Sport.pl

Lechia jak lokomotywa z wiersza Tuwima. "Jeszcze nie wszystko jest idealnie, rozkręcamy się z meczu na mecz"

- Jeszcze troszeczkę brakuje nam do tego, żeby te nasze akcje się zazębiały, żeby wyglądało to tak jak w końcówce poprzedniego sezonu, ale z meczu na mecz się rozkręcamy i powoli wchodzimy na właściwą drogę - mówi napastnik Lechii Grzegorz Kuświk. W sobotę jego zespół zmierzy się we Wrocławiu ze Śląskiem (godz. 18).
Lechia na początku rozgrywek przypomina lokomotywę z wiersza Juliana Tuwima. Rozpędza się z mozołem, ale z każdym kolejnym meczem jedzie coraz szybciej. W ostatnim spotkaniu z Wisłą było już widać zalążki dobrej gry.

- Nie uważam, żebyśmy po dwóch pierwszych meczach mieli się czegoś obawiać [porażka 1:2 w Płocku i wymęczone zwycięstwo 2:1 w Lublinie z Górnikiem Łęczna], nie graliśmy przecież tragicznie. Oczywiście jeszcze troszkę brakuje nam do tego, żeby te nasze akcje się zazębiały, żeby wyglądało to tak jak w końcówce poprzedniego sezonu, ale z meczu na mecz się rozkręcamy i spotkanie z Wisłą pokazało, że powoli wchodzimy na właściwą ścieżkę. We Wrocławiu chcemy to potwierdzić, choć przeciwnik jest trudny, znajduje się w dobrej dyspozycji. Styl też jest ważny, ale na wyjazdach chcemy przede wszystkim punktować, bo z tym był w ostatnim sezonie spory problem - zaznacza Kuświk.

On sam założył sobie w obecnym sezonie ambitny cel zdobycia 20 bramek. Podobny plan mają również bracia Marco i Flavio Paixao. Jednak między nimi nie ma niezdrowej rywalizacji, cała trójka zgodnie współpracuje na boisku.

- Nie ma wątpliwości, że mamy w ofensywie wielki potencjał. Jednak ja nie mam ciśnienia i wielkiego parcia, że muszę strzelić więcej goli niż Marco czy ktoś inny, wręcz przeciwnie. Trener uczula nas na to, że najważniejszy jest zespół i my tak do tego podchodzimy. Najlepszym przykładem może być akcja, po której padła trzecia bramka w meczu z Wisłą. Pokazała ona, że nie ma między nami żadnej rywalizacji, równie dobrze ja mogłem sobie poprawić piłkę i sam uderzyć, podobnie Flavio mógł zdecydować się na strzał, a jednak wybieraliśmy podania i ostatecznie do siatki trafił Marco, a cała kombinacja była bardzo efektowna. I o to chodzi - tłumaczy napastnik Lechii.

Biało-zieloni na nowym stadionie Śląska jeszcze nigdy nie wygrali meczu, mało tego podczas czterech ostatnich wizyt nawet nie strzelili tu gola (jako ostatniemu udało się to Piotrowi Wiśniewskiemu w kwietniu 2013 roku). Czy w sobotę uda przełamać się zła passę?

- Pamiętam, że jeszcze jako piłkarz Ruchu strzeliłem na tym stadionie bramkę, a mój zespół wygrał 3:2 [sezon 2013/14], choć wcześniej również długo nie mógł we Wrocławiu zwyciężyć. Nie mam nic przeciwko, żeby scenariusz się powtórzył. W tygodniu mieliśmy spotkanie z trenerem mentalnym, który nakreślił nam kilka ciekawych rzeczy, m.in. że najważniejsze jest nie to co po drodze, ale efekt końcowy. I tego się chcemy trzymać - podkreśla Kuświk.

Piłkarze z Gdańska będą mieli dodatkową motywację, gdyż w tygodniu osobistą tragedię przeżył trener Piotr Nowak, któremu zmarł ojciec. Istniała nawet możliwość, że szkoleniowca Lechii zabraknie we Wrocławiu, ale ostatecznie poprowadzi on zespół z ławki.

- Chcielibyśmy mu w tych ciężkich chwilach sprawić trochę przyjemności i wygrać ten mecz dla niego - przyznaje Kuświk.

Więcej o:
Skomentuj:
Lechia jak lokomotywa z wiersza Tuwima. "Jeszcze nie wszystko jest idealnie, rozkręcamy się z meczu na mecz"
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX