. I dodaje:

- Jestem zgłoszony do rozgrywek z numerem jeden i chciałbym wiosną być tą "jedynką". Wiadomo, że są konkurenci, rywalizacja wciąż trwa, ale na pozycji bramkarza wygrywa tylko jeden. Staram się pokazać trenerom z jak najlepszej strony i wierzę, że będę to ja - zaznacza 24-latek.

Jeśli brać pod uwagę tylko dwa pierwsze sparingi (przegrane 0:1 z FC St. Pauli oraz 2:4 z FC Vaduz) jest na dobrej drodze, aby tak się stało. Budziłek i Marić w każdym z nich grali po jednej połowie i tak się złożyło, że Lechia wszystkie gole straciła wówczas, kiedy w bramce stał Chorwat.

- Udało mi się zachować czyste konto w obu spotkaniach, a to jest najlepsze, co może się przytrafić bramkarzowi. Nawet jak zagrasz słabszy mecz, ale nie stracisz gola, to zawsze drużyna zdobywa jeden punkt. A gdy uda ci się coś obronić, tak jak mi się udawało w ostatnich sparingach, to morale na pewno rośnie i zachęca do jeszcze cięższej pracy - przyznaje Budziłek.

Piłkarze Lechii w Turcji są od 15 stycznia i pozostaną tu o pięć dni dłużej niż pierwotnie zakładano - aż do 31 stycznia. Związane jest to z iście zimową aurą jaka ostatnio panuje w Polsce.

- Wiadomo, że tęskni się za rodziną, ale rozłąka z bliskimi na czas obozów jest wpisana w nasz zawód. To, że jesteśmy tu tak długo razem, to także szansa na większą integrację drużyny. Trener Nowak wpadł na fajny pomysł, by zamieniać się miejscami podczas posiłków. Za każdym razem siadamy na innych miejscach, co pozwala lepiej poznać tych kolegów, z którymi na co dzień ma się mniejszy kontakt. Rozmawiamy wszyscy ze sobą, co jest na pewno fajne i pomaga w scaleniu zespołu. Dodatkowo mamy dobre warunki do treningu, świetne boiska, siłownię, odnowę - wszystko po to, by się dobrze przygotować do rundy wiosennej - podsumowuje Budziłek.

TOP 7 NAJWIĘKSZYCH WPADEK LECHII W PUCHARZE POLSKI