Sport.pl

Lech - Lechia 0:0. Pierwszy punkt przywieziony z Poznania od dwudziestu lat

W czwartkowy wieczór piłkarze gdańskiej Lechii bezbramkowo zremisowali na wyjeździe z Lechem Poznań. To pierwszy punkt zdobyty na stadionie przy Bułgarskiej od sezonu 1995/96. Z przebiegu spotkania jest to dla biało-zielonych cenna zdobycz.
Jeszcze kilka dni temu wydawało się, że gospodarze mogą przystąpić do starcia z Lechią w nieco eksperymentalnym składzie, gdyż w perspektywie mają poniedziałkowy finał Pucharu Polski. Jednak trener Jan Urban nic sobie z tego nie robił i posłał w bój wszystkich najlepszych zawodników. Zabrakło jedynie pauzujących za nadmiar żółtych kartek Łukasza Trałki oraz Tamasa Kadara. Z tego samego powodu w szeregach biało-zielonych zabrakło Grzegorza Wojtkowiaka, natomiast w ostatniej chwili zapadła decyzja, że w Poznaniu nie wystąpi również będący ostatnio w wysokiej formie Michał Chrapek, którego dopadł wirus.

Podrażniona po dotkliwej porażce w Gliwicach Lechia pojechała do Wielkopolski z zamiarem odrobienia straconych punktów, jednak jej gra się nie kleiła. Widać było, że piłkarze są trochę zmęczeni i nie wytrzymują trudów gry praktycznie co trzy dni. Ogólnie spotkanie było dość senne i niewiele było sytuacji, w których musieli interweniować bramkarze obu ekip.

Mimo wszystko bardziej gorąco było w "szesnastce" Milinkovicia-Savicia. Lech praktycznie co chwilę atakował skrzydłami, lecz w większości przypadków brakowało przy finalnym podaniu. Dobrą robotę wykonywali środkowi pomocnicy poznaniaków, raz po raz rozrzucając piłki do boku. Szczęście było jednak po stronie Lechii, m.in. w sytuacji, gdy w pierwszej połowie Szymon Pawłowski uderzył w poprzeczkę, a po przerwie z kilku metrów Maciej Gajos trafił prosto w bramkarza Lechii.

W zespole biało-zielonych najgroźniejszy był Sławomir Peszko, który swojego szczęścia próbował w 10. minucie. Oddał mocny strzał rzutu wolnego z ponad trzydziestu metrów, ale bardzo dobrze w bramce spisał się Jasmin Burić. Poza tym podopieczni Piotra Nowaka w zasadzie nie zaistnieli w ofensywie, a w ich poczynaniach sporo było niedokładności, tak jak w Gliwicach. Piłkarze podejmowali złe wybory.

W oczy nie raził jednak tylko brak stwarzanych sytuacji pod bramką rywala, ale i cała masa strat notowana jeszcze na własnej połowie. Dość nieoczekiwanie najbardziej "elektryczny" pod tym względem okazał się Aleksandar Kovacević.

W przerwie z powodu kontuzji barku boisko opuścił Jakub Wawrzyniak i przez całą drugą połowę na jego pozycji występował Lukas Haraslin. I na pewno nie zawiódł. Ze swoich zadań wywiązał się wręcz znakomicie, ale w pewnym momencie złapał żółtą kartkę i w 78. został zmieniony przez Adama Chrzanowskiego, dla którego był to debiut w ekstraklasie. I trzeba podkreślić, że debiut udany.

O ile w pierwszej połowie spotkanie było jeszcze w miarę wyrównane (biorąc pod uwagę posiadanie piłki), o tyle po przerwie przewaga Kolejorza nie podlegała już dyskusji. Lechia broniła się całym zespołem na własnej połowie, a sama nie potrafiła wyprowadzić groźnego ataku. Może poza jedną sytuacją. W samej końcówce Peszko świetnie zagrał do Grzegorza Kuświka, ten minął Buricia, lecz z ostrego kąta trafił w słupek.

To pierwszy punkt zdobyty przez Lechię na stadionie w Poznaniu od sezonu 1995/96. Na pierwsze zwycięstwo od 1966 roku jednak dalej trzeba czekać.



Więcej o: