Lukas Haraslin: Ciężko wracać 80 metrów na pełnym gazie [ROZMOWA]

W taktyce 1-3-5-2 stosowanej przez Piotra Nowaka rolę tzw. wahadłowych pełnią Sławomir Peszko i Lukas Haraslin, czyli zawodnicy nastawieni głównie na ofensywę. Przez to często dość często obrońcy nie są przez nich wspierani i przeciwnicy mają ?autostradę? do pola karnego Lechii. - Trener mówi, że jako wahadłowi mamy grać wysoko. Z drugiej strony jeśli stracimy piłkę, to ciężko wracać 80 metrów na pełnym gazie. Być może fakt, że nie wracaliśmy do obrony wynikał z tego, że notowaliśmy łatwe straty w środku boiska. Nie byliśmy na to przygotowani, bo myśleliśmy, że lepiej rozegramy te akcje - mówi Lukas Haraslin w rozmowie z trojmiasto.sport.pl.

Polub nas na Facebooku

Bez wątpienia Słowak jest jednym z wygranych zimowego obozu przygotowawczego. Początkowo trener Piotr Nowak wyżej cenił umiejętności Michała Maka, jednak od ostatniego przed ligą sparingu z Zawiszą Bydgoszcz to właśnie Haraslin jest wyborem numer jeden na lewym skrzydle. I chociaż gdańszczanie boleśnie przegrali z Koroną Kielce, to w ich grze sporo było pozytywów.

Tomasz Galiński: Zgodzisz się z tym co mówili twoi koledzy, że paradoksalnie zagraliście w Kielcach lepiej niż tydzień wcześniej z Podbeskidziem?

Lukas Haraslin: Rzeczywiście trochę mogło tak być. Z Podbeskidziem długo graliśmy o dwóch zawodników więcej i było nam łatwiej niż w Kielcach, gdzie to przeciwnik miał przewagę liczebną. Nie graliśmy źle, ale nie wykorzystaliśmy swoich sytuacji. Korona zdobyła więcej bramek niż my i wygrała.

Sam miałeś niezłą okazję w pierwszej połowie. Myślisz, że mogłeś zrobić coś więcej?

- Widziałem, że bramkarz wychodzi. Chciałem strzelić mu między nogami, jednak to się nie udało. Być może mogłem jeszcze wycofać piłkę do Flavio, ale go nie widziałem. Być może lepszym wyborem byłby mocny strzał pod poprzeczkę.

Zadania na pewno nie ułatwiał stan murawy.

- To generalnie był bardzo ciężki mecz, a boisko było w równie słabym stanie. Niestety wynik nie jest dla nas taki fajny, jak przed tygodniem.

Dużo tracisz, gdy przychodzi ci grać na tak fatalnej nawierzchni? Nie wychodziły ci pojedynki z rywalami, tak samo jak tydzień wcześniej.

- Nie mogę powiedzieć, że boisko było w dramatycznym stanie. Ono było takie same dla wszystkich zawodników. Grało mi się ciężko, ale nie mogę się w ten sposób tłumaczyć.

Pod względem czysto piłkarskim czuliście się lepiej niż gospodarze?

- Wynik mówi wszystko, Korona strzeliła dwa gole z rzutów karnych. Mimo gry w osłabieniu nie prezentowaliśmy się źle, ale - tak jak mówiłem - nie wykorzystaliśmy swoich sytuacji.

A jak oceniasz swoją grę defensywną? W taktyce stosowanej przez trenera Piotra Nowaka musisz często wspierać kolegów w obronie.

- Trener mówi, że jako wahadłowi mamy grać wysoko. Z drugiej strony jeśli stracimy piłkę, to ciężko wracać 80 metrów na pełnym gazie. Być może fakt, że nie wracaliśmy do obrony wynikał z tego, że notowaliśmy łatwe straty w środku boiska. Nie byliśmy na to przygotowani, bo myśleliśmy, że lepiej rozegramy te akcje.

Czerwona kartka to twoim zdaniem kluczowy moment tego spotkania? Chwilę później zostałeś zmieniony.

- Oczywiście, że ta sytuacja wpłynęła na losy meczu. Trener uznał, że to ja zostanę zmieniony, ale to jest jego decyzja i ja nie mam nic do gadania.

Przed wami starcie z liderem tabeli Piastem Gliwice. Nie będzie łatwo odrobić stracone w Kielcach punkty.

- W tej lidze każdy mecz jest ciężki, jednak grając przed własnymi kibicami będziemy chcieli pokonać Piasta.



KIM JEST NOWY TRENER LECHII? "POWIEDZ MI PIOTR SZCZERZE: DLACZEGO SIĘ NIE PRZYŁOŻYSZ?