Stracone pokolenie Lechii. Gdzie podziali się mistrzowie Polski juniorów młodszych z 2012 roku?

Lechia - Jagiellonia 1:1. Paweł Dawidowicz (z prawej)

Lechia - Jagiellonia 1:1. Paweł Dawidowicz (z prawej) (fot. Łukasz Głowala / Agencja Gazeta)

Latem 2012 roku drużyna Lechii Gdańsk została mistrzem Polski juniorów młodszych. Po niemal czterech latach w poważnej piłce nadal funkcjonuje sześciu zawodników tego zespołu, kilku innych cały czas ma na to nadzieję. Jednak wszystkich członków ekipy łączy co innego: żadnego z nich nie ma już w Lechii!
Lechijny rocznik 1995 (w zespole było też kilku zawodników o rok młodszych) od samego początku zapowiadał się bardzo dobrze.

- Obejmując ten zespół od razu zdałem sobie sprawę, że jest w nim wielu zawodników, którzy w przyszłości mogą odegrać dużą rolę w polskiej piłce - mówi trener tamtej drużyny Krzysztof Wilk. - Paweł Dawidowicz, Przemek Frankowski, Bartek Smuczyński - ich potencjał był widoczny na pierwszy rzut oka. Na początku był duży problem żeby do wszystkich dotrzeć mentalnie, poznać ich problemy, sklecić to wszystko w jedną całość. Ale jak już zaskoczyło... To byli chłopcy do tańca i do różańca, czasami sprawiali duże problemy, ale jeśli chodzi o postawę na boisku, realizowanie założeń meczowych, nie można było mieć żadnych zastrzeżeń - podkreśla Wilk.

Sezon 2011/12 był w wykonaniu jego podopiecznych niesamowity. Ani razu nie schodzili oni z boiska pokonani! Z 33 rozegranych meczów Lechia 95 wygrała aż 30, tylko trzy razy zremisowała - z Arką Gdynia i Chojniczanką w lidze wojewódzkiej oraz Lechem Poznań w decydującym meczu turnieju finałowego mistrzostw Polski. Ten remis dał biało-zielonym złote medale.

- Rzeczywiście rozbijaliśmy wszystko co było na drodze. Chłopaki byli ze sobą niesamowicie zżyci, jeden za drugiego wskoczył by w ogień. Myślę, że gdyby w trakcie rozgrywek do zespołu wszedł jakiś chłopak z zewnątrz, nawet bardzo dobry, to raczej by się nie przyjął. Oni byli tak pewni siebie nawzajem, tak zgrani, że nie potrzebowali już nikogo nowego - podkreśla Wilk.

Jego zespół w turnieju finałowym mistrzostw Polski (rozgrywanym na boiskach w Krasnymstawie oraz Rejowcu Fabrycznym) pokonał Stomil Olsztyn 2:0, Zagłębie Lubin 1:0 oraz zremisował 1:1 we wspomnianym meczu z Lechem. Trzy gole zdobył dla biało-zielonych Kacper Łazaj, jednego Paweł Dawidowicz. Ci dwaj piłkarze, a także Przemysław Frankowski, Bartłomiej Smuczyński, Przemysław Czerwiński i Adrian Bielawski do dziś funkcjonują w poważnej piłce (minimum II liga), kilku kolejnych cały czas ma nadzieję na ten poziom wskoczyć.

- W juniorach czasami zdarzy się świetna drużyna, ale bez indywidualności, czasami jest dokładnie na odwrót. Nam udało się to połączyć i to jest nasz największy sukces. Tych zawodników grających w wyższych ligach mogło być więcej, ale nie każdy ma psychikę, żeby wytrzymać trudne momenty, przeczekać w III, IV lidze, żeby za chwilę pójść wyżej - tłumaczy szkoleniowiec.

Smutne jest to, że Lechia nie potrafiła wykorzystać potencjału mistrzów Polski. Prawdziwą szansę dostali tylko dwaj z nich - Dawidowicz oraz Frankowski. Pierwszy został za dobre pieniądze sprzedany do Benfiki Lizbona (ok. 2 mln euro), drugiego bez żalu oddano do Jagiellonii Białystok, gdzie radzi sobie bardzo dobrze. Cała reszta prędzej czy później odeszła z Lechii, albo szukając szansy w zespołach z niższych klas rozgrywkowych, albo kończąc przygodę z piłką. Poza klubem są też twórcy sukcesu zespołu - zarówno Wilk, jak i drugi trener Paweł Staruszkiewicz, pracują obecnie w Akademii Piłkarskiej LG, z którą jakiś czas temu Lechia zerwała współpracę.

- Jestem wściekły, jak ktoś pyta mnie czemu moi ludzie nie grają w Lechii? Nie grają, bo tak naprawdę nie dostali szansy, a część z nich została zwyczajnie skrzywdzona. Boli mnie to, ale nic na to nie poradzę. Gdański klub jest w tej chwili przede wszystkim firmą. Piłkarz to zawód, jeśli macierzysty klub nie chcę cię w wieku 18-19 lat, to trzeba podjąć odważną decyzję i szukać szczęścia gdzie indziej. Myślę, że panowie rządzący teraz Lechią żałują kilku decyzji związanych z młodymi zawodnikami - podkreśla Wilk. I dodaje:

- Ja się wychowywałem w Lechii od małego chłopca, zaczynałem u trenera Globisza. Zawsze byłem, jestem i będę biało-zielony. I nie ukrywam, że mam żal do ludzi rządzących w tej chwili klubem. Ale chłopaków, których teraz trenuję wychowuję na lechistów. Jeśli my jako APLG damy Lechii dobry produkt - chłopców stąd, którzy dla Lechii zaorali by boisko - a oni mimo tego będą woleli sprowadzić kolejny wagon najemników, to będziemy musieli znaleźć naszym zawodnikom coś innego. Takie życie - podsumowuje Wilk.

Jak potoczyły się losy mistrzów Polski juniorów młodszych z 2012 roku

Bramkarze

Michał Jajkowski - o rok młodszy od swoich kolegów. Przez kolejne dwa lata grał głównie w drużynie juniorów, zaliczył kilka epizodów w zespole Młodej Ekstraklasy, wystąpił również w jednym meczu rezerw Lechii. Przed sezonem 2014/15 przeniósł się III-ligowej Cartusii. Z reguły jest tam podstawowym bramkarzem, chociaż wyjątkowo często łapie czerwone kartki. Przez półtora sezonu zobaczył ich aż trzy.

Wilk: Zmaga się z dużymi problemami zdrowotnymi, gdyż cierpi na cukrzycę. Niektórzy trenerzy w związku z tym od razu go skreślają, inni dają mu szansę. On cały czas walczy, na pewno ma większe aspiracje niż III liga, poziom wyżej powinien podskoczyć. Czy stać go na więcej trudno powiedzieć.

Michał Piotrowski - szybko zakończył przygodę z piłką

Wilk: Natura nie obdarzyła go takimi warunkami fizycznymi, żeby mógł stać się bramkarzem z prawdziwego zdarzenia. W pewnym momencie zdał sobie sprawę, że musi inaczej pokierować swoim życiem, obecnie jest na studiach medycznych.

Obrońcy

Patryk Bejrowski - kiedy szkoleniowcem był Michał Probierz trenował od czasu do czasu z pierwszym zespołem, ale się nie przebił. Po odejściu z Lechii próbował szczęścia w KS Chwaszczyno, obecnie jest zawodnikiem III-ligowej Cartusii.

Wilk: Jedno z największych rozczarowań. Na mistrzostwach Polski zapisywali go w notatnikach skauci wielu klubów, m.in. Legii Warszawa. Obrońca kompletny, miał świetne warunki fizyczne, ale dobrze radził sobie też z piłką przy nodze. Kiedy Probierz zaprosił go na zajęcia z pierwszym zespołem, trochę zagubił się mentalnie. A to nie przyszedł na trening, a to nie odbierał telefonu. Pewnie byłaby jeszcze szansa na to, żeby go odbudować, ale nie wiem jak on teraz podchodzi do tego wszystkiego. Nie każdy jest psychicznie przygotowany na dużą piłkę.

Adrian Bielawski - kolejny zawodnik z rocznika 1996. Za kadencji trenera Bogusława Kaczmarka znajdował się w szerokiej kadrze pierwszego zespołu, ale w ekstraklasie nie zadebiutował. Regularnie grał tylko w rozgrywkach Młodej Ekstraklasy oraz III-ligowych rezerwach. Przed sezonem 2013/14 przeniósł się do Olimpii Grudziądz (najpierw był wypożyczony) gdzie występuje do dziś. Zaliczył w tym czasie 34 występy na boiskach I ligi.

Wilk: Bardzo mocny charakter, momentami ostro iskrzyło między nim, a kolegami czy nami trenerami. Od początku wiedział, że z piłką wiąże przyszłość, szybko chciał być wypożyczony do innego klubu, żeby grać wyżej niż w III lidze. W Olimpii idzie mu różnie, nie wiem czemu na siłę chce się z niego zrobić bocznego obrońcę. U mnie też grywał na tej pozycji, ale to przede wszystkim materiał na dobrego rozgrywającego.

Dominik Malanowski - w Lechii się nie przebił, grywał w klubach IV, V ligi, m.in. w Czarnych Pruszcz. Jakiś czas temu zawiesił treningi w tym klubie.

Wilk: Imponował niesamowitym gazem, grał na boku obrony lub pomocy. Po mistrzostwie Polski troszkę nie wytrzymała mu głowa. Myślał, że już jest zawodnikiem kompletnym, a tymczasem trzeba było jeszcze nad nim dużo popracować.

Kewin Sidor - kolejne 2,5 roku spędził w Lechii, rozegrał w tym czasie kilka meczów w rezerwach. Wiosną 2015 roku przeniósł się do III-ligowej Cartusii, ale grał w niej tylko jedną rundę po czym zawiesił treningi.

Wilk: Nasz kapitan, mentalna podpora zespołu, dusza drużyny. Robił nawet więcej niż mogłem od niego oczekiwać, to on trzymał w ryzach niektórych mniej pokornych zawodników. Grał przez moment w III lidze, ale nie chciał wyjeżdżać w Polskę, żeby szukać czegoś wyżej. W tej chwili mocno postawił na trenerkę, prowadzi zajęcia z maluszkami w Baninie. Zaangażował się też w futsal.

Maciej Skibowski - nie odnalazł się w Lechii, w rundzie wiosennej sezonu 2014/15 rozegrał 10 meczów w III-ligowym KS Chwaszczyno.

Wilk: Zawodnik zadaniowy. Boczny obrońca, który lubił się włączać do akcji ofensywnych, ale przede wszystkim był świetny jako plaster, kryjący. Typowy wojownik, jednak trzeba było do niego dotrzeć, żeby poszedł w dym za zespołem. W pewnym momencie przyplątała się kontuzja i chłopak gdzieś się zagubił.

Łukasz Wawrenty - kolejny zawodnik, który obecnie już tylko bawi się w piłkę. Jest zawodnikiem B-klasowego Wybrzeża Gdańsk.

Wilk: Zawodnik bardzo lubiany przez kolegów, zawsze wzorowo podchodzący do obowiązków, ale czegoś mu brakowało. Szukałem dla niego pozycji, grał w ataku, potem w obronie. Dobry zadaniowiec.

Pomocnicy

Maciej Bancer - po odejściu z Lechii przez moment grał w zespołach z Chwaszczyna i Żukowa, ale jakiś czas temu zakończył przygodę z piłką

Wilk: Wszechstronny pomocnik, mógł grać na "10", ale również na obu skrzydłach. W pewnym momencie zdał sobie sprawę, że dalsza zabawa w piłkę nie ma sensu i mocno postawił na naukę. Bardzo mądry chłopak.

Przemysław Czerwiński - przez kolejne dwa lata był blisko pierwszego zespołu, ale w ekstraklasie nie zadebiutował. Grał za to dużo w Młodej Ekstraklasie i III-ligowych rezerwach. Przed sezonem 2014/15 przeniósł się do I-ligowej Chojniczanki. Do tej pory rozegrał w jej barwach 29 meczów i zdobył dwie bramki.

Wilk: Wzór jeśli chodzi o podejście do piłki, zachowanie, nie sprawiał żadnych problemów. Miał bardzo pozytywny wpływ na resztę zespołu. Szkoda, że nie dostał w Lechii chociaż pół szansy, żeby pokazać się w ekstraklasie. Bardzo solidny zawodnik, "żelazne płuca", stuprocentowy profesjonalista. U mnie grał na środku pomocy, u trenera Pawlaka w Chojniczance częściej występuje na boku obrony. Myślę, że jeszcze nie powiedział ostatniego słowa. Czasami potrzeba szczęścia, żeby zagrać w ekstraklasie, ale ja mu to wróżę.

Paweł Dawidowicz - w ekstraklasie zadebiutował pod koniec sezonu 2012/13 za trenera Kaczmarka, ale prawdziwa eksplozja jego talentu nastąpiła kiedy zdecydowanie postawił na niego Michał Probierz. Jeden dobry sezon w ekstraklasie wystarczył, aby Benfica Lizbona wyłożyła za niego ok. 2 mln euro. Jednak przez dwa lata Dawidowicz nie zdołał zadebiutować w pierwszym zespole słynnego portugalskiego klubu i cały czas gra w jego rezerwach. Członek kadry U-21, jest również pod stałą obserwacją selekcjonera Adama Nawałki.

Wilk: Zawodnik z wielkim potencjałem, ale początkowo bardzo chimeryczny. Musiałem mu wpoić zasadę, że liczy się tylko to co tu i teraz - kolejny trening, kolejny mecz. Zaczynał jako defensywny pomocnik, potem grał jako podwieszony napastnik, w końcu na stoperze. Jeśli chodzi o poukładanie w głowie i rozum, w tej drużynie wiódł prym razem z Sidorem. W rezerwach Benfiki na początku występował sporadycznie, ale teraz gra poważny sezon, ma rozegranych dużo spotkań i się tam wyróżnia. Nie jest skazany na Benfikę, w najbliższym okienku transferowym musi się coś wydarzyć. To jest tykająca bomba zegarowa, dajmy mu pół roku i będzie o nim głośno.

Tomasz Drozdowski - próbował przebić się w Lechii, ale nic z tego nie wyszło. Jesienią 2014 roku rozegrał kilkanaście spotkań w III-ligowej Concordii Elbląg, potem słuch o nim zaginął.

Wilk: Typowa "6", defensywny pomocnik ze świetnym odbiorem. Może trochę brakowało mu smykałki do rozgrywania. Mógł się przebić, ale nie dostał zbyt dużo szans. Sam muszę się pokajać, bo jako trener rezerw zmuszony byłem wystawiać zawodników z pierwszego zespołu, a jego gdzieś tam pomijałem. Systemowo przegrał i to jest też moja porażka. Nie wiem czy jeszcze kontynuuje zabawę w piłkę.

Przemysław Frankowski - zadebiutował w ekstraklasie w kwietniu 2013 roku, kiedy trener Bogusław Kaczmarek wpuścił go na boisko w meczu z Jagiellonią Białystok. Dwa tygodnie później strzelił swoją pierwszą bramkę (w starciu z Podbeskidziem Bielsko-Biała). W kolejnym sezonie był już podstawowym zawodnikiem Lechii, ale potem gdański klub bez żalu oddał go do Jagiellonii. Tam rozegrał do tej pory 52 mecze w ekstraklasie i zdobył osiem bramek. Podobnie jak Dawidowicz członek reprezentacji Polski do lat 21

Wilk: Inteligentny zawodnik ze świetnym przyspieszeniem, który potrafił w pojedynkę "zrobić" mecz. W spotkaniu z Lechem wypuścił Łazaja zagraniem praktycznie znikąd, takie rzeczy można zobaczyć tylko w Lidze Mistrzów. Ukierunkowany na piłkę, z dużymi aspiracjami. Szkoda, że Lechia oddała go do Jagiellonii, ale myślę, że ma w tym klubie trenerów, którzy dobrze nim kierują i w niego wierzą. Za dwa-trzy lata może zapukać do reprezentacji Polski.

Rafał Gorczyca - w Lechii spędził dwa kolejne sezony, w drugim z nich zaliczył 15 meczów w zespole rezerw. Latem 2014 roku przeniósł się do innego III-ligowca Ślęzy Wrocław (13 meczów), a po kilku miesiącach wylądował w niemieckim FSC Lofhelden. Od tego sezonu znów biega po boiskach III ligi, jest zawodnikiem Bystrzycy Kąty Wrocławskie (15 spotkań).

Wilk: Dołączył do naszego zespołu przed mistrzowskim sezonem [przyszedł z Lecha Poznań]. Najpierw grał na boku obrony, potem na boku pomocy. Imponował przygotowaniem fizycznym, mądrością w grze. Bardzo poukładany, nie sprawiał żadnych problemów. Na początku sezonu 2013/14 strzelił w rezerwach cztery bramki w pięciu meczach i Probierz zaprosił go na treningi pierwszego zespołu, ale chyba nie wytrzymała głowa. Potem wyjechał do Wrocławia, gdzie jego ojciec prowadzi biznes i chyba w tamtym rejonie będzie się dalej bawił w piłkę.

Napastnicy

Damian Kugiel - niedługo po zdobyciu z Lechią mistrzostwa Polski wywalczył z reprezentacją narodową brązowy medal mistrzostw Europy do lat 17. W ekstraklasie zadebiutował dwa tygodnie po Frankowskim, w rozgrywkach 2012/13 zaliczył jeszcze dwa mecze. Kiedy trenerem został Michał Probierz wystawił go w podstawowym składzie meczu 2. kolejki sezonu 2013/14 z Ruchem Chorzów po czym odesłał do rezerw. W nich Kugiel zdobył w 20 meczach 10 goli i na sezon 2014/15 został wypożyczony do II-ligowej Kotwicy Kołobrzeg. Zdobył dla niej pięć goli w 17 meczach. Wrócił do Lechii, ale ta nie wiązała z nim przyszłości. Dopiero kilka tygodni temu znalazł sobie nowy klub, obecnie jest zawodnikiem III-ligowego KS Chwaszczyno.

Wilk: Dysponował świetnymi warunkami fizycznymi, a przede wszystkim potrafił strzelać bramki. U mnie odgrywał ważną rolę, bo jeśli ma się takiego - za przeproszeniem - "konia", to trzeba go wykorzystać. Damian ma charakter wybuchowy i rozrywkowy, ale w pewnym momencie poważnie z nim porozmawiałem i na koniec sezonu 2013/14 strzelił w rezerwach dwa hat-tricki, dzięki czemu zainteresowała się nim Kotwica. Ostatnio zaliczył twarde lądowanie na dupsku, ale jeśli głowa pójdzie u niego za budową ciała i weźmie się w końcu do roboty - jest to materiał na piłkarza. Nie wiem czy na ekstraklasę, ale na I ligę na pewno.

Kacper Łazaj - ze wszystkich "złotych chłopców" najszybciej zadebiutował w ekstraklasie - w październiku 2012 roku pojawił się na boisku na ostatnie 10 minut wyjazdowego meczu z Jagiellonią Białystok. Potem trener Bogusław Kaczmarek stawiał na niego dość regularnie, jeszcze w 2012 roku Łazaj zdobył swoją pierwszą bramkę w ekstraklasie (w meczu z Ruchem Chorzów). W kolejnym sezonie nie cieszył się zaufaniem Michała Probierza, na dodatek w rozwoju jego talentu mocno przeszkadzały kontuzje. Z tego powodu stracił niemal cały sezon 2014/15 kiedy był wypożyczony do Drutex-Bytovii. Od tego sezonu jest piłkarzem II-ligowego Rakowa Częstochowa. W 11 meczach zdobył dwie bramki.

Wilk: Wokół niego budowałem zespół. Nie chcę go porównywać do pewnego zawodnika Realu Madryt, żeby nie zrobić mu krzywdy, ale Kacper swoją szybkością potrafił "zrobić" mecz. Wpatrzony i wsłuchany w każde słowo trenera, zawsze przykładał się do ćwiczeń, wzór jeśli chodzi o treningi. Jak strzelił tego gola z Ruchem to skrzyknęliśmy się - wszyscy trenerzy, którzy go kiedyś prowadzili - i wypiliśmy za jego zdrowie szklankę... mleka. Potem czegoś brakowało, może powinien dostać więcej szans, bo jednak często przesiadywał na ławce. W naszym zespole grał bardzo dużo, był fajnie zaadoptowany. Potem szybko poszedł aż do ekstraklasy i nie wytrzymał. Raz grał siedem minut, potem połówkę, a potem przez miesiąc w ogóle, i w końcu gdzieś ten organizm puścił. Teraz znów czeka na zabieg artroskopii kolana. Te kontuzje hamują jego rozwój, dlatego jest obecnie tylko w II lidze. Ale jeśli się wyleczy i jakiś trener będzie miał noska, żeby go wziąć do zespołu, to od razu może grać na poziomie ekstraklasy.

Bartłomiej Smuczyński - zdążył zadebiutować w barwach Lechii w ekstraklasie (październik 2013 roku, mecz z Widzewem Łódź). Jednak potem trener Michał Probierz więcej szans gry już mu nie dał. Smuczyński najpierw został wypożyczony do I-ligowego Kolejarza Stróże, a przed sezonem 2014/15 przeniósł się do Termaliki Bruk-Bet Nieciecza, gdzie gra do dziś. Pomógł jej w awansie do ekstraklasy (rozegrał 12 meczów, zdobył dwa gole), a kilka dni temu strzelił na tym szczeblu rozgrywek swoją debiutancką bramkę - traf chciał, że w meczu z Lechią w Gdańsku.

Wilk: Najcięższy charakter z jakim miałem do czynienia w całym moim życiu. Przychodząc na pierwszy trening zespołu dostałem dwie informacje: pierwsza - to super piłkarz. Druga - w poprzedniej rundzie rozegrał w sumie 50 minut. Pomyślałem, że coś tu nie gra, ale szybko się przekonałem o co chodzi. Był wyjątkowo niesforny, co chwila zmieniały mu się nastroje. Ale trafił swój na swego, wariat na wariata. Udało mi się go okiełznać i "Smoku" szybko stał się pierwszoplanową postacią zespołu, to był mój zawodnik. Czasami wciąż robił furiackie rzeczy, np. próbował wymusić karnego przy wyniku 7:0, ale nieco się uspokoił.

Chciał zostać w Gdańsku, ale nowe władze klubu nie widziały w nim potencjału. W 2014 roku zorganizowano mecz dla zawodników Lechii wypożyczonych do innych klubów. Bartek przyleciał na niego, choć trener Kolejarza Stróże [był wówczas do tego klubu wypożyczony] nie chciał o tym słyszeć. Strzelił dwie bramki, ale ci, którzy decydowali o tym kto w Lechii ma grać, a kto nie, stwierdzili tylko: tu nie ma nikogo, kto się nada. Dlatego musiał poszukać szczęścia na południu Polski. Uważam, że jeszcze będzie o nim głośno.


Sebastian Sypniewski - kolejny zawodnik z rocznika 1996. Nie przebił się w Lechii, od czasu do czasu grywał w zespole rezerw

Wilk: Był we wszystkich kadrach młodzieżowych reprezentacji Polski, miał świetne wykończenie, lubił efektowne zagrania, przewrotki itp. Był ważnym ogniwem w tej drużynie, strzelał ważne gole. Świetnie wyszkolony technicznie, gorzej było u niego z taktyką i pracą w obronie. Trochę za bardzo zagłaskany przez swoje otoczenie, nie wiem czy przez rodzinę czy osoby prowadzące jego karierę. Był ważnym ogniwem w tej drużynie. Dwa lata temu próbował szczęścia w Bytovii, ale szybko dał sobie spokój z piłką. Teraz pracuje w firmie rodzinnej, w branży budowlanej. Myślę, że za dwa lata nie będziemy go pamiętać jako piłkarza, ale gościa który zarządza prężną firmą i buduje nam kolejne osiedla.

RUSZYLI Z TRÓJMIASTA NA PODBÓJ ŚWIATA. BĘDZIE O NICH GŁOŚNO?


Zdjęcie ADIDAS PIŁKA NOŻNA BRAZUCA GLIDER EKSTRAKLASA 5 M35840 Zdjęcie NIKE Torba FB SHIELD STANDARD DUFFEL MISC BA4692-107 Zdjęcie NIKE Torba CLUB TEAM DUFFEL M BA4872-472
ADIDAS PIŁKA NOŻNA BRAZUCA ... NIKE Torba FB SHIELD STANDA... NIKE Torba CLUB TEAM DUFFEL...
Sprawdź ceny » Sprawdź ceny » Sprawdź ceny »
źródło: Okazje.info


Komentarze (2)
Stracone pokolenie Lechii. Gdzie podziali się mistrzowie Polski juniorów młodszych z 2012 roku?
Zaloguj się
  • makic123

    Oceniono 6 razy 4

    Bardzo ciekawy artykul, szkoda, ze to i tak nic nie zmieni w polityce Lechii niestety.

  • fakej

    Oceniono 2 razy 2

    lechia idzie na mistrza, ale nieco powoli

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

LOTTO Ekstraklasa 2018/19

lp. Drużyna M Pkt Br. Zw. R Por.
1 Piast Gliwice 36 69 56-33 20 9 7
2 Legia Warszawa 36 67 53-36 20 7 9
3 Lechia Gdańsk 36 64 52-38 18 10 8
4 Cracovia Kraków 36 57 45-40 17 6 13
5 Jagiellonia Białystok 36 57 55-50 16 9 11
6 Zagłębie Lubin 36 52 55-46 15 7 14
7 Lech Poznań 36 52 49-47 15 7 14
8 Pogoń Szczecin 36 49 54-54 13 10 13
9 Wisła Kraków 37 49 67-63 14 7 16
10 Korona Kielce 37 47 42-54 12 11 14
11 Górnik Zabrze 37 46 48-53 12 10 15
12 Śląsk Wrocław 37 44 49-45 12 8 17
13 Arka Gdynia 37 42 49-51 10 12 15
14 Wisła Płock 37 41 50-58 10 11 16
15 Miedź Legnica 37 40 40-65 10 10 17
16 Zagłębie Sosnowiec 37 29 49-80 7 8 22

  • Grupa mistrzowska
  • Grupa spadkowa