Sport.pl

Kim jest nowy trener Lechii Piotr Nowak. "Powiedz mi Piotr szczerze: dlaczego się nie przyłożysz?"

- W pewnym momencie kariery zrozumiałem, że przejść przez całe życie i być tylko dobrym piłkarzem, to dla mnie zbyt mało. Zapragnąłem czegoś więcej i zacząłem do tego dążyć. Chcę to zaszczepić zawodnikom Lechii - mówi nowy szkoleniowiec biało-zielonych Piotr Nowak.
Trenerzy w Lechii zmieniają się jak w kalejdoskopie. Ostatnim, który utrzymał się na stanowisku dłużej niż rok, był zwolniony w listopadzie 2011 r. Tomasz Kafarski. Przez kolejne ponad cztery lata zespół miał aż 11 szkoleniowców, zdecydowana większość z nich - z różnych przyczyn - wytrwała na stanowisku raptem kilka miesięcy. Tę tendencję ma odwrócić Piotr Nowak.

Pojedynki z ojcem

Urodził się 52 lata temu w Pabianicach i od pierwszych dni życia był wręcz skazany na piłkę. Mama Wacława prosto ze szpitala pojechała z nim na stadion miejscowego Włókniarza.

- My tam po prostu mieszkaliśmy - śmieje się Nowak. - Ojciec był zawodnikiem Włókniarza i dostał lokum w przystadionowym hotelu. Jak tata z kolegami trenowali, ja bawiłem się nieopodal w piaskownicy, potem przyglądałem się zajęciom i w końcu sam zacząłem kopać piłkę. Na podwórku byłem najmłodszy i najmniejszy, zawsze wybierany do zespołu jako ostatni. Trzeba było walczyć o swoje. Pomagała mi w tym dobra technika, która zawsze była moim konikiem.

Z czasów dzieciństwa pamięta zwłaszcza pojedynki z ojcem, które miały wielki wpływ na jego charakter, zwłaszcza nieustanne dążenie do wygrywania.

- Kiedy miałem osiem czy dziewięć lat tata powiedział: "Od dziś w każdą niedzielę, bez względu na pogodę, będziemy grać w lesie jeden na jednego. Jak kiedyś mnie pokonasz, to znaczy, że możesz być dobrym piłkarzem." Nie potrafiłem tego zrobić przez długie lata... Nawet jak już występowałem w juniorskich reprezentacjach Polski, nawet jak byłem piłkarzem Widzewa Łódź i grałem w ekstraklasie - za nic nie mogłem z nim wygrać. Po raz pierwszy udało mi się to dopiero, kiedy miałem 22 lata. Te gierki między drzewami, bez sędziów, bez świadków, dały mi bardzo wiele. Po każdej porażce słuchałem jak ojciec wypomina mi, że znowu przegrałem. Ale cały czas dążyłem do tego upragnionego zwycięstwa i w końcu się udało. To mnie ukształtowało. Wszyscy wiedzą, że jako piłkarz czy teraz jako trener, na każdej gierce treningowej koniecznie chcę wygrać. Zawsze. I tego chcę też nauczyć moich podopiecznych. Trzeba zaangażować się na maksa w to, co się robi. Cena tego czasami jest wysoka, ale po to realizujemy się w dziedzinach, które wybraliśmy w życiu, żeby wygrywać. Inaczej to wszystko nie ma sensu - podkreśla Nowak.

Klubowa miłość

Kiedy poznał Marzenę, oboje mieli po ok. 14 lat. Spędzali ze sobą sporo czasu, bo byli zawodnikami jednego klubu - ona koszykarką Włókniarza, on dobrze zapowiadającym się piłkarzem.

- To była taka klubowa miłość. My piłkarze trzymaliśmy się z koszykarkami, mieliśmy fajną, zgraną paczkę. Wszędzie chodziliśmy razem. Dobrze się stało, że spotkałem taką osobę jak Marzena. Miała na mnie dobry wpływ, ustabilizowała moje życie. Byłem młodym facetem, który dosyć wcześnie zaczął zarabiać niezłe pieniądze, ale dzięki niej szybko musiałem się ustatkować. Ślub wzięliśmy w wieku 20 lat, nasza pierwsza córka Natalia urodziła się rok później. Stałem się więc głową rodziny, musiałem wziąć na siebie dużą odpowiedzialność. Z perspektywy czasu uważam, że to bardzo pomogło mi w życiu. Jesteśmy małżeństwem już 31 lat. Nie byłoby mnie tu, gdzie teraz jestem, bez oparcia, jakie mam w rodzinie - przyznaje trener Lechii.

Z Bydgoszczy do Stambułu w kilka dni

Nowak grał we Włókniarzu do 19. roku życia. Potem były GKS Bełchatów, służba wojskowa w Zawiszy Bydgoszcz, wspomniany Widzew i znów Zawisza. W tym klubie stał się jednym z wyróżniających ligowców, zadebiutował w reprezentacji.

- Wiele nauczyłem się w Bydgoszczy. Zespół tworzyła grupa chłopaków, która uwielbiała ze sobą przebywać i która wierzyła, że odniesie sukces. Trener Władysław Stachurski [były świetny piłkarz, był m.in. selekcjonerem reprezentacji Polski] wskazał nam drogę, którą powinien podążać profesjonalny piłkarz. Nie tylko poukładał nas na boisku, ale również jako ludzi. Mnie natchnął do tego, że nie tylko mogę być dobrym piłkarzem, ale też tej grupie przewodzić, że ten zespół w trudnych chwilach potrzebuje mojego wsparcia jako głównego rozgrywającego [na tej pozycji Nowak występował przez większość kariery]. Mówił mi: "OK, fajnie grasz, masz dobrą technikę i możesz rzucić piłkę, tam gdzie chcesz, ale musisz też odpowiadać za kolegów, dawać im motywację, impuls". Czy byłem liderem? To za duże słowo. Byłem po prostu facetem, który miał podejście do wszystkich - czy to młodych czy starych.

W lipcu 1990 r. odbył się w Warszawie mecz reprezentacji Polski z gwiazdami ekstraklasy. W tym drugim zespole zagrał Nowak, został wybrany najlepszym zawodnikiem spotkania.

- Tuż przed tym meczem PZPN zmienił przepisy dotyczące pozwoleń na zagraniczny transfer. Za piłkarzy, którzy nie skończyli 26 lat, zagraniczny klub musiał zapłacić minimum milion dolarów. Za tych starszych już tylko 350 tys. A ja dosłownie dwa dni wcześniej skończyłem właśnie 26 lat. Po spotkaniu przyjechałem do hotelu, a tam czekali na mnie przedstawiciele tureckiego Bakirkoyspor oraz prezes Zawiszy. Panowie już dobili targu, miałem dzień, żeby wrócić do domu, spakować się i wyruszyć do Stambułu. Kilka dni później podpisałem kontrakt. To był błyskawiczny transfer - wspomina Nowak.

Grał tam przez dwa sezony, ale jego marzeniem zawsze była Bundesliga. Droga do niej prowadziła przez Szwajcarię.

Nauki trenera Trumplera

Trafił do klubu Young Boys Berno, gdzie trenerem był Martin Trumpler. Okazał się on człowiekiem, który na dalszą karierę Nowaka wywarł decydujący wpływ.

- Ten szkoleniowiec dał mi możliwość, abym sam siebie przekonał, że mogę zostać naprawdę bardzo dobrym piłkarzem. Wszystko zaczęło się prozaicznie. Nigdy nie lubiłem na treningach zwykłego biegania. Zresztą zawsze uważałem, że jestem szybszy z piłką niż bez niej. Tymczasem w Young Boys co poniedziałek chodziliśmy do lasu, gdzie każdy zawodnik musiał przebiec 10 km. Nie było przy tym limitów czasowych. Pobiegniesz szybciej - masz z głowy, chcesz wolniej - twój wybór, męcz się dłużej. Biegałem, bo musiałem, ale robiłem to w spacerowym tempie. Trener Trumpler zawsze na mnie czekał. Wszyscy już dawno byli w szatni, zaczynało się ściemniać, Nowak człapał sobie daleko z tyłu, a on czekał. I tak tydzień w tydzień. Po jakimś czasie wreszcie mnie spytał: "Piotr, dlaczego się nie przyłożysz? Przecież pod względem piłkarskim masz wszystko. Jeżeli tylko poprawisz kondycję, możesz być dużo lepszym piłkarzem". Ja na to: "Trenerze, ale ja nigdy nie byłem tytanem pracy, jeśli chodzi o przygotowanie fizyczne i raczej już nie będę". On zripostował: "To powiedz mi szczerze, jaki jest twój cel, gdzie chciałbyś grać?"

Od tego czasu co tydzień pytał mnie, co chciałbym osiągnąć, jako piłkarz, człowiek, głowa rodziny. W końcu zacząłem się nad tym zastanawiać. I za tym poszły czyny. Po sześciu miesiącach w biegu dookoła lasu byłem już drugi. W pewnym momencie zrozumiałem, że przejść przez całe życie i być tylko dobrym piłkarzem, to dla mnie zbyt mało, że stać mnie na więcej. Szkoda, że uzmysłowiłem to sobie dopiero w wieku 29 lat. Wówczas zdałem sobie sprawę, że tak naprawdę nic nie osiągnąłem. Byłem dużą rybką w małym stawie i to mi wystarczało. Te większe ambicje przyszły z wiekiem i doświadczeniem - analizuje Nowak.

