Sport.pl

Lechia robi (R)uch w stronę europejskich pucharów. Jednak zwycięstwo przyszło w bólach

Piłkarze Lechii po bardzo nierównym w swoim wykonaniu meczu i fatalnej postawie w drugiej połowie, pokonali Ruch Chorzów 2:1, dzięki czemu wciąż pozostają w grze o europejskie puchary. Ich zwycięstwo rodziło się jednak w wielkich bólach.
Oba zespoły po raz ostatni spotkały się całkiem niedawno, w ostatniej kolejce sezonu zasadniczego. Lechia bardzo łatwo wygrała wówczas 2:0 i zapewniła sobie awans do grupy mistrzowskiej. Jednak do historii polskiej piłki - i to zdecydowanie tej niechlubnej - przeszło dopiero to co działo się przez kilkadziesiąt kolejnych godzin. Na skutek zamieszania związanego ze złożeniem przez Lechię skargi do Trybunału Arbitrażowego przy PKOl (chodziło o punkt odebrany gdańskiemu klubowi w trakcie sezonu przez Komisję ds. Licencji Klubowych PZPN), przez dwa dni nie wiadomo było, kto zagra w grupie mistrzowskiej: Podbeskidzie Bielsko-Biała czy właśnie Ruch. Lechia ostatecznie zdecydowało się wycofać swoją apelację, dzięki czemu do pierwszej ósemki wskoczył zespół z Chorzowa.

To przed meczem dało oczywiście pożywkę zwolennikom spiskowej teorii dziejów, według których Ruch miał się teraz odwdzięczyć Lechii i oddać jej punkty. Doszło nawet do tego, że nad wycofaniem tego spotkania ze swojej oferty zastanawiała się największa polska firma bukmacherska STS. Ostatecznie tego nie zrobiła, a całą sytuację można potraktować jako nic nie znaczącą ciekawostkę. Dlaczego? Bo Lechia jest w tej chwili zdecydowanie lepszym zespołem od Ruchu i bez względu na okoliczności była zdecydowanym faworytem sobotniego meczu. Tym bardziej, że wciąż walczy o europejskie puchary, a chorzowianie grają już tylko o satysfakcję.

Dwa mecze bez gola, czyli Lechia w kryzysie

Lechia w dwóch ostatnich meczach nie zdobyła ani jednej bramki. W przypadku bardzo skutecznego na wiosnę zespołu (24 gole, więcej w całej lidze strzeliła tylko Wisła Kraków), można było już nawet mówić - z przymrużeniem oka - o lekkim kryzysie. Za kadencji trenera Nowaka taka seria jeszcze nie miała miejsca.

- Według mnie to nie jest powód do niepokoju, bo trzeba na to spojrzeć z dobrej strony: najważniejsze, że mieliśmy okazje do zdobycia goli. Gorzej jakby w ogóle ich nie było - przekonywał szkoleniowiec Lechii.

W meczu z Ruchem gdańscy piłkarze od początku postanowili przekuć słowa swojego trenera w czyny i już w pierwszych 20 minutach stworzyli trzy świetne okazje do zdobycia bramki. Najlepsze mieli bardzo aktywny od początku spotkania Sławomir Peszko, który po efektownym rajdzie przegrał pojedynek z Martinem Putnockym oraz Flavio Paixao, który w sytuacji sam na sam również nie dał rady Słowakowi.

Koniec "jinxa", wreszcie wpada bramka nr 50

Nieco przydługie oczekiwanie na gola miało dodatkowy smaczek, gdyż licznik bramek Lechii stanął na liczbie 49. A gdański zespół jeszcze nigdy w historii nie zaliczył w najwyższej klasie rozgrywkowej 50 trafień (dotychczasowy rekord wynosił 46). - Może te wy dziennikarze pisząc o tym 50 golu wywołaliście jinxa [z angielskiego - pecha] - śmiał się przed meczem Nowak.

"Jinx" skoćczył się w 25 minucie. Kapitalną akcją prawym skrzydłem popisał się fantastycznie grający do przerwy Milos Krasić, który łatwo minął Michała Koja i popisał się idealnym dośrodkowaniem do Grzegorza Kuświka. Były piłkarz Ruchu spokojnym strzałem głową otworzył wynik strzelając tym samym swoją 11 bramkę w sezonie. Jest więc na dobrej drodze, żeby pobić najlepszy strzelecki wynik piłkarza Lechii od momentu powrotu do ekstraklasy. Należy on do Abdou Razacka Traore (12 goli w sezonie 2010/11).

Lechia odzyskała pewność...

Przed stratą bramki Ruch prezentował się całkiem nieźle, starał się atakować, bardzo aktywny był Mariusz Stępiński. Jednak gol strzelony przez biało-zielonych sprawił, że wróciła stara dobra Lechia, grająca efektownie, z rozmachem i fantazją. A goście momentalnie stali się bezradni. Na 2:0 po kolejnym świetnym podaniu Krasicia podwyższył Flavio Paixao, który przepchnął Koja i w sytuacji sam na sam dość szczęśliwie pokonał bramkarza Ruchu. Za chwilę po pięknym prostopadłym podaniu Michała Chrapka swoją drugą bramkę mógł strzelić Kuświk, ale nie trafił czysto w piłkę. To była dominacja Lechii.

...ale nie trwało to długo

Tym większe zdziwienie mógł wzbudzić fakt, że od początku drugiej połowy gospodarze oddali pole Ruchowi. Szybko zostali za to ukarani. Po dośrodkowaniu Łukasza Monety do piłki nie doszedł będący na spalonym Stępiński (napastnik Ruchu absorbował bramkarza i obrońców Lechii, więc gra raczej powinna być przerwana), ale zamykający akcję Tomasz Podgórski strzałem z ostrego kąta zdobył kontaktowego gola. Co ciekawe chwilę później sędzia asystent, który nie zauważył spalonego Stępińskiego, czyli Rafał Rostkowski, z powodu kontuzji został zastąpiony na linii przez sędziego technicznego Artura Aluszyka.

Ruch poszedł za ciosem spychając Lechię momentami do rozpaczliwej obrony. Moneta kapitalnym strzałem z dystansu "ostemplował" poprzeczkę, wciąż bardzo groźny był Stępiński. Trener Nowak ratował się defensywnymi zmianami - za Sebastiana Milę wszedł Aleksandar Kovacević, a za Chrapka Brazylijczyk Gerson, dla którego był to dopiero drugi występ w rundzie wiosennej. W tym momencie na boisku było aż pięciu nominalnych obrońców, a do tego defensywny pomocnik Kovacević. W takim odwrocie Lechia za kadencji Nowaka jeszcze nie była. Sytuacja w porównaniu z pierwszą połową odwróciła się o 180 stopni, tym razem to Ruch rządził na boisku.

Ostatecznie piłkarze Lechii w bardzo nerwowej końcówce (za ostry faul na Lukasie Haraslinie w doliczonym czasie gry z boiska wyleciał Koj) z trudem dowieźli zwycięstwo do końca i wciąż pozostają w walce o europejskie puchary. Jednak ich postawa w drugiej połowie może bardzo niepokoić trenera Nowaka. Z taką grą jak po przerwie o zwycięstwo w spotkaniu z Legią Warszawa (11 maja, godz. 20.30) będzie niezwykle ciężko.

Więcej o:
Komentarze (5)
Lechia robi (R)uch w stronę europejskich pucharów. Jednak zwycięstwo przyszło w bólach
Zaloguj się
  • wolnylogin2013

    Oceniono 8 razy 6

    No tak, wg redaktora spalony przy bramce dla Ruchu był ewidentny. Ale przy drugim golu dla Lechii, Paixo tylko "przepchnął Koja". No i faul Koja po którym dostał czerwoną kartkę był 'brutalny". Uwielbiam te rzetelne dziennikarstwo GW. A później ludzie czytają i łykają każdą bajkę.

    Powiem krótko - sama gra Ruchu na duży plus. Wynik - wiadomo. No i Bargiel... :) Liczę, że Pan Fornalik da mu szansę z Piastem od początku meczu.

    Lechia ma ciekawy zespół, z dużymi nazwiskami i mądrym trenerem. Myślę, że więcej pokaże w Europie niż Pogoń czy Cracovia.

  • jokemaker

    Oceniono 2 razy 0

    Lechia wygrała?
    No kurde sensacja:)))
    Widać, że w szatni niebieskich musiały paść mocne słowa - cos w stylu: "pobiegajcie trochę chłopaki, bo to aż głupio wygląda..."
    Żenada - czy kto ma złudzenia.

  • kalbaro74

    Oceniono 8 razy 0

    Buki miały rację mecz ustawiony i to jest porażka ESA37

  • xxxxxdonjuanxxxxx

    Oceniono 4 razy -2

    Tutaj piszą że polskie marne kopacze pokażą coś w Europie... hahaha.... lata świetlne różnicy... a ruch i Górnik mają po 21 pkt... taki to jest poziom

  • kalowiec

    Oceniono 10 razy -2

    Stawiałem na 3:2, ale chorzowskie psu troszkę odpuściły, mecz oddany...

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX