Wściekły trener Podbeskidzia Robert Podoliński: Przypominam, że niektórzy biorą pieniądze za swoją pracę

Mocno ukrywał swoją wściekłość, lecz między słowami dało się ją wyczuć. Szkoleniowiec Podbeskidzia po meczu z Lechią dał nieco upust swojej frustracji, oceniając pracę sędziego. Delikatnie mówiąc - nie ocenił jej najlepiej.
Lechia zagrała dwie odmienne połowy. W pierwszej zaprezentowała się wręcz beznadziejnie, nie mogąc ukłuć bezradne i tak Podbeskidzie. W samej końcówce pierwszej części czerwone kartki (w konsekwencji żółtych) dostali dwaj piłkarze gości. Kibice, którzy po upływie dwóch kwadransów krzyczeli: "Lechia grać, kur... mać!" rzecz jasna zwietrzyli szansę zespołu i tylko dlatego biało-zielonych nie żegnały do przerwy gwizdy. W drugiej połowie zaś gdańszczanie urządzili sobie istne strzelanie.

- Przegrywamy 0:5 i to jest cały komentarz. Nic innego nie wymyślę - powiedział na wstępie Robert Podoliński. Po czym dodał krótko:

- Damian Chmiel był faulowany w polu karnym przy wyniku 0:0. Takie było moje stanowisko i będę się go trzymał. Później poszła akcja, w której my dostajemy czerwoną kartkę. Przypominam, że niektórzy biorą pieniądze za swoją pracę. My też bierzemy i ją wykonujemy - grzmiał ironicznie Podoliński.

Sytuacja faktycznie była kontrowersyjna, bo w tej samej akcji, gdy drugą żółtą kartkę otrzymał Japończyk Kato, chwilę wcześniej w polu karnym Lechii upadł Chmiel. Czy był faulowany? Raczej nie, ale ciężko ocenić. Trzy minuty później Podbeskidzie grało już w dziewięciu.

- Taką sytuację miałem ostatnio na grze treningowej czwartkowej - dodał z dużo dozą sarkazmu Podoliński.

LISTA PRZEBOJÓW POMECZOWYCH KONFERENCJI. ALE UBAW! [WIDEO]