Rafał Janicki: Zasłużyliśmy na to, żeby wszystko rozstrzygnąć w ostatnim meczu i spełnić marzenia gdańskich kibiców

- Jeszcze kilka miesięcy temu nawet my zawodnicy nie wierzyliśmy, że przed ostatnią kolejką kwestię awansu do europejskich pucharów będziemy mieć we własnych rękach. Trener Nowak stworzył jednak prawdziwy zespół, który swoją postawą na boisku zasłużył na taką szansę. Chcemy ją wykorzystać i spełnić marzenia gdańskich kibiców - mówi obrońca Lechii Rafał Janicki.
Kiedy trener Piotr Nowak obejmował Lechię, strata gdańskiego zespołu do czwartego miejsca wynosiła 13 punktów. Teraz na kolejkę przed końcem już tylko jeden, a z zajmującą tę pozycję Cracovią biało-zieloni zmierzą się w niedzielę w ostatnim meczu sezonu (godz. 18). Wygrana da im upragniony awans do europejskich pucharów.

Zasłużyli na tę szansę

- Jeszcze w styczniu nie wierzyliśmy w to nawet my zawodnicy - przyznaje Rafał Janicki. - Chcieliśmy przede wszystkim dostać się do pierwszej "8", po ciężkiej walce udało nam się to. Przystępując do rywalizacji w grupie mistrzowskiej bardzo chcieliśmy doprowadzić do takiej sytuacji, żeby przed ostatnią kolejką mieć swój los we własnych rękach. Myślę, że postawą przez całą rundę wiosenną zasłużyliśmy na to. Myślę, że mecz z Cracovią rozegra się w głowach, kwestia mentalna będzie przed tym spotkaniem decydująca - uważa obrońca Lechii.

Lechii na wyjeździe zawsze z Cracovią grało się ciężko. Biało-zieloni po raz ostatni na jej stadionie wygrali w 1955 roku, jeśli chcą marzyć o pucharach muszą przełamać tę fatalną passę. Powinno być im o tyle łatwiej, że niesie ich fala entuzjazmu po dwóch wygranych meczach z rzędu, a zwłaszcza odniesionym w pięknym stylu zwycięstwie z Legią Warszawa w ostatnią środę.

- To będzie dużo cięższy mecz niż ten z Legią - nie ma wątpliwości Janicki. - Myślę, że gospodarze nie mają w planach czekać na nasz ruch i szybko będą chcieli strzelić bramkę. Musimy być na to gotowi i przede wszystkim zagrać swoją piłkę. 55 lat to szmat czasu, ale my w tym sezonie już kilka klątw przełamaliśmy, trzeba to zrobić po raz kolejny, żeby w końcu zagrać w europejskich pucharach i spełnić marzenia wszystkich gdańskich kibiców - podkreśla obrońca Lechii.

Powstał zespół z prawdziwego zdarzenia

Powinno być o tyle łatwiej, że w Gdańsku wreszcie powstał zespół z prawdziwego zdarzenia, bez indywidualistów i bez podziałów na mniejsze lub większe grupki.

- Już podczas zgrupowania w Turcji trener Nowak powtarzał nam nieustannie, że owszem mamy umiejętności, ale to za mało, żeby zrobić dobry wynik. Od początku chciał dotrzeć do naszych głów, żeby stworzyć prawdziwy zespół. No i to się udało, wszyscy trzymamy się razem nie tylko na boisku, ale i poza nim. Widać tą jedność i to przekłada się też na wyniki - tłumaczy Janicki. I dodaje:

- Pod względem piłkarskim też mamy najlepszy zespół od kiedy jestem w Lechii, tak wielu dobrych zawodników w jednym momencie jeszcze tu nie było. I gramy najlepszą piłkę, choć trzeba przyznać, że za początków trenera Kafarskiego też wszyscy chwalili Lechię. Ale teraz mamy w zespole Milosa Krasicia, o którego umiejętnościach nie ma się za bardzo co rozwodzić, wystarczy spojrzeć na boisko. To jest po prostu Pan Piłkarz! - zachwyca się Janicki.

On sam niemal przez cały sezon był absolutnym pewniakiem w składzie. Zanim w ostatnim spotkaniu z Legią usiadł na ławce rezerwowych, zaczynał w podstawowej "jedenastce" wszystkie 34 mecze, w których mógł zagrać (dwukrotnie pauzował z powodu nadmiaru żółtych kartek).

- Szanuję decyzję trenera, bo moja dyspozycja nie jest ostatnio olśniewająca i jak widać wyszło to zespołowi na dobre. W obecnym sezonie na pewno nie czuję się tak dobrze jak w poprzednim, kiedy byłem nawet powoływany do reprezentacji Polski. Ale też nie można powiedzieć, że zaliczyłem jakiś kompletny zjazd formy, bo wówczas nie rozegrałbym trzydziestu kilku meczów w pierwszym składzie - podsumowuje obrońca Lechii.

FUTBOLOWE JAJA, CZYLI NAJDZIWNIEJSZE GOLE LECHII. ZOBACZ, JAK TO WPADŁO