Piłkarze Lechii narzekają na murawę w Kielcach. Peszko gratuluje działaczom Korony, Paixao nie dowierza

Spotkanie Korony Kielce z Lechią Gdańsk (wygrane przez gospodarzy 4:2) odbyło się w katastrofalnych warunkach. Piłkarze obu zespołów biegali po czymś co przypominało skrzyżowanie borowiny z piaskownicą. - Chciałem pogratulować działaczom Korony i organizatorom meczu dobrego przygotowania boiska - ironizował po spotkaniu Sławomir Peszko. A Marco Paixao nie dowierzał, że w ekstraklasie są jeszcze takie murawy.
Powiedzenie "mecz na błocie" nabrało w sobotę nowego wymiaru. Zawodnicy Korony i Lechii od początku spotkania walczyli nie tylko ze sobą nawzajem, ale również z czymś co normalnie nazywa się boiskiem. Jednak tego dnia była to po prostu zwykła breja, która bardzo utrudniała normalną grę. Piłka co chwila wyczyniała harce, podskakując w najmniej oczekiwanych momentach, na dodatek zawodnicy często tracili równowagę na śliskiej i zdradliwej nawierzchni. W tym wszystkim najciekawsze jest to, że mecz mógł się podobać i był bardzo ciekawym widowiskiem, czego nie można powiedzieć na przykład o piątkowym spotkaniu Piasta Gliwice z Pogonią Szczecin, który odbywał się w równie niesprzyjających okolicznościach.

Jednak po meczu piłkarze Lechii bardzo narzekali na warunki gry.

- Chciałem pogratulować działaczom Korony i organizatorom meczu za dobrze przygotowane boisko - ironizował Sławomir Peszko, a po chwili dodał już na poważnie: - Wymagamy od piłkarzy nie wiadomo jakich rzeczy, ale sami zacznijmy też wymagać od siebie!

Pomocnik Lechii nie chciał jednak zwalać przyczyn porażki na stan murawy, mało tego wziął na siebie część odpowiedzialności za przegraną.

- Popełniliśmy zbyt wiele błędów indywidualnych. Nasza porażka jest również konsekwencją mojej straty w środku pola na początku drugiej połowy, kiedy powinienem lepiej dograć piłkę. Z tego poszła akcja, po której Gerson dostał czerwoną kartkę. Może mógł w tej sytuacji odpuścić? - smutno zastanawiał się skrzydłowy Lechii.

Wiele zastrzeżeń do warunków w jakich odbywał się mecz miał debiutujący w biało-zielonych barwach Marco Paixao.

- Nie wiem, jak to możliwe, że w ekstraklasie są takie murawy - nie dowierzał Portugalczyk. - Nie mieliśmy możliwości pokazania na co nas stać. W naszej drużynie jest wielu zawodników, którzy lubią techniczną piłkę, ale tutaj tak grać po prostu się nie dało - przyznał były napastnik Śląska.

Gwoli ścisłości trzeba przyznać, że wiele do życzenia pozostawiała też murawa Stadionu Energa Gdańsk podczas inaugurującego rundę wiosenną meczu Lechii z Podbeskidziem Bielsko-Biała (5:0). Jednak w porównaniu z kieleckim błockiem, można ją nazwać dywanem.

- Rzeczywiście, nie sądziłem, że przyjdzie nam grać w jeszcze gorszych warunkach niż przed tygodniem. Dzisiaj boisko było wyjątkowo trudne - podkreślił Sebastian Mila. A Grzegorz Wojtkowiak dodał:

- Ktoś mówił, że w Gdańsku jest zła murawa. Jak się okazało w Kielcach jest jeszcze gorsza. Akurat my mamy taki styl, gdzie staramy się grać krótkimi podaniami, boisko było w tym sporą przeszkodą. Jednak nie można w większym stopniu przywiązywać wagi do stanu nawierzchnia, bo była ona taka sama dla obydwu drużyn - skomentował obrońca Lechii. I to jest chyba najlepsze podsumowanie meczu w Kielcach. Boisko było w fatalnym stanie, ale wygrał zespół, który w tych warunkach okazał się po prostu skuteczniejszy.

FUTBOLOWE JAJA, CZYLI NAJDZIWNIEJSZE GOLE LECHII. ZOBACZ, JAK TO WPADŁO