Kovacević dał zwycięstwo z Białymstoku. Lechia liderem Lotto Ekstraklasy

Po wygranej 1:0 z Jagiellonią Białystok Lechia została liderem Lotto Ekstraklasy. Zwycięstwo rodziło się w bólach, a o losach spotkania dość nieoczekiwanie zdecydował kapitalny gol z dystansu Aleksandara Kovacevicia.
Trzeba sobie jasno powiedzieć, że mecz nie stał na wysokim poziomie. Górowała przede wszystkim taktyka, a tzw. wrażenia artystyczne zeszły na dalszy plan.

Lechia liderem

Po bezbramkowym remisie Zagłębia Lubin z Górnikiem Łęczna stało się to realne. Wystarczyło wygrać w Białymstoku, choć zadanie nie należało do łatwych, gdyż Jagiellonia w dwóch poprzednich meczach u siebie zaaplikowała swoim rywalom aż osiem bramek.

Być może z tego powodu wynikała zachowawcza gra gdańszczan w pierwszych minutach. Na boisku działo się niewiele, a obie drużyny skupiły się przede wszystkim na tym, żeby bramki nie stracić. Dobrze wyglądał pressing z obu stron, nie było miejsca, by spokojnie sobie przyjąć piłkę. Od razu następował atak, co powodowało sporo prostych błędów.

Po przerwie gra mocno się zaostrzyła, ale duża w tym wina sędziego, który pozwalał zawodnikom na bardzo dużo.

"Plaster" bohaterem

Trener Piotr Nowak postawił na nieco bardziej defensywny skład niż w poprzednich meczach. Od 1. minuty w Białymstoku zagrał m.in. Aleksandar Kovacević, któremu przypadła rola tzw. plastra. To on miał za zadanie "zaopiekować" się największą gwiazdą Jagiellonii - Konstantinem Vassiljevem. Serb ze swojej roli wywiązał się należycie.

I kto by się spodziewał, że bohaterem zostanie zawodnik, który w poprzednich meczach nie mógł grać z powodu limitu piłkarzy spoza Unii Europejskiej. A tymczasem Serb ruszył środkiem boiska i posłał prawdziwy pocisk w kierunku bramki Jagiellonii. Piłka zatrzymała się dopiero w siatce. Co ciekawe był to dopiero pierwszy celny strzał Lechii w całym spotkaniu (i jedyny).

Debiutant nie spękał

Pech jednego jest szczęściem drugiego. Na czwartkowym treningu urazu doznał dotychczasowy podstawowy bramkarz biało-zielonych Vanja Milinković-Savić, wobec czego swoją szansę otrzymał Damian Podleśny i wreszcie - w wieku 21 lat - zadebiutował na najwyższym szczeblu rozgrywkowym w Polsce.

Podleśny nie miał zbyt wiele pracy. A jeśli już musiał interweniować, to robił to w sposób pewny. Nie było po nim widać żadnej tremy związanej z debiutem. No, może poza jedną sytuacją w drugiej połowie, gdy zrobiło się nerwowo w polu karnym Lechii.