Sport.pl

45 minut dobrej gry wystarczyło. Lechia pokonała Ruch i jest w grupie mistrzowskiej!

Piłkarze Lechii pokonali Ruch Chorzów 2:0 i zapewnili sobie awans do grupy mistrzowskiej kończąc sezon zasadniczy na 7. miejscu. Podopieczni Piotra Nowaka sprawę załatwili już w pierwszej połowie, w drugiej tylko pilnowali wyniku. Przegrani wylądowali poza górną ?8?, ale mogą do niej jeszcze wrócić.
Przed spotkaniem w Gdańsku oba zespoły miały wszystko we własnych rękach. Lechia, aby zapewnić sobie awans do górnej "8" bez oglądania się na wyniki innych zespołów musiała wygrać, Ruch potrzebował remisu.

Mecz o wszystko z wielkim zamieszaniem w tle

Zapowiadało się więc bardzo ciekawe widowisko, a atmosferę jeszcze podgrzały wydarzenie z piątku. Tego dnia Lechia odzyskała bowiem punkt, który straciła w trakcie sezonu. Trybunał Arbitrażowy ds. Sportu przy Polskim Komitecie Olimpijskim wstrzymał wykonanie kary, którą nałożyła na gdańszczan Komisja ds. Licencji Klubowych PZPN. Oznaczało to, że Lechia przed ostatnią kolejką miała w tabeli nie 35, a 36 punktów (szczegóły TUTAJ). Jakby tego mało w sobotę decyzję tę podważył PZPN, twierdząc, że bez jego zgody gdański klub nie miał prawa złożyć skargi do Trybunału.

Lechia wepchnęła Ruch w jego pole karne

Żeby uspokoić wszystkie niezdrowe emocje wokół gdańskiego klubu Lechia musiała po prostu wygrać z Ruchem. Wówczas żadne rozgrywki przy zielonym stoliku - przynajmniej w jej przypadku - nie miałaby żadnego znaczenia. Trener Piotr Nowak podobnie jak tydzień wcześniej w Warszawie wystawił bardzo ofensywny skład, z siedmioma zawodnikami nastawionymi na grę do przodu. Lechia od początku "uruchomiła" wysoki pressing i wepchnęła rywala do jego własnej "16". Efekty przyszły bardzo szybko. Milos Krasić po przytomnym podaniu Sławomira Peszko niczym tur wbił się w pole karne, gdzie został powalony przez Rafała Grodzickiego. Sędzia Szymon Marciniaka, którego w tygodniu na jednym z portali społecznościowych obraził piłkarz Lechii Flavio Paixao, bez wahania wskazał na 11 metr. Rzut karny wykorzystał Sebastian Mila.

Niepewny Milinković-Savić

Goście, osłabieni brakiem Michała Koja (zastąpił go Marek Szyndrowski) i przede wszystkim najskuteczniejszego strzelca Mariusza Stępińskigo (wysuniętym napastnikiem był Michał Efir) wcale nie postawili autobusu przed swoją bramką. Taktyka Ruchu była prosta - przetrzymać krótkimi podaniami wstępną fazę pressingu Lechii i rzucić długą piłkę na bardzo szybkiego Kamila Mazka, ewentualnie dublującego jego pozycję na prawym skrzydle Martina Konczkowskiego. Po ich dośrodkowaniach kilka razy zrobiło się gorąco pod bramką Lechii. Jednak najlepszej okazji - paradoksalnie po akcji lewą stroną - nie wykorzystał Patryk Lipski, który nie wykorzystał sytuacji sam na sam z Vanją Milnkoviciem-Saviciem.

Serbski bramkarz biało-zielonych to w ogóle osobny temat. Grał on szalenie nerwowo, wypuszczał z rąk proste piłki, a kilka jego wykopów trafiło wprost pod nogi piłkarzy Ruchu. Jego postawa w tym spotkaniu każe przypuszczać, że to wcale nie koniec bramkarskiej sztafety w Lechii w obecnym sezonie.

Szalejący Flavio

Jednak to Lechia przez zdecydowaną większość czasu dominującą. Niezwykle aktywny był Flavio Paixao, który swoją grą najwyraźniej chciał przeprosić za swoje bezmyślne zachowanie w środku tygodnia. Portugalczyk był wszędzie, rozgrywał, strzelał, dryblował i choć momentami zachowywał się zbyt nonszalancko, przede wszystkim czarował. W 30 minucie jego wizjonerskiego podania nie wykorzystał Lukas Haraslin, który główkował z najbliższej odległości. Chwilę później kapitalny "rogal" Portugalczyka o centymetry minął słupek, a w międzyczasie próbował on nawet przewrotki. Wreszcie Paixao dopiął swego. Świetnym, mijającym całą linię obrony podaniem popisał się Jakub Wawrzyniak, a pozostawiony bez opieki napastnik Lechii miał bardzo dużo czasu, żeby przyjąć piłkę, następnie zjeść ciastko i popić kawą, zapytać się bramkarza Ruchu w który róg strzelić i spokojnym uderzeniem podwyższyć na 2:0. Lechia miała więc do przerwy wręcz wymarzony wynik.

Lechia w trybie ekonomicznym

Kibice Lechii, którzy stawili się na gdańskim stadionie w rekordowej w tym sezonie liczbie 19 368, mogli więc na drugą połową czekać z dość dużym spokojem. Z podobnego założenia najwyraźniej wyszli również piłkarze biało-zielonych, gdyż drugie 45 minut zaczęli z włączonym trybem ekonomicznym. To kilka razy mogło się dla nich źle skończyć. Ruch prezentował się co prawda w ofensywie bardzo mizernie, ale z zaproszenia lechistów skrzętnie skorzystał i próbował zagrozić bramce Milinkovicia-Savicia. Lechia z każdą minutą grała coraz gorzej i wręcz prosiła się o kontaktowego gola. Najlepszą sytuację zmarnował Łukasz Moneta, który z ostrego kąta trafił wprost w serbskiego bramkarza biało-zielonych.

W końcówce Lechia kontrolowała sytuację, a Ruch nasłuchiwał wieści z innych stadionów. Ostatecznie zakończył on sezon zasadniczy na 9. miejscu choć miał tyle samo punktów co Podbeskidzie Bielsko-Biała, identyczny stosunek bramek oraz idealny remis w bezpośrednich meczach! W tej sytuacji o wszystkim decydowała tabela fair-play, w której wyżej uplasowało się Podbeskidzie.

Jednak czy to właśnie zespół z Bielska zagra w grupie mistrzowskiej tak naprawdę okaże się dopiero po ostatecznej decyzji Trybunału Arbitrażowego dotyczącej ujemnego punktu Lechii zwróconego jej w piątek. Jeśli bowiem okaże się, że gdański klub jednak nie odzyska straconego punktu sytuacja zmieni się diametralnie i to Ruch będzie w "8".



KIM JEST NOWY TRENER LECHII? "POWIEDZ MI PIOTR SZCZERZE: DLACZEGO SIĘ NIE PRZYŁOŻYSZ?


Więcej o:
Komentarze (5)
45 minut dobrej gry wystarczyło. Lechia pokonała Ruch i jest w grupie mistrzowskiej!
Zaloguj się
  • stkaz

    0

    Jeśli okaże się że 1 punkt zabrany Lechii będzie jednak odebrany to okaże się że są 3 drużyny mające po 38 punktów i wtedy wydaje mi się że z tabeli z meczu między nimi to do grupy mistrzowskiej wejdzie Lechia i Ruch

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX