Sport.pl

Jakub Wawrzyniak: Takiej porażki grając w piłkę jeszcze nie doświadczyłem

- Nie ma żadnego usprawiedliwienia dla tego co się stało w Niepołomicach, jest to dla nas na pewno duży wstyd. Ja osobiście takiej porażki grając w piłkę jeszcze nie doświadczyłem. Ale tu już nie chodzi o przepraszanie kogokolwiek, nie ma na to czasu. Musimy myśleć o następnym meczu - mówi obrońca Lechii Jakub Wawrzyniak. W sobotę biało-zieloni zmierzą się na Stadionie Energa Gdańsk z Ruchem Chorzów. Początek spotkania o godz. 18.
Tomasz Osowski: W środę po naprawdę słabym meczu odpadliście z Pucharu Polski przegrywając z II-ligową Puszczą Niepołomice. Racjonalnie wytłumaczyć się tego nie da.

Jakub Wawrzyniak: W mojej opinii nie ma żadnego usprawiedliwienia dla tego co się stało i jest to dla nas na pewno duży wstyd. Od razu po meczu i jeszcze w czwartek rano myślałem o tym co się wydarzyło i zdałem sobie sprawę, że takiej porażki grając w piłkę jeszcze nie doświadczyłem. Ale tu nie chodzi o przepraszanie kogokolwiek, nie ma na to czasu. Trzeba myśleć o następnym meczu, bo już w sobotę gramy z Ruchem i nie możemy spuszczać głów.

Najgorsze jest to, że to nie był mecz w którym bramkarz rywali miał "dzień konia", a wy nieustannie obijaliście słupki i poprzeczki. Do czasu zdobycia gola [66 minuta] praktycznie nie zagrażaliście bramce rywali, potem też tylko incydentalnie.

- Puszcza dobrze się broniła, ale... zostawmy już ten mecz. Powiedziałem, że wstydzimy się tego wyniku, każdy z nas wie jak ten mecz wyglądał i teraz nic już nie wymyślimy. Na boisku powinna być bardziej widoczna różnica dwóch klas dzielących oba zespoły, ale tak niestety nie było. Daliśmy im prezent w postaci rzutu karnego, którego ponoć nie powinno być, no, ale sędzia go podyktował. Potem mieliśmy poprzeczkę, słupek, w ostatniej akcji z bliska strzelał Gamakow, ale nie chciało nic wpaść. Potem karne, w których gospodarze okazali się lepsi. Oni potraktowali ten mecz jak najważniejszy w sezonie i było to widać na boisku. Trzeba im pogratulować bardzo dobrej postawy przez całe 120 minut.

Co usłyszeliście po meczu od kibiców Lechii, którzy byli obecni w Niepołomicach?

- Dostaliśmy duże wsparcie, to bardzo fajnie z ich strony. Na pewno byli wściekli i mieli prawo być mocno niezadowoleni po tym meczu, tym bardziej, że przejechali taki kawał drogi. Szkoda, że nie daliśmy im powodów do radości. Postaramy się zrekompensować to w meczach ligowych.

Tak jak pan mówił teraz trzeba skupić się na sobotnim spotkaniu z Ruchem.

- Dobrze, że gramy tak szybko po porażce w Niepołomicach. Jednego celu w tym sezonie już nie zrealizujemy, bo każdy z nas miał gdzieś z tyłu głowy występ w finale na Stadionie Narodowym i walkę o Puchar Polski, ale drugi cel jest cały czas aktualny. W pewnym sensie środowym meczem nie zachęciliśmy ludzi do przyjścia w sobotę na stadion, ale to już za nami. Nie możemy się ciągle biczować i myśleć o tym co się stało. Głowa do góry, klata w przód i gramy dalej!

Jesteście na 2. miejscu w tabeli, ale trudno nie odnieść wrażenia, że wyniki są lepsze niż gra.

- Fajnie, że mamy 19 punktów, natomiast jesteśmy świadomi tego, że jest dużo do poprawy i nasza gra nie jest taka jak byśmy sobie wyobrażali. To nie jest tak, że jesteśmy wiceliderem i celebrujemy ten fakt, cieszymy się, a w szatni panuje radość - nie. Bo wszyscy zdajemy sobie sprawę, że możemy grać zdecydowanie lepiej.

W obecnym sezonie wciąż nie rozegraliście suwerennego meczu, takiego, w którym kontrolujcie przebieg wydarzeń od początku do końca i nie musicie do ostatnich sekund drżeć o wynik. Wygrywacie, ale minimalnie.

- To pytanie pokazuje jak wielkie są oczekiwanie wobec Lechii i fajnie, że tak jest, bo to znaczy, że potencjał naszego zespołu jest duży, a co za tym idzie wymagania wobec niego też. Rozpuściliśmy kibiców i was dziennikarzy postawą w poprzedniej rundzie, kiedy szczególnie u siebie potrafiliśmy dominować rywali, wygrywaliśmy kilkoma bramkami. Chcielibyśmy, żeby to wróciło i zgadzam się, że potrzebujemy takiego suwerennego meczu, wygranego w sposób przekonujący. Chciałbym, żeby nastąpiło to w sobotę. W meczu z Ruchem w pewnym sensie postaramy się zrehabilitować się za to, co zdarzyło się w środę.

Więcej o: