Oceniamy jak wypadli piłkarze Lechii Gdańsk w arcyważnym meczu z Lechem Poznań

Niedzielnym zwycięstwem nad Lechem Poznań 2:1 (0:1) gdańska Lechia mocno przybliżyła się do awansu do europejskich pucharów. Sprawdź, kto w tym meczu zasłużył na wyróżnienie, a komu należy się reprymenda.
Paweł Kapsa.

W pierwszej połowie przytrafił mu się poważny błąd, kiedy źle obliczył tor lotu piłki i minął się z nią - na szczęście bez konsekwencji. Potem obronił kilka strzałów (m. in. Stilicia), a najlepszą interwencją popisał się zatrzymując dynamiczną akcję Wojtkowiaka na początku drugiej połowy. Przy golu bez szans.

Deleu.

Kursował prawą stroną z wielką pasją. Posłał kilka niezłych "miękkich" piłkę w pole karne. Po najlepszym na wiosnę występie czeka go... pauza za żółte kartki.

Luka Vucko.

Winę za bramkę odpowiadają piłkarze z pola, w tym także środkowi obrońcy i Vucko. W 13. min. stracił piłkę przed pole karnym na rzecz Murawskiego, ale zdążył naprawić błąd. Po przerwie desperackim wślizgiem zażegnał niebezpieczeństwo.

Krzysztof Bąk.

Poza straconą bramką bez zastrzeżeń.

Vytautas Andriuskevicius.

Raz pozwolił na dynamiczny Wojtkowiakowi, ale to chyba jedyny minus. Dobry mecz, choć nie tak aktywny jak Deleu.

Marko Bajić.

To on sprokurował rzut wolny po którym Lech przeprowadził bramkową akcję. Ale nie to było najgorsze. Serbski pomocnik zamiast przyblokować piłkę tłumaczył się trenerowi Kafarskiego, a goście grali... Ale miał też kilka niezłych akcji. Rzucił świetną piłkę, która minęła Arboledę i trafiła do Lukjanovsa, potężnie i celnie przymierzył też z ponad 30 metrów.

Łukasz Surma.

Mobilizował kolegów do walki samemu dając bardzo dobry przykład. Przyniosło to efekt.

Marcin Pietrowski.

Początek meczu należał do niego. Grał dynamicznie i kreatywnie, był z tyłu i z przodu. Zagubił się na początku drugiej połowy, kilka razy za darmo oddając proste piłki.

Paweł Nowak.

Asystent co się zowie. Piłkarz bez którego podań Lechia nie byłaby dzisiaj na 3. miejscu. Decydujące podanie do Traore - podręcznikowe.

Ivans Lukjanvos.

Odblokował się po wyrównaniu, od razu grało mu się lżej i było to widać gołym okiem. Ale w pierwszej połowie też miał dobre momenty. Mógł strzelić gola, ale jego lob był ciut niecelny.

Abdou Traore.

Wyglądało, że nie będzie to jego mecz, ale on miał inne zdanie. Strzelił dwa bezcenne gole, które dały Lechii powrót na podium a jemu realną szansę na koronę król a strzelców. Ma już 11 zdobytych goli, czyli o dwa mniej niż Tomasz Frankowski.

Bedi Buval.

Tak jak wcześniej w meczu z Legią dał dobrą zmianę. Walczył, szukał gry i choć gola nie strzelił (niecelne uderzenie) to może być z siebie zadowolony.

Levon Hajrapetian i Jakub Zejglic. Grali zbyt krótko, by ich ocenić.