Sport.pl

Lechia pokonała Ruch. Półgodzinny koncert, ale nerwy były do końca

Piłkarze Lechii pokonali Ruch Chorzów 2:1 i utrzymali 2. miejsce w tabeli. Jednak naprawdę świetnie prezentowali się tylko przez pierwsze pół godziny gry, potem mocno spuścili z tonu i do końca drżeć musieli o zwycięstwo.
Lechia meczem z Ruchem chciała zrehabilitować się za poniesioną w fatalnym stylu porażkę z II-ligową Puszczą Niepołomice w 1/8 finału Pucharu Polski. - Takiej sytuacji grając w piłkę jeszcze nie doświadczyłem, to dla nas duży wstyd - stwierdził Jakub Wawrzyniak czym oddał nastroje całej drużyny. W spotkaniu z chorzowianami mieliśmy obejrzeć inną Lechię - grającą szybko, pomysłowo i efektownie.

Zmiana taktyki na dłużej

Trener Piotr Nowak po przyjściu do Lechii wprowadził system 3-5-2, któremu hołdował przez długie miesiące. Jednak w spotkaniu z Ruchem już po raz trzeci z rzędu w ligowym meczu linię obrony tworzyło czterech piłkarzy, wszystko wskazuje więc na to, że ten trend może utrzymać się dłużej. Jednak to nie znaczy, że Lechia zamierzała grać z Ruchem ostrożniej. Wręcz przeciwnie, od początku rzuciła się do ataków i szybko złamała bardzo niepewną tego dnia defensywę gości.

Nieuchwytny Peszko

Największy udział miał w tym Sławomir Peszko, który po wyleczeniu kontuzji znalazł się w wyjściowym składzie zespołu po raz pierwszy od 12 sierpnia (w poprzedniej kolejce wszedł z ławki w meczu z Lechem Poznań). W tym czasie leczył się m.in. prądami (u znanej serbskiej znachorki) i od początku meczu rzeczywiście był "pod prądem". Już w 5 minucie przejął piłkę na połowie boiska i nie atakowany przez rywali przebiegł kilkadziesiąt metrów. Kiedy znalazł się tuż przed polem karnym wciąż nie zwrócił na siebie uwagi żadnego obrońcy Ruchu, więc spokojnie przymierzył tuż przy słupku. Co robili w tej sytuacji zawodnicy Ruchu trudno zgadnąć. Może myśleli o - nomen omen - niebieskich migdałach.

Za moment za ostry faul na Peszce żółtą kartkę zobaczył Martin Konczkowski, a skrzydłowy Lechii powinien również zaliczyć asystę, jednak po jego przytomnym zgraniu głową fatalnie skiksował Marco Paixao. Pierwsze fragmenty spotkania to był prawdziwy Peszko show!

Wreszcie suwerenny mecz? A gdzie tam!

W międzyczasie Lechia zdobyła drugą bramkę. Po dośrodkowaniu Jakuba Wawrzyniaka niesamowitym wyskokiem popisał się Flavio Paixao i strzałem głową przelobował Kamila Lecha. Lechia absolutnie kontrolowała przebieg wydarzeń i wydawało się, że stanie się zadość przedmeczowym słowom Wawrzyniaka, który stwierdził, że zespół potrzebuje meczu wygranego w przekonujący sposób, bez nerwów do ostatniej minuty. Skoro po kwadransie prowadzi się na własnym stadionie z Ruchem, trudno wyobrazić sobie lepszą okazję na rozegranie suwerennego meczu.

Lechia nie byłaby jednak sobą, gdyby sama nie sprowadziła na siebie kłopotów. Zamiast dobić rywala, od pewnego momentu zaczęła grać zachowawczo i zaprosiła rywali na własną połowę. Ci skwapliwie z zaproszenia skorzystali i szybko zdobyli kontaktową bramkę. Ale znów nie obyło się bez pomocy gospodarzy, a konkretnie Simeona Sławczewa, który zupełnie niepotrzebnie sfaulował w polu karnym Konczkowskiego. "Jedenastkę" na bramkę zamienił grający 250 mecz w ekstraklasie Rafał Grodzicki i Ruch wrócił do meczu.

Znowu lider

W drugiej połowie przy piłce częściej była Lechia, ale momentami mocno "śmierdziało" wyrównującym golem dla Ruchu. W słupek z rzutu wolnego przymierzył Patryk Lipski (wcześniej faulujący Joao Nunes zobaczył tylko żółtą kartkę, choć równie dobrze mógł wylecieć z boiska), jeszcze kilka razy pod bramką Lechii mocno się zakotłowało. Gospodarze odpowiedzieli świetną sytuacją Rafała Wolskiego (kolejny słaby mecz), który z kilku metrów strzelił wysoko nad poprzeczką, bardzo nieskuteczny był też Marco Paixao. Biało-zieloni nie potrafili dobić rywala, jednak ostatecznie dowieźli wygraną i po 10. kolejkach utrzymali 2. miejsce w tabeli.



Więcej o:
Komentarze (7)
Lechia pokonała Ruch. Półgodzinny koncert, ale nerwy były do końca
Zaloguj się
  • gigigolo

    Oceniono 5 razy 3

    tak, gra zachowawcza Lechii, Władców Północy poraża, kiedy zamiast dobijać grają w cztery ognie. to mści się za każdym razem. liczę, że w końcu nastąpi oczekiwana odmiana. wierny kibic

  • taus

    Oceniono 1 raz 1

    Co to jest "suwerenny mecz"?

  • maniekjaro91

    Oceniono 3 razy 1

    Wolski nie na lawe a trybuny!!! Moze z tej perspektywy zobaczy jak sie powinno grac w srodkowej czesci boiska (Chrapek=kombinacyjna gra plus odpowiednia agresja w srodku pola TAK SIE GRA)
    Choc slabe jest to ze Lechia uzalezniona jest od blizniakow ktorzy akurat w tym meczu swoje zrobili... I poraz kolejny minimalizm!!! Smierdzialo remisem!!

  • stary.1

    0

    Krasic wolny, wikła się często w dryblingi, podczas których zwykle pada na murawę, a ilość jego niecelnych podań przekracza dozwolone limity. Nunes zaś gra pewnie dlatego, że jest Portugalczykiem. W oczach trenera Nowaka każdy obcokrajowiec niejako "z urzędu" jest lepszy od Polaka. Nie jest normalne, gdy w wyjściowym składzie mamy siedmiu zawodników z importu. W Cracovii wczoraj grał tylko jeden obcokrajowiec, a drużyna pokazała naprawdę przyzwoity futbol.

  • maniekjaro91

    0

    @fakej
    Tabele MOZE zaktualizuja jutro weekend jest zapracowani chlopaki...

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX