Lechia Gdańsk: Dziwne gole Ivansa Lukjanovsa

W sobotę Lechia Gdańsk pokonała 2:1 Jagiellonię Białystok. Do kolejnej dziwnej bramki w ekstraklasie przyczynił się napastnik biało-zielonych Ivans Lukjanovs.
Zobacz "dziwnego" gola po strzale Lukjanovsa »

Lukjanovs latem 2009 roku przychodził do Lechii z łatką super snajpera. - Jak się rozhula w strzelaniu goli to nikt go nie zatrzyma - reklamował Łotysza jego rodak Sergejs Kożans. Aby sprawdzić zasadność tej teorii trzeba było poczekać aż do 8. kolejki, do meczu z Zagłębiem Lubin. Lukjanovs jako ostatni z piłkarzy Lechii dotknął piłki w akcji, która przyniosła biało-zielonym zwycięskiego gola. Po długich sporach gol uznany został jednak za samobójczy Michała Łabędzkiego. Być może dlatego nie nastąpił wtedy urodzaj na gole "Wani". Wątpliwości nie było dopiero po trafieniu Lukjanovsa w derbach z Arką w Gdyni, ale ci którzy oczekiwali wysypu bramek znów się zawiedli. Do końca sezonu 2009/2010 Łotysz zdobył już tylko jednego gola w lidze w meczu ze Śląskiem Wrocław, ale i przy nim pojawiły się głosy, że to zawodnik rywali jako ostatni musnął piłkę. Jeszcze większe wątpliwości wzbudził gol zdobyty w jesienią obecnego sezonu z Widzewem, gdzie udział łódzkiego zawodnika był już mocno widoczny.

Teraz w Białymstoku Lukjanovs znów uczestniczył w "dziwnej" sytuacji. Oficjalna liczba goli Łotysza w ekstraklasie to więc nadal 3. Gdyby jednak przyjąć założenie bardziej korzystne dla zawodnika (np. na wzór hokeja) to tych trafień miałby już 5. Z kolei zwolennicy całkowicie "czystych" bramek zatrzymali by zapewne swój licznik na liczbie 1. Tak czy siak Lukjanovs jest ważną postacią zespołu od której nie oczekuj się już serialu bramkowego. Od tego są w zespole inni piłkarze.