Gwiazda Monachium

Świetna gra w lidze szwajcarskiej zaowocowała transferem do Bundesligi. W Dynamo Drezno spisywał się na tyle dobrze, że przeniósł się do zespołu wicemistrza Niemiec Kaiserslautern. Tam nie mógł przebić się do składu, dlatego postanowił skorzystać z oferty TSV 1860 Monachium. Początkowo nawet nie chciał o tym słyszeć, gdyż wówczas był to jeden z najsłabszych zespołów w lidze. Dał się jednak namówić trenerowi Wernerowi Lorantowi, a drużyna z Nowakiem w składzie przeszła niesamowitą metamorfozę, wdzierając się do czołówki Bundesligi.

- Razem ze mną do TSV przyszło sześciu innych piłkarzy, którzy podobnie jak ja mieli coś do udowodnienia. I nagle zaczęło tworzyć się coś niesamowitego - wspomina Nowak.

Przełomowy był dla niego derbowy mecz z wielkim Bayernem. Choć grał na niezbyt przez siebie lubianej pozycji lewego pomocnika, został wybrany najlepszym zawodnikiem spotkania.

- Akurat była przerwa na mecze reprezentacji, a ja z klubem pojechałem do Wiednia na mecz sparingowy z jedną z tamtejszych drużyn. Tym razem zagrałem jako ofensywny pomocnik. Wygraliśmy bardzo wysoko, strzeliłem bramkę, miałem asysty. Następnego dnia, kiedy wszedłem do szatni, w szafce pod nr 15 - z takim grałem w pierwszych kilku meczach - nie było moich rzeczy. Trener Lorant wskazał mi szafkę z numerem 10 i powiedział: "Tu jest twoje miejsce, od dziś jesteś naszym liderem" - wspomina Nowak.

Stał się gwiazdą Bundesligi. W pierwszym sezonie został wybrany przez pismo "Kicker" najlepszym pomocnikiem.

- Nie chciałem być na świeczniku, udzielać się specjalnie w mediach. Moją osobowość chciałem pokazywać przede wszystkim na boisku. Nie czułem się gwiazdą, bo zawsze wychodziłem z założenia, że nie jestem w drużynie sam. Od wielu lat miałem wpajane, że największą wartością jest drużyna, do dziś głęboko w to wierzę. W pojedynkę nie zrobisz nic - przekonuje Nowak.

Profesjonalistów dwóch

W tym czasie przeżywał też najlepszy czas w reprezentacji Polski. Selekcjoner Antoni Piechniczek (jego druga kadencja w latach 1996-97) właśnie wokół Nowaka chciał budować nowy zespół.

- Słyszałem już wcześniej, że jest dobrym zawodnikiem, ale kiedy wreszcie zobaczyłem mecz z jego udziałem byłem zachwycony. W kadrze z lat 90. miałem dwóch prawdziwych profesjonalistów - Nowaka i Krzysia Warzychę - wspomina legendarny trener w książce "Piechniczek. Tego nie wie nikt".

Niestety, ten zespół sukcesów nie odniósł. Nowak: - Jeśli oceniać skalę talentu i możliwości, mogliśmy osiągnąć bardzo wiele. Większość z nas grała w podstawowych składach bardzo dobrych zagranicznych drużyn, ale w reprezentacji gdzieś to wszystko przelało nam się przez palce. Świetnie się rozumieliśmy, byliśmy super kolegami, ale zabrakło kogoś, kto powie wyraźnie, że ważniejszy od wszystkich innych rzeczy jest wynik. Trener Piechniczek chciał wprowadzić dyscyplinę, ale niektórzy nie respektowali nowego porządku. Cieszę się, że po latach mnie chwali, gdyż wydaje mi się, że dobrze się rozumieliśmy i mieliśmy podobne podejście do piłki - przyznaje Nowak.

Kariera w USA

W TSV grał przez cztery sezony, w tym czasie interesował się nim m.in. angielski Tottenham, ale kluby nie porozumiały się co do sumy odstępnego. Na koniec kariery przeniósł się do USA i tam również stał się gwiazdą. Z nowo powstałym klubem, Chicago Fire, w pierwszym sezonie sięgnął po mistrzostwo i puchar kraju. W finałowym meczu MLS (Major League Soccer) został wybrany najlepszym zawodnikiem. W zespole z Wietrznego Miasta grał cztery sezony, buty na kołku zawiesił w wieku 38 lat. A już po kilkunastu miesiącach został trenerem DC United.

- Początek mieliśmy niezły, ale potem szło coraz gorzej. Przyszedł taki moment, że w sens tego co robimy zwątpiliśmy wszyscy, zarówno ja, jak i piłkarze. Wówczas zaczęliśmy po prostu ze sobą szczerze rozmawiać. Powiedziałem piłkarzom: "Ja czuję się częścią was, ale jeśli chcemy coś razem osiągnąć, wy musicie stać się częścią mnie". Przez trzy dni skupiliśmy się tylko na rozmowach. To okazało się kluczem - nie ciężki trening, nie krzyk, nie bieganie kilometrów, ale właśnie szczera rozmowa - podkreśla Nowak.

Od tego momentu zespół zaczął wygrywać mecz za meczem, doszedł do finału rozgrywek i wywalczył mistrzostwo. Najbardziej doświadczony piłkarz zespołu Earnie Stewart (rozegrał ponad 100 meczów w reprezentacji USA) przyznał po sezonie, że kluczem do zdobycia tytułu były właśnie wspomniane trzy dni.

- W pewnym momencie byliśmy nie do pokonania. Zawodnicy mentalnie byli tak silni, że obojętnie co się działo na boisku, zawsze wiedzieli, co mają robić. Pamiętam mecz z Columbus. Prowadziliśmy 1:0 i zaczęła się "maniana" - siateczka tu, siateczka tam, sztuczki techniczne, śmichy, chichy. No i w 44. minucie dostajemy bramkę na 1:1. Piłkarze spodziewali się, że jak wejdę do szatni, to będzie huragan. Ale ja przez 15 minut tylko się na nich patrzyłem. Nie wypowiedziałem nawet słowa. Mecz zakończył się naszym zwycięstwem 5:1. Kiedy uda się dojść do takiego punktu, to każdy zespół jest w stanie zwyciężać, cieszyć się grą i zbudować coś, co zostanie na lata. To samo chcę zrobić w Lechii - zaznacza Nowak.

Nowa szansa

Sukcesy w DC United sprawiły, że Nowak został zatrudniony przez amerykańską federację. Był asystentem Boba Bradleya w seniorskiej reprezentacji USA, a także trenerem kadry olimpijskiej, z którą awansował na igrzyska w Pekinie (2008 r.). W 2009 r. został szkoleniowcem Philadelphia Union, prowadził ten zespół przez trzy sezony. Tam jego dobra passa się skończyła, a z klubem rozstał się z w niemiłych okolicznościach. Sprawa miała finał w sądzie, Nowak domagał się odszkodowania. Niedawno wypłynęły dokumenty, z których wynika, jakoby miał znęcać się nad zawodnikami. Zarzuca mu się m.in. zmuszanie zawodników do biegania kilkunastu kilometrów bez możliwości napicia się wody, a nawet stosowanie przemocy fizycznej.

- Przez 3,5 roku nigdy publicznie się na ten temat nie wypowiadałem i niech tak zostanie. Nawet nie wiem, jaki jest formalny status tej sprawy i czy mogę w tym temacie zabierać głos. Wszyscy, którzy mnie znają, wiedzą, jaki jestem i mają na mój temat wyrobione zdanie. To, jak potraktowano mnie w Philadelphii po odejściu, jak zdeprecjonowano moją osobę i postawiono w bardzo niekorzystnym świetle, jest bardzo nie w porządku - podkreśla Nowak.

Po burzliwym rozstaniu z Union przez kilka lat pozostawał na uboczu wielkiej piłki. Trenował młodzież, był również selekcjonerem zespołu z malutkiej karaibskiej wyspy Antigua i Barbuda. Teraz dostał w Lechii nową szansę.

- Cieszę się, że po 26 latach wróciłem do Polski, że mogę prowadzić fajny zespół w super klubie. Uważam, że ta grupa piłkarzy jest wspaniała, czuję się z nimi wyśmienicie. Jestem w Gdańsku sam, żona została w USA. Momentami nie jest łatwo, tym bardziej, że niedawno zostałem dziadkiem, Natalia urodziła uroczą Orianę [Nowak ma jeszcze drugą córkę, 13-letnią Julię]. Ale w tej chwili jestem absolutnie skoncentrowany na pracy, bo te pierwsze pięć-sześć tygodni jest bardzo ważne. Dlatego póki co nie miałem też czasu, żeby rozejrzeć się po Gdańsku. Na razie poznaje go za pomocą nawigacji w samochodzie. Dwa dni temu tak mnie naprowadziła na stadion przy Traugutta, że wjechałem nie od tej strony co trzeba i o mało co się nie spóźniłem. Ale wszystko przyjdzie z czasem - śmieje się trener biało-zielonych.

Więcej o:
Komentarze (1)
Kim jest nowy trener Lechii Piotr Nowak. "Powiedz mi Piotr szczerze: dlaczego się nie przyłożysz?"
Zaloguj się
  • jarczyk80

    Oceniono 3 razy 3

    Powodzenia Panie Piotrze! Był z Pana dobry gracz. Pamiętam te siateczki, które zakładał Pan Anglikom na Wembley. Gdyby tylko wytrzymywał Pan całe mecze w reprezentacji...

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX