Sport.pl

"Gazeta" i trojmiasto.sport.pl ocenia piłkarzy Lechii w sezonie 2010/2011

W zakończonym sezonie Lechia miała sześciu piłkarzy, którzy reprezentowali wysoki poziom ekstraklasowy. Reszta prezentowała rozchwianą formę, a część wręcz statystowała
FILARY

Krzysztof Bąk (29 meczów, 2521 minut) - równa, wysoka forma przez cały sezon. Oczywiście, gdyby był saperem, nieraz wyleciałby w powietrze, bo zdarzały mu się głupie wpadki. W sumie, jak na tak newralgiczną pozycję, błędów popełnił jednak niewiele.

Ivans Lukjanovs (29, 2206) - taki "wiatrak" potrzebny jest w każdym zespole. Łotysz, nawet jeśli zdarzały mu się słabsze mecze, zawsze absorbował obronę rywala. Gdyby jeszcze strzelał więcej goli...

Paweł Nowak (29, 2355) - znakomity sezon wychowanka Wisły Kraków. Prawdziwa pszczoła robotnica, na boisku praktycznie się nie zatrzymywał. Stawiał stempel na większości akcji, po których padały bramki dla Lechii.

Łukasz Surma (30, 2700) - admirał załogi, przez cały sezon nie zszedł z pokładu nawet na minutę. Na początku rundy wiosennej wpadł w mały dołek formy, ale i tak ciężko wyobrazić sobie zespół bez niego.

Abdou Traore (27, 2233) - napisano już o nim wszystko. Zadanie dla kierownictwa klubu: zatrzymać go w Lechii na kolejny sezon!

Luka Vucko (15, 1350) - drugi obok Surmy piłkarz, który we wszystkich meczach grał od 1. do 90. minuty (oczywiście tylko w rundzie wiosennej). Z oczywistych względów (197 cm wzrostu) uwielbia, kiedy piłka lata w powietrzu, ale gdy spada na ziemię, Chorwat również radzi sobie znakomicie. Mimo koszykarskich gabarytów imponuje wyszkoleniem technicznym.

KAMELEONY

Vytautas Andriuskevicius (17, 1378) - solidność bez fajerwerków. Litwin dobrze zaczął sezon, potem z rytmu wybiła go kontuzja, ale czy to jest dla Lechii lewy obrońca na lata? Bardzo wątpliwe.

Marko Bajić (20, 1039) - potrafi zachwycić, choć dużo częściej jednak irytuje. Jest niczym odbezpieczony granat - może wyrządzić krzywdę rywalowi, ale równie dobrze wybuchnąć w ręce. Jego rozwój hamują nieustanne kontuzje.

Bedi Buval (23, 1696) - to w sumie niezły napastnik, ma tylko jedną wadę - nie strzela bramek. Najlepiej sprawdził się w roli jokera wchodzącego na boisko na podmęczonego rywala. Tylko czy Lechię stać na tak drogiego rezerwowego (Francuz zarabia ponoć 50 tys. zł miesięcznie)?

Deleu (28, 2273) - to klasyczny wytwór brazylijskiej szkoły bocznych obrońców, czyli: najważniejsza jest gra do przodu, a w defensywie jakoś to będzie. W przypadku Deleu to "jakoś to będzie" oznaczało zazwyczaj beznadziejnie. Szczególnie w rundzie wiosennej. Lechia bezwzględnie potrzebuje lepszego prawego obrońcy.

Levon Hajrapetjan (10, 576) - przychodził do Lechii jako lewy obrońca, ale lepiej sprawdzał się w środku pola. Ma świetnie ułożoną lewą nogę, dzięki czemu znakomicie wykonuje stałe fragmenty gry. I choćby z tego powodu warto, żeby jak najdłużej przebywał na boisku. Trzeba mu tylko znaleźć odpowiednią pozycję.

Paweł Kapsa (19, 1710) - nie jest wartością dodaną zespołu, bo świetne interwencje przeplata prostymi błędami. Bilans wychodzi więc na zero, a to chyba trochę za mało, jak na bramkarza zespołu, który chce walczyć o najwyższe cele w lidze.

Sergejs Kożans (10, 900) - większość sezonu stracił przez kontuzję, więc ciężko go ocenić. Kiedy jednak grał, zazwyczaj nie zawodził.

Sebastian Małkowski (11, 990) - błyskawiczna kariera - w ciągu kilku miesięcy przeskoczył z III ligi do reprezentacji Polski - wyraźnie mu nie posłużyła, a wręcz zaszkodziła. Zanim pomyśli o zaszczytach, musi odbudować swoją pozycję w Lechii.

Marcin Pietrowski (23, 1161) - co prawda w żółwim tempie, ale jednak robi postępy. To obok Tomasza Dawidowskiego jedyny w szerokiej kadrze wychowanek Lechii, więc tym bardziej dziwne, że dla części kibiców biało-zielonych stał się obiektem drwin. Podobnie było kiedyś z Pawłem Buzałą, którego ci sami krzykacze dziś wspominają z rozrzewnieniem.

Piotr Wiśniewski (11, 483) - chyba tylko wróżbita Maciej mógłby odpowiedzieć na pytanie, co osiągnąłby ten piłkarz, gdyby nie prześladujące go kontuzje. "Wiśnia" po dobrej jesieni miał być w rundzie wiosennej jednym z filarów zespołów, niestety, kolejny uraz wyeliminował go z gry na wiele miesięcy.

STATYŚCI

Tomasz Dawidowski (18, 592) - to na pewno jeden z największych walczaków w zespole, ale biorąc pod uwagę podeszły jak na napastnika wiek (33 lata), prochu to on już nie wymyśli. W minionym sezonie zupełnie bezbarwny, zapamiętany chyba tylko z wywalczenia rzutu karnego w meczu z Polonią Bytom.

Kamil Poźniak (12, 430) - największa zagadka zespołu. Przez całą wiosnę sprawiał wrażenie przymulonego, jakby ciążyła na nim świadomość ogromnych pieniędzy wydanych na niego przez Lechię (milion złotych). Ciężko przewidzieć, czy w kolejnym sezonie Poźniak w końcu odpali.

Aleksandr Sazankow (9, 182) - kompletny niewypał transferowy. Białorusin cały sezon adaptował się do gry w polskiej ekstraklasie i szło mu to tak opornie, że w kolejnym będzie musiał podjąć kolejną próbę. Jak na zawodnika, który kosztował 300 tys. euro, trwa to stanowczo zbyt długo.

BEZ OCENY

Rafał Janicki (3, 270), Jakub Popielarz (4, 174), Jakub Zejglic (4, 57) - grali zbyt krótko, aby ich ocenić. Żeby się rozwijać, powinni zostać wypożyczeni.

Który z piłkarzy Lechii był w sezonie 2010/2011 najlepszy?
Więcej o: