Sport.pl

Grzegorz Kuświk: Nie mam wielkiego ciśnienia na strzelanie bramek [ROZMOWA]

Przed sezonem 2016/17 Grzegorz Kuświk deklarował, że Lechia zdobędzie mistrzostwo Polski, a on sam strzeli przynajmniej dwadzieścia bramek w Lotto Ekstraklasie. Na razie w jego dorobku są trzy trafienia. - Nie robię z tego wielkiej tragedii. Wiem, że kolejne bramki przyjdą - mówi napastnik biało-zielonych w rozmowie z trojmiasto.sport.pl.
Tomasz Galiński: Zgadzasz się ze stwierdzeniem, że wasza sytuacja w tabeli wygląda aktualnie lepiej niż sama gra?

Grzegorz Kuświk: Cóż, nasza sytuacja na pewno wygląda bardzo dobrze. Zwłaszcza jeśli zestawimy to z poprzednim sezonem, wtedy na początku nie było zbyt kolorowo. Po przyjściu trenera Piotra Nowaka musieliśmy gonić czołówkę, dlatego na każdy mecz wychodziliśmy tak ofensywnie, co przekładało się na efektowną grę. Teraz z kolei jesteśmy na początku rozgrywek i trzeba na to spojrzeć z nieco innej strony. Nie chcę mówić, że gramy brzydko. Po prostu gramy inaczej, mamy wszystko pod kontrolą i musimy pilnować naszego miejsca w tabeli. Nie możemy sobie pozwolić na to, by w jednym czy drugim spotkaniu tracić bramki po kontratakach. Liczą się punkty, do zimy musimy ich nazbierać jak najwięcej. Z drugiej strony uważam, że jeśli będziemy musieli podkręcić tempo i zagrać ofensywniej, to zdecydowanie nas na to stać.

Mimo wszystko trudno was krytykować. Zwłaszcza jeśli spojrzy się na wyniki Lechii w rundzie jesiennej w poprzednich sezonach. Zawsze było tak, że jesienią drużyna grała słabo i na wiosnę musiała gonić. Teraz nic takiego nie ma miejsca.

- Punkt straty do pierwszego miejsca to tyle co nic. Wystarczą dwa lub trzy mecze i ponownie będziemy z przodu. Według mnie najważniejsze będzie to, na którym miejscu skończymy rundę wiosenną, bo o wiosnę w naszym wykonaniu jestem spokojny. Jakoś tak się dzieje, że na wiosnę większość naszych zawodników jest w lepszej formie.

Jesteś zaskoczony obecną sytuacją w tabeli? Jagiellonia liderem, Termalica na drugim miejscu, Legia pałęta się gdzieś w dole, nie wspominając już o Wiśle Kraków.

- Rzeczywiście, Wisła miała w ostatnim czasie sporo problemów. Legia również, ale trzeba zauważyć, że wraz z trenerem Besnikiem Hasin przyszło do zespołu wielu nowych zawodników. Nie jest łatwo wszystko ogarnąć w tak krótkim czasie. Ale to nie są nasze zmartwienia. Nie możemy patrzeć się za siebie, tylko uciekać do przodu.

Raczej nikt nie ma wątpliwości co do waszego potencjału piłkarskiego. A mentalnie jesteście gotowi do walki o mistrzostwo?

- Mamy na tyle doświadczony zespół, że zupełnie nie powinniśmy się obawiać o naszą stronę mentalną. Wiadomo, że ostatni mecz w Warszawie nam nie wyszedł, ale każdemu zdarzają się wpadki. Stać nas na to, by walczyć o najwyższe cele.

Czego brakuje wam najbardziej? Jakub Wawrzyniak mówi, że jakiegoś przekonującego zwycięstwa, które doda wam jeszcze więcej pewności siebie.

- Przede wszystkim brakuje 4-5 punktów więcej, bo były one zdecydowanie w naszym zasięgu. Zdarzyły się jednak wspomniane wpadki. Kuba rzeczywiście trafił w punkt, gdyż w poprzednim sezonie potrafiliśmy wygrywać 5:0 czy 5:1. Uważam, że takie spotkanie przyjdzie i w tym sezonie. Z drugiej strony nie będziemy patrzeć na rozmiary zwycięstw. Możemy pięć razy wygrać po 1:0 i też będzie dobrze. W tym momencie liczą się punkty, a nie styl.

Co jest najbardziej niepokojące w waszej grze? Odnoszę wrażenie, że takie wahania formy nawet w trakcie jednej połowy. Wszyscy pamiętamy mecze z Koroną Kielce czy Ruchem Chorzów, gdy przez pół godziny graliście świetnie, a potem - po stracie gola - mieliście ogromne problemy.

- Nie ma co ukrywać, że czasami tracimy bramki w głupi sposób, które wpływają na dalszą fazę meczu. Zgodzę się, że te wahania formy są naszym małym problemem, jednak na razie udaje nam się wygrywać. Oczywiście, nie powinny się one nam przytrafiać. Z Ruchem przez 30-35 minut graliśmy fantastycznie, a nagle wszystko siadło. Czasami trzeba cierpieć. W poprzednim sezonie, gdy trafiliśmy jednego czy drugiego gola, to nie byliśmy w stanie zrobić nic. Teraz jest odwrotnie, co jest naszą siłą.

Trener Nowak wspominał nam ostatnio, że nauczyliście się grać bez piłki. Mówił, że w poprzednim sezonie cały czas chcieliście być w jej posiadaniu, a gdy tylko przejmował ją przeciwnik, to wy zaczęliście panikować.

- Rzeczywiście, cały czas chcieliśmy mieć piłkę i stwarzać sytuację pod bramką rywala. To był nasz problem, że nie radziliśmy sobie, gdy była odwrotna sytuacja i przeciwnik atakował. Teraz umiemy bronić się całą jedenastką, jeśli tylko zajdzie taka potrzeba. Wiadomo, że nie da się trzymać piłki przez pełne 90 minut.

Bartosz Bereszyński mówił po ostatnim meczu, że wybili wam z głowy marzenia o mistrzostwie. Patrzę w tabelę i coś tu się nie zgadza. Lechia ma 22 punkty, natomiast Legia 13.

- Ciężko mi cokolwiek powiedzieć. Mogliśmy mieć nad Legią 15 punktów przewagi, a mamy dziewięć. Spokojnie, jest jeszcze wiele kolejek przed nami. Na pewno nie będziemy nikogo osądzać po jednym meczu. Jedna porażka nie wpłynie na nas negatywnie.

Może tylko ja odnoszę takie wrażenie, ale wydawało mi się, że przed meczem z Legią byliście nawet za bardzo pewni siebie. Mario Maloca wypowiadał się tak, że nic wam nie może się stać, że jesteście najlepsi i generalnie jedziecie do Warszawy jak po swoje.

- Każdy z nas jest pewny siebie, ale na mecz w Warszawie na pewno nie wyszliśmy z nadmierną pewnością. Zgadzam się z Mario, że mamy najlepszego trenera i świetną atmosferę w drużynie. Po jednym przegranym spotkaniu nie będziemy załamywać rąk. Po prostu Legia była tego dnia od nas lepsza i trzeba to przyjąć z pokorą.

W obecnym sezonie dostaliście aż 32 żółte kartki, chociaż faulujecie w zasadzie najmniej w lidze. Tylko Ruch Chorzów rzadziej przekraczał przepisy. Trener mówił, że to trochę niepokojące, bo rywale grają z wami ostro, a sędziowie patrzą na nich bardziej przychylnie.

- Trener wspominał nam o tym w szatni. Nie będziemy się tym zamartwiać. Jeśli dostajemy kartki, to trudno. Nic na to nie poradzimy i nie będziemy robić z tego wielkiej afery, choć oczywiście z jedną czy drugą kartką się nie zgadzamy. Przed meczami z Legią i Ruchem rozmawialiśmy z sędziami i zostali uczuleni na pewne rzeczy. Myślę, że powoli będziemy odchodzić od tego, że Lechia fauluje najmniej, a najczęściej ogląda żółte kartki. Zresztą nawet jeśli jeden z naszych zawodników będzie musiał pauzować, to mamy na tyle szeroką kadrę, że bez problemu sobie z tym poradzimy.

Trener Nowak najwyraźniej chce was przygotować do radzenia sobie z błędnymi decyzjami sędziego. Mówił nam, że na treningach bawi się w arbitra i gwiżdże wszystko w drugą stronę.

- (śmiech). Faktycznie, czasami tak jest. I choć ma to raczej wymiar humorystyczny, to jednak wiadomo, że w ferworze walki nigdy nie jest miło, gdy gwiżdże się przeciwko tobie. Zdajemy sobie sprawę, że jest to trening i nie mamy na to wpływu. Tak samo jest w trakcie meczu, sędzia też może się pomylić. My nie możemy tracić energii na niepotrzebne dyskusje z sędziami.

Zaczynałeś sezon jako podstawowy napastnik, ostatnio byłeś jednak ustawiany na skrzydle, z kolei w Warszawie rozpocząłeś mecz na ławce. Nie czujesz, że twoja pozycja w drużynie została lekko zachwiana?

- Zdecydowanie nie. W ostatnim czasie miałem trochę problemów zdrowotnych. Na Legię byłem gotowy w stu procentach. Myślałem, że zagram od początku, ale trener postanowił inaczej. Drużyna wcześniej wygrała i widocznie nie było sensu niczego zmieniać. Trzeba ciężko pracować i liczę, że na najbliższy mecz w Lubinie wrócę do podstawowej jedenastki.

Przed sezonem zapowiadałeś walkę o mistrzostwo, a także strzelenie dwudziestu goli. Podtrzymujesz?

- Oczywiście, że tak. Każdy napastnik lubi strzelać bramki, choć oczywiście nie mam na nie jakiegoś wielkiego ciśnienia. Na razie strzeliłem trzy gole, ale jestem spokojny o siebie. Wiem, że kolejne przyjdą i nie robię z tego wielkiej tragedii. Najważniejsze, że moja drużyna jest bardzo wysoko w tabeli. Indywidualne osiągnięcia nie mogą być ponad dobro zespołu. Fajnie, że Lechia nie jest zależna od jednego strzelca, tylko rozkłada się to na kilku zawodników. Każdy z nas jest w stanie strzelać bramki.

Marco Paixao mówi, że jest najlepszym napastnikiem w polskiej lidze. Rozumiem, że ty się z nim nie zgadasz?

- (śmiech). Nie mam z tym żadnego problemu. Jeśli tak mówi, to mi nie pozostaje nic innego jak tylko przyklasnąć. Marco ma swoje dobre strony, ja mam swoje. Najważniejsze byśmy razem dobrze współpracowali na boisku.



Więcej o: