Sport.pl

A my swoje. Transfery Lechii. Brakuje: "Zaryzykujmy!"

Felietony kibica Lechii Gdańsk
Długie zimowe popołudnia i weekendy bez wizyty na stadionie odchodzą w zapomnienie. To już nawet nie tygodnie. Do rozpoczęcia rundy wiosennej możemy odliczać dni.

Jednak przerwa zimowa także przynosi kibicom swego rodzaju dawkę emocji. Poza spoglądaniem na wyniki meczów sparingowych swojej drużyny jest to czas, gdy nasłuchujemy miłych wieści o wzmocnieniach bądź, tych zdecydowanie mniej przyjemnych, o osłabieniach swojej drużyny.

Kluby poprzez aktywność na rynku transferowym w pewien sposób zarysowują swoje cele. Niektóre określają ambicję walki o poprawienie dotychczasowej lokaty. Inne walczą o zachowanie swego "piłkarskiego stanu posiadania". Jeszcze inne, to najgorszy przypadek, osłabiają się, sugerując swoim kibicom, by nie przesadzali z oczekiwaniami.

Z wielkim zaciekawieniem obserwowałem wydarzenia na tym polu w Gdańsku. Najbardziej dotkliwymi stratami wydają się być odejścia dwóch piłkarzy, którzy w ostatnich latach mieli niebagatelny wpływ na postawę gdańskiej drużyny: Huberta Wołąkiewicza oraz Pawła Buzały.

Dodatkowo szeregi Lechii opuścili zawodnicy, z którymi sztab szkoleniowy nie wiązał specjalnych nadziei na przyszłość, bądź w ostatnim czasie nie odgrywali znaczących ról w zespole, czyli Marcina Kaczmarka, Marka Zieńczuka, Jakuba Zabłockiego i Mateusza Bąka.

Akurat fakt, że bez żalu pozwolono odejść zawodnikom, którzy w najlepszym wypadku walczyli by o miejsce w meczowej osiemnastce, należy ocenić jako postępowanie jak najbardziej właściwe.

Straty są jednak, przynajmniej ilościowo, bardzo poważne. Kto w zamian? W obecnej chwili zakontraktowano... jednego zawodnika. Tym piłkarzem jest Levon Hayrapetyan - boczny obrońca z Armenii. Jedną nogą w Gdańsku wydaje się być również Kamil Poźniak, obecnie nadal piłkarz Bełchatowa.

Podsumowując, w teorii liczy się jakość, a nie ilość. Jednak oceniając potencjał Lechii na obecny moment, patrząc przez mocno różowe okulary, można pokusić się co najwyżej o stwierdzenie, że zespół w tej chwili prezentuje analogiczny potencjał jak jesienią.

Z jednej strony wobec zapowiedzi włodarzy gdańskiego klubu, że celem jest utrzymanie dotychczasowej lokaty, a na walkę o wyższe cele czas nadejdzie w kolejnym sezonie, taka zachowawcza polityka transferowa może wydawać się poniekąd usprawiedliwiona.

Nie będę ukrywać, że osobiście marzyła mi się trochę inna postawa władz klubu. Po cichu liczyłem, że któryś z decydentów uderzy pięścią w stół i powie: "Panowie, faktycznie silną ekipę mieliśmy budować za pół roku, jednak jest niepowtarzalna szansa powalczyć o coś już teraz! Zaryzykujmy!"

Cenię fakt, że władze Lechii potrafią odpowiednio zadbać o tzw. stabilność finansową klubu, nie neguję metody małych kroków. Wiem, że zdrowiej jest jeść spokojnie małą łyżeczką niż wielką chochlą.

Pamiętamy jednak, że już za pół roku Lechia będzie występować na ponad 40-tysięcznej PGE Arenie i by przenosiny klubu na nowy stadion okazały się sukcesem, nie może tam występować zespół, który będzie walczył o miejsce w środku tabeli, czyli mówiąc wprost o nic!

Dlatego, wydaję mi się, że odważniejsza i bardziej zdecydowana polityka transferowa już teraz byłaby nie tylko uzasadniona, ale i wręcz wskazana. Dodatkowo biorąc pod uwagę fakt, że kilka "etatów" się zwolniło, także od strony finansowej wzmocnienie składu nie powinno drastycznie nadwerężyć budżetu.

Co prawda to już ostatni dzwonek by wzmocnić drużynę, jednak ponoć naprawdę dobry piłkarz potrafi się odnaleźć w zespole "z marszu".

Prawdziwa transferowa weryfikacja i tak odbędzie się na boisku, pierwszy bardzo istotny test już za moment w Chorzowie...

Z biało-zielonymi pozdrowieniami

Edwin



PS. Zapadła decyzja o zamalowaniu napisu na murze. Tak, jak napisał w oświadczeniu zarząd Stowarzyszenia Kibiców Lechii Gdańsk Lwy Północy, ta decyzja prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza została przyjęta do wiadomości i nie będzie komentowana. I ja też nie zamierzam kontynuować tej dyskusji.

Wiemy jednak wszyscy, że padło w niej dużo poważnych zarzutów względem kibiców Lechii. Proszę mi wierzyć: podobnie jak ja rozumiem, że napis mógł się komuś nie podobać, tak samo, proszę wierzyć, że zarzuty stawiane zaocznie wszystkim kibicom klubu, wśród których te o ksenofobię należały do najłagodniejszych, były dla bardzo wielu osób niesprawiedliwe, krzywdzące.

Na zakończenie: to, czy drużyny przyjezdne są na stadionach lubiane, czy nie lubiane, najlepiej sprawdzić samemu. Kupić bilet i pójść na mecz. I zapewniam: z chęci, żebyśmy to my wygrali, a przyjezdni przegrali nie musi wcale wynikać nic złego.



Edwin Kuffel ma 30 lat. Lechii Gdańsk kibicuje od dziecka. W swoich felietonach reprezentuje wyłącznie swoje prywatne poglądy

Drużyna Lechii Gdańsk z przerwy zimowej wyjdzie: