Czy nowi piłkarze będą wzmocnieniem Lechii?

Przedstawiamy trzech nowych piłkarzy Lechii Gdańsk, którzy wzmocnili zespół w przerwie zimowej. Który z nich najbardziej pomoże drużynie?
Levon Hajrapetjan

Typowy lewy obrońca, który może grać również jako boczny pomocnik. Biorąc jednak pod uwagę rysunek taktyczny Lechii, jedyną pozycją, na której może grać Hajrapetjan, to lewa strona defensywy. Ormianin o miejsce w składzie rywalizować będzie z Vytautasem Andriuskeviciusem i wcale nie stoi na straconej pozycji. Jest solidny w grze obronnej i lubi podłączać się do akcji ofensywnych. W karierze był m.in. w niemieckim HSV Hamburg, można więc być pewnym, że pod względem taktycznym do gry przygotowany jest perfekcyjnie. Hajrapetjan w kwietniu skończy 22 lata, więc cała przyszłość przed nim. Niedawno zadebiutował w reprezentacji Armenii i w meczu z Gruzją zaprezentował się na tyle dobrze (zagrał 90 minut), że ma szanse na kolejne powołania. W Gdańsku na pewno szybko się zaaklimatyzuje, w końcu mieszka tu sporo Ormian. Jego przewodnikiem po mieście jest bliski przyjaciel, który studiuje w jednej z trójmiejskich uczelni.

Kamil Poźniak

Jego pozyskanie kosztowało Lechię niemal milion złotych. Przed młodym, 21-letnim pomocnikiem stoi więc duże wyzwanie, aby udowodnić, że wart jest takich pieniędzy. Prawdę mówiąc, jego dotychczasowe występy w GKS Bełchatów nie do końca uzasadniają wyłożenie aż tak wysokiej kwoty przez gdański klub, ale czas pokaże, czy trener Tomasz Kafarski i tym razem miał nosa. Co do jednego wątpliwości nie ma: Poźniak to piłkarz utalentowany, który ma papiery na granie. Jest kreatywny, na boisku imponuje zmysłem do nieszablonowych zagrań, dużo widzi. W rundzie jesiennej udowodnił to chociażby w spotkaniu z Legią Warszawa, kiedy na boisku rządził i dzielił i był jednym z głównych architektów efektownego zwycięstwa swojego zespołu. Problem w tym, że takich spotkań było do tej pory niewiele, w tym sezonie nie tylko nie zdobył żadnej bramki, ale nawet nie miał bezpośredniej asysty. No i pożegnał Bełchatów z łatką piłkarza, który jest słaby psychicznie i do którego głowy trudno dotrzeć. Ale to już zadanie dla trenera Kafarskiego.

Luka Vucko

Chorwacki wieżowiec (197 cm wzrostu) ma wypełnić lukę po Sergejsie Kożansie, którego z gry w rundzie wiosennej wyeliminowała kontuzja kolana. Wszystko wskazuje na to, że "Wilczek" (to polskie znaczenie nazwiska Vucko ) będzie ulepszoną wersją Łotysza. Nie ma sensu rozpisywać się o skuteczności Chorwata w pojedynkach powietrznych, bo wiadomo, że przy tym wzroście będzie on królem pola karnego Lechii, a pewnie i w ofensywie dołoży coś ekstra. Najwięcej obaw budzą zwrotność i szybkość Vucki, jednak z tego, co mówią szkoleniowcy Lechii, pod tym względem na pewno nie ustępuje on Kożansowi. I jeszcze jedna ważna rzecz: mimo niebanalnych warunków fizycznych, Chorwata nie można nazwać "drewniakiem". Demony związane z poziomem wyszkolenia technicznego byłego piłkarza Lechii Borisa Radovanovica, na pewno się nie obudzą. Wręcz przeciwnie, jak na swój wzrost całkiem dobrze radzi sobie w grze na ziemi i potrafi dokładnym podaniem wyprowadzić akcję ofensywną. Choć wiadomo, że przy taktyce Lechii zadaniem środkowego obrońcy po odbiorze piłki jest jak najszybsze dostarczenie jej do jednego ze środkowych pomocników. To oni mają się martwić, co dalej. Vucko jest również bardziej doświadczony niż Kożans. 2,5 roku spędzone w silnej lidze tureckiej (w sumie 47 rozegranych meczów), granie przeciw takim zawodnikom, jak: Milan Baros, Nihat Kahveci, Elano, Jo, Daniel Guiza czy Harry Kewell na pewno zrobiło swoje. W Polsce takich piłkarzy Vucko na swojej drodze nie spotka...

Polecamy - Najnowsze informacje o Lechii Gdańsk



Który piłkarz będzie największym wzmocnieniem Lechii?