Sławomir Peszko: Zagrałem w wyjściowym składzie pierwszy raz od miesiąca i było to widać

- Chcieliśmy wygrać w Warszawie, wiedzieliśmy jaka jest sytuacja w tabeli. Trener postawił wszystko na jedną kartę i w 90 proc. przyniosło to sukces - przyznał po spotkaniu Legia - Lechia skrzydłowy biało-zielonych Sławomir Peszko. Reprezentant Polski brał udział w dwóch kluczowych sytuacjach podczas sobotniego starcia.

Polub nas na Facebooku

Kapitan Legii Jakub Rzeźniczak mówił po spotkaniu, że jeszcze żadna drużyna nie zagrała przeciwko wicemistrzom Polski tak otwartego futbolu.

- Piłkarze Legii przyznawali, że musieli trochę pobiegać, bo wymienialiśmy sporo podań. Wymowne były też reakcje trenera Czerczesowa, który chciał jak najwcześniej zakończyć mecz. Gospodarze denerwowali się, że mogą stracić drugą bramkę. Przeciwnik nas docenił, tak samo jak nasi kibice. Zupełnie inaczej się gra, gdy czuje się ich wsparcie na wyjeździe - zaznaczył Peszko.

W bardzo ofensywnym ustawieniu 31-latek pełnił rolę wahadłowego. Miał wiele zadań defensywnych, a w drugiej połowie m.in. wybił piłkę z linii bramkowej po strzale głową Nemanji Nikolicia.

- Przy strzale Nikolicia coś mnie podkusiło, by cofnąć się na linię. I udało mi się wybić piłkę. Mam jednak do siebie pretensje za straconego gola. Guilherme zagrał piłkę, Jędrzejczyk mnie wyminął w pełnym biegu i ciężko było się zabrać w tej sytuacji - powiedział reprezentant Polski, który brał udział w akcji bramkowej dla biało-zielonych.

- Jako wahadłowy mam zadania ofensywne i defensywne. W sytuacji, po której wyrównaliśmy to ja powinienem strzelić bramkę. Powinienem lepiej się zabrać z piłką i przede wszystkim lepiej uderzyć. Na szczęście Grzesiek Kuświk był w odpowiednim miejscu - dodał Peszko.

Samo spotkanie w Warszawie toczone było w niesamowitym - jak na polskie warunki - tempie. Spotkały się dwie drużyny ukierunkowane przede wszystkim na ofensywę.

- Mecz był świetny do oglądania dla kibiców, akcja za akcję, dużo ciekawych sytuacji z obu stron. Aczkolwiek pozostaje w nas lekki niedosyt, bo w wielu momentach brakowało tego ostatniego podania. Mnie również, w pierwszej połowie mieliśmy kontrę trzech na jednego. Chciałem podać do Grześka Kuświka, jednak się zawahałem. W drugie tempo zagrałem do Michała Maka... i to jest właśnie to, że długo nie grałem. To był mój pierwszy mecz w wyjściowym składzie od miesiąca - przyznał Peszko.

Jakże inaczej smakuje punkt zdobyty w takim stylu na boisku wicemistrza Polski, aniżeli niedawny remis w Zabrzu. Piłkarze udali się do Gdańska w zupełnie innych nastrojach.

- Punkt to punkt, za dobrą grę nikt nam dwóch kolejnych nie doda. Ale mamy jakiś niefart do tych meczów wyjazdowych, że nie możemy się przełamać. A powinniśmy już dawno to zrobić - przyznał Peszko.