Sport.pl

Do trzech razy sztuka? Marko Marić nie błyszczy w meczach z Legią

Dwukrotnie w bieżącym sezonie Marko Marić bronił dostępu do własnej bramki w spotkaniach z warszawską Legią. I trzeba jasno podkreślić, że w obu przypadkach nie poszło mu najlepiej. Mówiąc wprost: zawalił. Najpierw w Pucharze Polski, następnie w lidze. W najbliższą sobotę nadarzy się okazja do rehabilitacji, choć on sam nie traktuje tego meczu jako osobistego rewanżu.

Polub nas na Facebooku

Marić wrócił do gdańskiej bramki przed dwoma tygodniami. Było to dość nieoczekiwane, bo przecież trener Piotr Nowak 48 godzin wcześniej stwierdził, że pewny występu od 1. minuty jest Vanja Milinković-Savić. Najwyraźniej Chorwat przekonał go ponownie do swoich umiejętności.

- Przez te dwa dni nie zrobiłem nic wielkiego - śmieje się bramkarz Lechii, który po dwóch wiosennych meczach stracił miejsce w składzie.

- Taka była decyzja trenera i musiałem się jej podporządkować, ale na pewno nie straciłem wiary we własne umiejętności. Przez ten cały czas ciężko trenowałem i wierzyłem, że uda mi się odzyskać miejsce w składzie, co się ostatecznie stało. Możliwe, że niektórzy bramkarze potrzebują tego rodzaju przerwy, ale ja tak nie uważam - podkreśla Chorwat.

Marić jest jedynie wypożyczony z Hoffenheim. Rodzi się więc pytanie czy w końcówce sezonu trenerzy nie będą chcieli stawiać na zawodników, którzy mają długoterminowe kontrakty, by zwyczajnie ich ogrywać przed kolejnymi rozgrywkami.

- Mój kontrakt obowiązuje do końca sezonu i skupiam się na tym, by go wypełnić. Nie wszystko zależeć będzie ode mnie - mówi 20-latek. - O składzie decyduje sztab szkoleniowy. Myślę, że miejsce w bramce zawsze ma najlepszy, a sprawy kontraktowe schodzą na dalszy plan - dodaje.

Jesienią Marić był prawdziwym objawieniem ekstraklasy. Wielu obserwatorów uważało go za jednego z najlepszych na swojej pozycji. Tak naprawdę jedyne negatywne opinie dotyczyły braku koncentracji w niektórych momentach i niezbyt dobrej komunikacji z obrońcami.

- Na początku rzeczywiście było mi ciężko, ale można powiedzieć, że jestem w Polsce już prawie rok i z komunikacją nie ma żadnego problemu. Zresztą możecie zapytać kolegów z linii obronnej - mówi Marić.

Wrześniowa konfrontacja w 1/16 finału Pucharu Polski była pierwszym poważnym testem dla budowanej przez ówczesnego trenera biało-zielonych Thomasa von Heesena drużyny. Lechia przegrała aż 1:4, ale nie wiadomo jakim wynikiem mecz by się zakończył, gdyby nie fatalne błędy Maricia przy trzech bramkach. Wyszedł wtedy brak koncentracji przy stałych fragmentach gry i beznadziejna komunikacja z kolegami z formacji obronnej.

Kilka tygodni później obie drużyny zmierzyły się ze sobą w Gdańsku. Legia ponownie wygrała (tym razem 3:1), jednak Chorwat i w tym przypadku mógł mieć do siebie pretensje. O ile nie można go było winić za utratę pierwszego gola, o tyle zwłaszcza przy drugim zachował się fatalnie. Przypomnijmy, że bardzo mocno w jego kierunku podawał Gerson, Marić chciał przyjąć piłkę, ale ta odbiła mu się od nogi. Najlepszy strzelec Legii Nemanja Nikolić nie ma w zwyczaju nie wykorzystywać takich prezentów i tak też było tym razem. 20-latek niezbyt dobrze zachował się również przy trafieniu Tomasza Jodłowca na 3:1.

- Chciałbym się dobrze zaprezentować, ale nie będę grał w Warszawie sam. Mecze wygrywa i przegrywa cała drużyna - podkreśla Marić.

I choć Legia jest liderem tabeli i pod wodzą trenera Stanisława Czerczesowa prezentuje się bardzo dobrze, to jednak nie jest to zespół, którego nie można pokonać.

- Legia składa się z piłkarzy z krwi i kości. Nie są to jacyś nadludzie, zatem możemy z nimi wygrać. Oglądaliśmy mecz Legii z Cracovią, w którym to Cracovia była lepsza, stworzyła sobie zdecydowanie więcej sytuacji. My musimy zagrać podobnie, wykorzystać swoje sytuacje, być dobrze zorganizowani i wówczas jesteśmy w stanie przywieźć do Gdańska pełną pulę - przyznaje golkiper biało-zielonych, który jest przygotowany na grę przeciwko byłym kolegom z Lechii: Arielowi Borysiukowi i Stojanowi Vranjesowi.

- Oczywiście wiem jakim uderzeniem dysponują. Mam jednak nadzieję, że w meczu z nami nie będą mieli okazji, by spróbować swoich sił w tym aspekcie, że nie zostawimy im miejsca na oddawanie strzałów - mówi Marić.

Łatwo nie będzie zatrzymać z kolei najlepszego strzelca ekstraklasy Nemanji Nikolicia, który zresztą w obu dotychczasowych meczach przeciwko Lechii zdobywał po jednym golu.

- Jest świetnym piłkarzem i chyba cała liga zdaje sobie z tego sprawę. Nie będziemy jednak jakoś przesadnie się go obawiali. Być może w sobotę będzie akurat miał swój gorszy dzień i nie uda mu się strzelić bramki - dodaje Chorwat.



Więcej o: