Cel Lechii na mecz z Termaliką? "W końcu uniknąć straty głupiej bramki"

Piłkarze Lechii w każdym z pięciu ostatnich meczów tracili co najmniej jedną bramkę, w zdecydowanej większości po indywidualnych błędach własnych. Przez to uciekło im sporo punktów. - Trener powtarza, że nie miałby do nas pretensji, gdyby rywale zdobywali gole po jakichś pięknych akcjach. Niestety tracimy "głupie" bramki, musimy w końcu wyeliminować proste błędy - mówi przed niedzielnym meczem z Termaliką Bruk-Bet Nieciecza obrońca Lechii Rafał Janicki.
Lechia w rundzie wiosennej dała sobie strzelić osiem bramek. Jeśli je przeanalizować, właściwie wszystkie padły po prostych, indywidualnych błędach piłkarzy biało-zielonych. Nierzadko błędy te pojawiały się lawinowo, przy stracie konkretnej bramki palce maczało kilku zawodników.

- Oczywiście zawsze analizujemy te sytuacje i trener powtarza nam, że nie miałby pretensji gdyby przeciwnik strzelił nam gola po jakiejś pięknej akcji, albo komuś z rywali wyszedł strzał życia. Jednak my tracimy praktycznie tylko tzw. "głupie" bramki, po błędach indywidualnych. Musimy je w końcu wyeliminować i zagrać z Termaliką na zero z tyłu - podkreśla Janicki.

Trener Piotr Nowak dyskutując na ten temat ze swoimi piłkarzami, w ostatnim tygodniu odwołał się do sytuacji, która miała miejsce w meczu z najwyższej półki. Jako przykład nieodpowiedzialnego zachowania jednego z zawodników przywołał spotkanie Ligi Mistrzów Bayern Monachium - Juventus Turyn.

- Dzień po tym meczu trener zrobił nam mały egzamin - śmieje się Janicki. - Zapytał się który z piłkarzy Juventusu "zawalił" w decydującym momencie? Odpowiedzi były różne, ale trenerowi chodziło o sytuację z 90 minuty, kiedy Patrice Evra będąc pod swoim polem karnym zamiast po prostu wykopać piłkę jak najdalej od własnej bramki, próbował dryblować i zaliczył stratę. Za chwilę Bayern wyrównał na 2:2. Błędy popełniają wszyscy obrońcy na świecie, problem w tym, żeby było ich jak najmniej i nie przydarzały się w kluczowych momentach. Nad tym musimy pracować - podkreśla Janicki.

Lechia na wiosnę gra na własnym stadionie niezwykle efektownie. Jednak sytuacja w tabeli jest obecnie taka, że przed meczem z Termaliką jak mantra powtarzane jest hasło "nieważne jak, byle wygrać, choćby 1:0 po brzydkim meczu".

- Wiadomo, że to spotkanie po prostu musimy wygrać. Ja chciałbym u siebie zwyciężać efektownie za każdym razem, ale na pewno przyjdzie w końcu jakiś słabszy mecz i wtedy będzie najważniejsze, żeby "wyciągnać" z niego trzy punkty. Z Termaliką na pewno czeka nas trudny mecz, bo zespół z Niecieczy ma swój fajny styl, choć wiosną nie grają już tak odważnie piłką, jak jesienią. Do tego mają zabójczo skutecznego Kędziorę. My musimy od początku narzucić własne warunki, zagrać agresywnie i pokazać rywalowi, że przyjechał do Gdańska, a tu punktów się nie zdobywa - zaznacza obrońca Lechii.

Bardzo dobrze dla biało-zielonych układają się wyniki 28. kolejki, w wypadku niedzielnego zwycięstwa powrócą oni na 8. miejsce w tabeli.

- Musimy przede wszystkim liczyć na siebie, polska liga jest tak nieprzewidywalna, że nie ma sensu analizować kto z kim wygra, kto przegra i ile punktów zdobędzie do końca sezonu zasadniczego. Mamy teraz wszystko we własnych rękach i nie oglądamy się na wyniki rywali - podsumowuje Janicki.

Początek meczu Lechia - Termalica na Stadionie Energa Gdańsk o godz. 15.30.

Urazy głowy. Janicki nie był pierwszy. Zobacz dramatyczne momenty na boiskach ekstraklasy [WIDEO]