Kompromitacja Lechii w Niepołomicach. W fatalnym stylu żegna się z Pucharem Polski po porażce z II-ligową Puszczą

W meczu 1/8 finału Pucharu Polski piłkarze Lechii po rzutach karnych przegrali z II-ligową Puszczą Niepołomice. Podopieczni Piotra Nowaka zaprezentowali się w tym spotkaniu wręcz katastrofalnie.
Rok temu Lechia po fatalnym początku sezonu również przyjechała do Niepołomic na mecz Pucharu Polski (tyle, że w 1/16 finału) i bez problemu pokonała Puszczę 5:1. Teraz z tym samym rywalem zmierzyła się jako wicelider ekstraklasy i zwyczajnie się skompromitowała. Inaczej porażki z II-ligowcem nazwać nie można.

Aż osiem zmian w składzie

Trener Nowak przed spotkaniem zapowiadał, że zamierza wystawić możliwie optymalny skład. Jednak mając w perspektywie sobotni mecz z Ruchem Chorzów w lidze, wiadomo było, że w porównaniu z ostatnim spotkaniem z Lechem Poznań zmian będzie sporo. I rzeczywiście, było ich aż osiem - miejsce w pierwszej jedenastce zachowali tylko Jakub Wawrzyniak oraz bracia Flavio i Marco Paixao. W ogóle do Niepołomic nie pojechali kontuzjowani Grzegorz Kuświk, Sebastian Mila i Bartłomiej Pawłowski, wracający do pełni sił Sławomir Peszko oraz pauzujący za kartki Michał Chrapek. Za to debiut w oficjalnym meczu zaliczył kanadyjski środkowy obrońca Steven Vitoria, który okazał się antybohaterem spotkania.

Męczarnie w ataku pozycyjnym

Mecz od początku toczył się według jedynego możliwego scenariusza. Gospodarze, którzy po raz pierwszy w historii dotarli na tak wysoki szczebel rozgrywek Pucharu Polski, a ich jedynym rozpoznawalnym zawodnikiem jest Piotr Stawarczyk (185 meczów w ekstraklasie w barwach Widzewa Łódź i Ruchu Chorzów), okopali się pod własnym polem karnym. Natomiast piłkarze Lechii otrzymali możliwość treningu ataku pozycyjnego w warunkach meczowych. Była to jednak dla nich prawdziwa męczarnia. Goście grali zdecydowanie za wolno, bez elementu zaskoczenia, zbyt rzadko wymieniali podania na jeden kontakt, na dodatek w decydujących momentach akcji brakowało im dokładności. To sprawiało, że solidnie ustawieni w tyłach gospodarze dość łatwo rozbijali ich ataki.

Lechiści niby oddawali sporo strzałów - próbowali m.in. Marco Paixao (dwukrotnie), Lukas Haraslin, Milen Gamakow (po ładnej indywidualnej akcji), Aleksandar Kovacević (z rzutu wolnego) czy Paweł Stolarski, ale zagrożenie było z tego żadne. Gdańszczanie posiadanie piłki mieli na poziomie 75 procent, wymieniali setki podań, jednak długo brakowało konkretów. Za to Puszcza w całej pierwszej połowie zapuściła się w pole karne gości praktycznie tylko raz i natychmiast stworzyła sobie stuprocentową sytuację - z najbliższej odległości do bramki nie trafił Kamil Łączek.

Strzał Flavio, niczym "kwiatek do kożucha"

Wręcz dramatycznie wyglądało początkowe 20 minut drugiej połowy, kiedy piłkarze Lechii swoją apatyczną grą zwyczajnie torturowali swoich kibiców. I nagle w 66 minucie - ni stąd, ni zowąd - zdobyli przepięknego gola. W pole karne dośrodkował Haraslin, a kapitalnym wolejem w samo okienko bramki Puszczy popisał się Flavio Paixao. Ten strzał pasował do obrazu meczu jak kwiatek do kożucha, a Portugalczyk tylko na chwilę wyrwał swój zespół z kompletnego marazmu.

Po stracie gola gospodarze spróbowali odważniej zaatakować, ale czynili to nieporadnie. Lechia pewnie dotrwała by z wynikiem 1:0 do końca spotkania (co i tak wielkiej chwały by jej nie przyniosło), gdyby nie bezmyślność Vitorii, który w niegroźnej sytuacji niepotrzebnie sfaulował w polu karnym Longinusa Uwakwe. "Jedenastkę" na bramkę zamienił Maciej Domański i tym samym doprowadził do dogrywki.

Minimalizm się zemścił

W niej zmieniło się niewiele. Od patrzenia na poczynania biało-zielonych coraz bardziej bolały zęby. Męki były tym większe, że jeszcze przy stanie 1:0 trener Nowak zdjął z boiska obu braci Paixao, wprowadzając za nich Milosa Krasicia i Grzegorza Wojtkowiaka. Ten minimalizm srodze się zemścił, bo Lechia grała w dogrywce bez klasycznego napastnika i miała tylko dwie szanse na zdobycie bramki - obie Gamakow. Bułgar najpierw trafił w słupek, natomiast w ostatnich sekundach przestrzelił z najbliższej odległości.

W rzutach karnych bohaterem był bramkarz Puszczy Andrzej Sobieszczyk, który obronił strzały Krasicia oraz Haraslina (skutecznie "jedenastki" egzekwowali Wolski i Kovacević). Damian Podleśny odbił tylko jedno uderzenie i tym samym sensacja stała się faktem. Dla piłkarzy Lechii to zimny prysznic i jeszcze jeden dowód na to, że w lidze ich wyniki są lepsze niż gra. W Niepołomicach na własne życzenie zafundowali sobie ponad dwugodzinny maraton, a już w sobotę czeka ich w Gdańsku wspomniany mecz z Ruchem. Zrehabilitować przed własnymi kibicami mogą się tylko w jeden sposób, nie trzeba dodawać jaki.

Puszcza Niepołomice - Lechia Gdańsk 1:1 (0:0, 1:1), karne 4:2

Bramki: Domański (86. karny) - Flavio Paixao (66.)

Puszcza: Sobieszczyk - Furtak, Stawarczyk, Czarny Ż , Mikołajczyk - Żurek (77. Radziemski), Lepiarz (46. Orłowski), Kotwica Ż , Uwakwe, Łączek - Domański (106. Krzysztoń).

Lechia: Podleśny - Janicki, Vitoria, Wawrzyniak - Stolarski, Kovacević Ż , Gamakow, Wiśniewski (86. Wolski), Haraslin - Flavio Paixao (80. Krasić), Marco Paixao (73. Wojtkowiak).