Sport.pl

Piotr Nowak: Dostaliśmy w Gliwicach nauczkę. Poobijali nas, ale nie będziemy się nad sobą użalać

- Myślę, że każdy trener i każdy piłkarz zespołu, który jest w grupie mistrzowskiej chce grać w europejskich pucharach. To może zmienić życie zawodników, ale również szkoleniowców. Ich słowa, że nie są na to gotowi odbieram jako zasłonę dymną i pewnego rodzaju kurtuazję - mówi trener Lechii Piotr Nowak. W czwartek jego zespół rozegra w Poznaniu mecz z Lechem. Początek o godz. 18.
W ostatnich dniach dwaj trenerzy zespołów, które znajdują się w tabeli przed Lechią - Czesław Michniewicz (Pogoń Szczecin) oraz Jacek Zieliński (Cracovia) - przyznali, że na dziś ich kluby nie są gotowe na europejskie puchary i start w tych rozgrywkach mogłyby być dla nich swoistym pocałunkiem śmierci. Otwarcie chęć zmierzenia się z tą materią wyraził tylko szkoleniowiec Zagłębia Lubin Piotr Stokowiec. Awans do europejskich pucharów jest również celem Lechii, która na takie wydarzenie czeka już 33 lata. Sam trener biało-zielonych Piotr Nowak uważa, że wypowiedzi jego kolegów po fachu są pewnego rodzaju kurtuazją.

Nie chcą pucharów? Zasłona dymna i kurtuazja

- Myślę, że każdy trener i każdy piłkarz zespołu, który jest w grupie mistrzowskiej chce grać w europejskich pucharach. Jest to prestiż, jest to wyzwanie. Mecze w europejskich pucharach mogą zmienić życie zawodników, ale również szkoleniowców. Ich słowa, że nie są na to gotowi odbieram jako zasłonę dymną i pewnego rodzaju kurtuazję. Oni na pewno chcą skończyć sezon na miejscu gwarantującym start w kwalifikacjach Ligi Europy - nie ma wątpliwości Nowak.

Taki sam cel ma Lechia, która jednak po ostatniej porażce z Piastem Gliwice (0:3) spadła w tabeli na 6. miejsce i jeśli marzy o pucharach na drugą taką wpadkę nie może sobie pozwolić.

- Mamy po tym meczu coś do udowodnienia, jesteśmy na siebie źli - podkreśla szkoleniowiec Lechii. - Mimo, że nie zaczęliśmy go dobrze z każdą minutą było coraz lepiej, a w drugiej połowie to było już to o co nam chodzi jeśli chodzi o szybkie operowanie piłką, kreatywność, wymienność pozycji. W pierwszej połowie tego zabrakło, bo graliśmy zbyt wolno, holowaliśmy piłkę zamiast grać podaniami. Przez to wchodziliśmy w bezpośredni kontakt z zawodnikami Piasta, którzy grali bardzo agresywnie. Oni popełnili aż 27 fauli, praktycznie co dwie, trzy minuty mecz był przerywany i brakowało płynności. Taki był plan taktyczny rywala, ale my musimy w takiej sytuacji grać mądrzej, szybciej. Cóż, nie ma się co załamywać, użalać nad sobą, trzeba wyciągnąć wnioski i walczyć dalej - mówi Nowak.

Krasić bardzo poobijany, ale do Poznania pojechał

Najbardziej dostało się w Gliwicach Milosowi Krasicowi, na którego piłkarze Piasta urządzili małe polowanie.

- Milos jest bardzo mocno poobijany. W tym momencie warto chyba poruszyć temat może nie chronienia zawodników przez sędziów, ale czytania przez nich gry. My w meczu z Zagłębiem Lubin też wyłączyliśmy Filipa Starzyńskiego, ale on praktycznie nie był faulowany. W Gliwicach od początku było widać jaka będzie taktyka Piasta względem Milosa - jego pierwsze cztery kontakty z piłką, to były cztery faule i to brutalne. Ale to jest też nauczka dla nas, musimy po prostu grać szybciej - zaznacza trener Lechii.

Krasić brał udział we wtorkowych zajęciach i pojechał razem z zespołem do Poznania. Serb powinien być gotowy do gry, choć jego stan fizyczny na pewno nie będzie idealny. Tym bardziej, że Lechia meczem z Lechem kończy mini-maraton czterech meczów w ciągu 13 dni. Potem czeka ja nieco dłuższa przerwa (kolejny mecz rozegra 7 maja z Ruchem Chorzów w Gdańsku).

W jeszcze trudniejszej sytuacji jest Lech, który natężenie meczów ma ostatnio podobne, a na dodatek 2 maja czeka go finałowy mecz Pucharu Polski z Legią Warszawa. W związku z tym trener Jan Urban może oszczędzać najważniejszych zawodników. Dwóch z nich nie zagra na pewno, gdyż pauzują za kartki - są to Łukasz Trałka oraz Tamas Kadar.

- Nie będę wchodził w buty trenera Urbana, na pewno wybierze on najlepszy możliwy wariant dla swojego zespołu. Ja nie skreślałbym Lecha w lidze, różnice punktowe w tabeli są naprawdę minimalne, każda kolejka wywraca tabelę do góry nogami. Grając u siebie, mając wsparcie swoich kibiców Lech na pewno postawi nam trudne warunki - uważa Nowak.

W jego zespole zabraknie kontuzjowanych od dłuższego czasu Michała Maka i Marco Paixao oraz pauzującego za kartki Grzegorza Wojtkowiaka. W bloku obronnym zastąpi go Mario Maloca, który podobną karę odcierpiał w meczu z Piastem.

Nowak nie ustala kto strzela rzuty karne

W spotkaniu tym rzutu karnego nie wykorzystał Sebastian Mila. Czy to oznacza, że do kolejnej "jedenastki" podejdzie inny zawodnik? Trener Nowak podkreśla, że to nie będzie jego decyzja.

- Ja nie ustalam kto strzela karne, nigdy tego nie robiłem jako trener. Jest w zespole kilka postaci, które decydują o tym kto podchodzi do rzutu wolnego czy karnego. Zawodnicy muszą to sami czuć, ja nie chcę wychodzić przed szereg i mówić kto ma co zrobić, bo przez to wytwarza się niepotrzebną presję. Oni wiedzą najlepiej kto w danym momencie czuje się na siłach. Oczywiście trenujemy te elementy, ale zawsze powtarzam, że jestem po to, żeby pomóc zawodnikom wypracować pewne schematy zachowań, natomiast decyzje na boisku muszą podejmować sami. Opcji jest kilka, nie tylko Sebastian. Grupa jest odpowiedzialna, wiem, że zawsze chcą wybrać najlepsze rozwiązanie. Mila wykorzystał wiosną dwa bardzo ważne dla nas rzuty karne, teraz mu się nie udało. Nie jemu pierwszemu i nie ostatniemu - podsumował szkoleniowiec Lechii.

KIM JEST NOWY TRENER LECHII? "POWIEDZ MI PIOTR SZCZERZE: DLACZEGO SIĘ NIE PRZYŁOŻYSZ?


Więcej o: