Pięć powodów, dla których Lechia zagra w pucharach

Mało który zespół polskiej ekstraklasy ma taką paletę barw w formacjach ofensywnych. Lechia ma potencjał, aby strzelać dużo goli. Bardzo dużo.
1. Bo tak słaba wiosna, jak w poprzednich rozgrywkach, powtórzyć się nie może.

W sezonie 2009/2010 Lechia zdobyła wiosną raptem 11 pkt (w 13 meczach, dwa spotkania rundy wiosennej zostały rozegrane jesienią), wygrała ledwie dwa mecze, w tym tylko jeden na swoim stadionie! To bilans katastrofalny. Na dodatek Lechia na własne życzenie straciła szanse na awans do finału Pucharu Polski z Jagiellonią Białystok, choć tu wina leżała głównie po stronie trenera Tomasza Kafarskiego, który na pierwszy mecz półfinałowy - nie wiedzieć czemu - wystawił rezerwowy skład. Przez to w zapomnienie poszło jedyne wiosenne spotkanie, które Lechia może zaliczyć do udanych - wyjazdowe zwycięstwo 3:1 z Wisłą Kraków w ćwierćfinale Pucharu Polski.

Szkoleniowiec Lechii zdaje sobie sprawę z błędów, jakie popełnił rok temu, zarówno w kwestii przygotowania zespołu, jak i decyzji personalnych w poszczególnych meczach. Zapewnia, że wyciągnął wnioski i tym razem na wiosnę zobaczymy inną, lepszą Lechię niż w poprzednim sezonie. To również dla niego ogromne wyzwanie.

2. Bo są dwie drogi do Europy - przez ligę lub Puchar Polski.

W lidze strata do 3. miejsca, ostatniego gwarantującego grę w Lidze Europejskiej, wynosi obecnie cztery punkty, co przy dobrej grze jest jak najbardziej do odrobienia. A niewykluczone, że wystarczy zająć nawet 4. miejsce (jeśli Puchar Polski zdobędzie zespół, który na koniec sezonu zajmie w lidze miejsce 2. lub 3.), do którego Lechia traci tylko dwa punkty.

Jest również szansa w Pucharze Polski, gdzie biało-zieloni w ćwierćfinale zmierzą się z... Jagiellonią. Teoretycznie właśnie zdobycie pucharu jest łatwiejszą drogą do Europy. Lechię dzieli od niego tylko pięć meczów (dwa w ćwierćfinale, dwa w półfinale i jeden w finale), teoretycznie, żeby go zdobyć, nie musi nawet żadnego z nich wygrać (wystarczą korzystne remisy). Tyle że w tym sezonie stawka ćwierćfinałowa jest zabójcza. Z czołówki ligi brakuje tylko Korony Kielce i GKS Bełchatów, czyli zespołów - mimo wszystko - z drugiego szeregu. Już pierwszy rywal jest piekielnie trudny, przy ewentualnym awansie w półfinale czekać będą prawdopodobnie Polonia Warszawa (lub Lech Poznań), Wisła Kraków i Legia Warszawa.

Łatwiejsze może być więc zajęcie 3. lub 4. miejsca w lidze. Dlatego niezwykle ważny będzie początek wiosny - w meczach z Ruchem Chorzów i Polonią Bytom Lechia powinna wywalczyć komplet punktów.

3. Potencjał ofensywny.

Pozyskanie Kamila Poźniaka, powrót do wysokiej formy Aleksandra Sazankowa, zimowa skuteczność Bedi Buvala, kreatywność Abdou Traore, niekonwencjonalność Piotra Wiśniewskiego, nieprzewidywalność Ivansa Lukjanovsa, jeden z najlepszych duetów środkowych pomocników w lidze Łukasz Surma - Paweł Nowak, bezczelność w grze Marko Bajicia. Mało który zespół polskiej ekstraklasy ma taką paletę barw w formacjach ofensywnych. Lechia ma potencjał, aby strzelać dużo goli. Bardzo dużo.

4. Filozofia gry - przede wszystkim do przodu.

Punkt wynikający z poprzedniego. Trener Kafarski stworzył zespół, który ma grać ofensywnie, długo utrzymywać się przy piłce, stwarzać dużo sytuacji do zdobycia gola. W dzisiejszej piłce, zwłaszcza w polskiej lidze, taki styl gry jest rzadkością, ale przy jego użyciu można odnosić sukcesy i być skutecznym. Futbol ma być dla kibiców rozrywką, mozolne gromadzenie punktów nie może być celem samym w sobie. Jest w Europie kilka klubów, dla których ładny styl gry jest równie ważny jak pozycja w tabeli, ale nawet zakładając zachowanie odpowiednich proporcji, lepiej nie wymieniać ich nazw. Można się narazić na śmieszność...

5. Świadomość przenosin na PGE Arena.

Zespół grający na tak nowoczesnym i dużym stadionie powinien uczestniczyć w europejskich pucharach. Jeśli to nie zadziała na wyobraźnię piłkarzy, nie przysporzy im dodatkowych kilku procent zaangażowania, pasji, pazerności na zwycięstwa, to nie wiadomo, co może ich bardziej zmotywować.