Oceny piłkarzy Lechii Gdańsk za mecz z Ruchem Chorzów

Traore dobrze, obrona poprawnie, reszta do poprawki.
Sebastian Małkowski. Lechia zawdzięcza mu to, że już na początku meczu nie straciła gola. Szczególne brawa należą mu się za interwencję z 4. min, kiedy wygrał pojedynek sam na sam z Wojciechem Grzybem. Potem miał zdecydowanie mniej pracy.

Marcin Pietrowski. Nie parł tak do przodku jak Deleu, którego zastępował, ale zagrał poprawnie i o to właśnie chodziło. Nikt nie oczekiwał przecież fajerwerków na prawej stronie od nominalnego pomocnika.

Luka Vucko. Udany debiut. Tak jak od niego oczekiwano, panował w przestrzeni powietrznej nad polem karnym Lechii. Może w następnych meczach wykorzysta swoje atuty także w polu karnym rywali.

Krzysztof Bąk. Po dość chaotycznym początku wszedł na swój dobry poziom i został na nim już do końca spotkania.

Vytautas Andriuskevicus. Wrócił do ligowej gry po kontuzji i może być zadowolony ze swojej postawy. Dobrze ustawiał się, miał kilka przechwytów. Na pewno mobilizująco wpłynął na niego siedzący na ławce rezerwowych Levon Hajrapetjan.

Marko Bajić. Też miał rozbrat z ligową piłką i było to niestety widać. Raz w swoim stylu zakręcił rywalami na krótkiej przestrzeni, efektownie rozegrał piłkę z Traore i od razu było zagrożenie pod bramką Ruchu. Ale na tym efektowny futbol w jego wykonaniu się skończył.

Łukasz Surma. To nie był dobry mecz kapitana Lechii. Jego błąd w 3. min mógł się zakończyć stratą gola, potem zbyt często przytrafiały mu się niecelne podania i straty.

Kamil Poźniak. Młody piłkarz ma do udźwignięcia dodatkowy ciężar - miano najdroższego w Lechii. Wyszedł w podstawowym składzie, starał się i w pierwszej połowie wyglądał co najmniej przyzwoicie. W drugiej było już znacznie gorzej i musi liczyć się z tym, że o miejsce w jedenastce będzie mu na razie ciężko.

Abdou Traore. Najlepszy w gdańskiej ekipie, co nie oznacza że bardzo dobry. Dryblował, inicjował kombinacyjną grę, ładnie strzelił z 30 m, ale nie wykorzystał w pełni palety swoich umiejętności.

Aleksandr Sazankow. To ma być jego runda, ale po tym, co pokazał w Chorzowie, można mieć co do tego poważne wątpliwości. Owszem, był aktywny, ale przy tym niezwykle chaotyczny. A to źle przyjął prostą piłkę, to kopnął futbolówkę jakby nie miał siły w nogach, brakowało mu szybkości. Próbował indywidualnych akcji, ale najczęściej ich tempo było ślamazarne.

Bedi Buval. Wszyscy czekali, aż "depnie" w swoim stylu i... nie doczekali się. Choć i tak był najbliższy zdobycia gola ze wszystkich lechistów - po wrzutce Surmy strzelił głową tuż obok słupka.

Paweł Nowak, Ivans Lukjanovs, Piotr Wiśniewski. Grali zbyt krótko.