Sport.pl

Sławomir Peszko: Suwerenne zwycięstwo? Będzie z Arką

Najlepszym piłkarzem Lechii w wygranym 2:1 meczu z Ruchem Chorzów był Sławomir Peszko, który nie tylko zdobył bramkę, ale również siał zamęt w szeregach obronnych rywali. - Trochę czekałem na tego gola, która to kolejka? Dziesiąta? Boże, do czego to doszło, żebym tak długo musiał czekać na bramkę - śmiał się po meczu skrzydłowy Lechii.
Peszko znalazł się w pierwszym składzie zespołu po raz pierwszy od 12 sierpnia, kiedy w meczu z Koroną Kielce doznał kontuzji. Leczył ją ponad miesiąc, na boisko wrócił w poprzedniej kolejce, wchodząc z ławki podczas meczu z Lechem Poznań. W spotkaniu z Ruchem od pierwszych minut imponował przebojowością, dryblingami, szybko otworzył też wynik ładnym strzałem zza pola karnego. W tej sytuacji piłkarze Ruchu niezbyt mu przeszkadzali.

- Może sprawił to mój kunszt [śmiech]. Trochę czekałem na tego gola, która to kolejka? Dziesiąta? Boże, do czego to doszło, żebym tak długo musiał czekać na bramkę - śmiał się po meczu skrzydłowy Lechii. - Cieszę się bardzo. Czy tym występem wysłałem sygnał ostrzegawczy piłkarzom Legii [z tym zespołem Lechia zmierzy się w następnej kolejce]. Oby tak było. Jeszcze nigdy nie strzeliłem gola w Warszawie, może teraz się uda - mówił Peszko. I dodał:

- Jestem po meczu z Ruchem w pełni szczęśliwy, ale jeszcze nie w pełni zdrowia. Jakby wszystko było już ok., to pewnie nie strzeliłbym tej bramki [śmiech]. Momentowi brakowało oddechu i nie zawsze mogłem ruszyć za akcją - przyznał piłkarz Lechii.

Sam mecz w wykonaniu swojego zespołu ocenił pozytywnie, poza końcówką pierwszej połowy.

- Zaczęliśmy bardzo ofensywnie, szybko strzeliliśmy dwie bramki, ale po 25 minutach oddaliśmy pole rywalowi, straciliśmy niepotrzebną bramkę i zrobiło się nerwowo. W przerwie usłyszeliśmy od trenera trochę ostrych słów, które dobrze na nas wpłynęły i pobudziły nas do lepszej gry - podkreślił Peszko.

Kibicom Lechii mogły przypomnieć się koszmary ze wspomnianego meczu z Koroną, kiedy biało-zieloni również prowadzili 2:0, a mimo tego dali sobie strzelić dwie bramki i dopiero w końcówce szczęśliwie przechylili szalę na swoją korzyść.

- Mnie się ten mecz nie przypomniał, raczej myślałem, że zaraz pójdzie jakaś kontra na trzecią bramkę, zresztą były ku temu okazje. Tak naprawdę Ruch nie miał wielu sytuacji do zdobycia gola. Groźny był tylko ten strzał z rzutu wolnego [Patryk Lipski trafił w słupek], poza tym kilka razy było zamieszanie w naszym polu karnym, ale nic klarownego. Nie zrobili żadnej akcji złożonej z trzech, czterech podań, po którym ktoś wyszedł na czystą pozycję. I za to chwała dla naszej defensywy - zaznaczył skrzydłowy biało-zielonych, który jest bardzo blisko powrotu do reprezentacji Polski na najbliższe mecze eliminacji mistrzostw świata.

- Jestem w stałym kontakcie z trenerem Nawałką, jeśli otrzymam powołanie będę gotowy na milion procent - deklaruje Peszko.

Lechia, mimo, że jest liderem tabeli, wciąż czeka w tym sezonie na przekonujące zwycięstwo, na mecz, w którym jest lepsza od rywala od pierwszej do ostatniej minuty i nie musi do ostatnich sekund drżeć o wynik.

- Suwerenny mecz? Będzie z Arką - zakończył zadowolony Peszko.

Przypomnijmy, że pierwsze w tym sezonie derby Trójmiasta odbędą się 30 października w Gdyni.

Więcej o:
Komentarze (1)
Sławomir Peszko: Suwerenne zwycięstwo? Będzie z Arką
Zaloguj się
  • Edmund Mazur

    Oceniono 1 raz 1

    Ty cwaniaczku nie bądż takim kozakiem .Do kadry to się nadajesz jak słoń do składu porcelany.Z Gdyni natomiast smarku sobie nie dworuj bo nawet się nie obejrzysz a dostaniesz po mordzie szczylu.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX