Sport.pl

Jabadabadu! To on ma strzelać bramki dla Lechii Gdańsk

Ten okrzyk radości Freda Flinstona bohatera znanego filmu animowanego płynął z głośników na stadionie w Waalwijk po każdym golu strzelonym przez Freda Bensona. - ?Flinston? to nie jest mój przydomek, ja nawet nie lubię tej kreskówki! Ale dobra, możecie to puszczać w Gdańsku, bylebym strzelał bramki - mówi 27-letni Benson
Benson strzelił dla RKC Waalwijk 45 goli w 114 meczach. W ostatnim sezonie pomógł swojemu zespołowi awansować do holenderskiej ekstraklasy, ale w niej nie zagra. Waalwijk wpadł w tarapaty finansowe i Benson postanowił wyjechać za granicę. - Czułem w sercu, że zmiana mi się przyda. Praktycznie całą karierę, nie licząc krótkiego epizodu w Chinach, spędziłem w Holandii - tłumaczy Benson za którego Lechia musiała zapłacić ponad 100 tys. euro (wkupienie ważnego kontraktu).

Cel: gra w Ajaksie

Urodził się w Afryce, w Ghanie. Do Holandii wyjechał z ojcem, kiedy miał 8 lat. - Na początku było mi smutno. Ale nie miałem problemów z porozumiewaniem się, bo w Holandii wszyscy mówią po angielsku, miałem też oparcie w rodzinie, która już od dłuższego czasu tam mieszkała i pomagała mi dorastać - wspomina Benson.

Jeszcze w Afryce polubił futbol, w Holandii powoli dojrzewał do decyzji, żeby zostać piłkarzem. - Na początku traktowałem piłkę jak zabawę. Ale jak podrosłem powiedziałem sobie, że chcę być zawodowym piłkarzem. Nawet postawiłem przed sobą cel: gra w Ajaksie Amsterdam. Ale tylko częściowo dopiąłem swego. Trafiłem do Ajaksu, trenowałem tam jako junior, ale do pierwszej drużyny mnie nie wzięli. Byłem zawiedziony, ale zrozumiałem, że gdzie indziej też można być profesjonalistą. Mam nadzieję, że za takiego będziecie mnie uważać w Gdańsku - mówi Benson.

Dlaczego wybrał właśnie Lechię? - Sporo poczytałem sobie o Lechii w internecie. Dowiedziałem się, że ma w składzie zarówno młodszych jak i starszych piłkarzy, którzy tworzą zagraną mieszankę. Pomyślałem, że nadarza się szansa, żeby spróbować czegoś nowego, w klubie, który z roku na rok pnie się coraz wyżej. Nie widziałem żadnego meczu Lechii w telewizji, oglądałem natomiast z bliska jak grała sparing [na zakończenie obozu w Opalenicy z ŁKS Łódź]. Zobaczyłem kilku naprawdę niezłych piłkarzy, kilku aspirujących do tego miana i nabrałem przekonania, że coś dobrego z tego w tym sezonie wyniknie - przekonuje.

Lubię czuć się wolny

W Lechii od lat brakuje snajpera z prawdziwego zdarzenia, a kolejni przychodzący napastnicy zawodzą. Tak było w poprzednim sezonie z Bedim Buvalem. Benson jest jednak dojrzalszym, ukształtowanym piłkarzem, który na zapleczu holenderskiej ekstraklasy regularnie strzelał gole. - Nie wiem czy jestem tym napastnikiem, na jakiego czeka Lechia, ale postaram się nim być. Musicie zobaczyć jak gram, wtedy będziecie mogli to ocenić. Sam jest ciekawy jak będę wyglądał w tej drużynie, ale to czy będę strzelał gole zależeć będzie ode mnie, ale również od moich nowych kolegów. Cieszę się, że trafiłem do drużyny, która gra ofensywny futbol. Nie znoszę defensywnej piłki, lubię czuć się wolny, przeć do przodu i cały czas szukać okazji do strzelenia goli - tłumaczy Benson.

Nowy napastnik Lechii rozegrał jeden mecz w młodzieżowej reprezentacji Holandii, ale o grze w dorosłej kadrze "Oranje" nie myśli. - W Holandii spędziłem większość mojego życia, ale to Ghanę uważam za swoją ojczyznę. Odwiedzam ją podczas każdych wakacji i moim marzeniem jest gra w reprezentacji Ghany - mówi 27-letni piłkarz. To optymalny wiek dla napastnika, ale zdecydowanie zbyt późno, aby nazywać go jeszcze talentem.

Czy Lechia postępuje słusznie inwestując w takiego piłkarza? - Fakt, nie jestem już młody, ale cały czas mam młodzieńcze marzenia. Przede wszystkim chciałbym kiedyś zagrać w Lidze Mistrzów. Nie jestem zresztą taki stary, myślę, że przede mną jeszcze przynajmniej 8 lat grania, trochę czasu na dostanie się do Champions League jeszcze więc mam. Kto wie, może uda mi się to z Lechią, a jak nie to będę próbować jeszcze w innych zespołach. Wiele jeszcze może się zdarzyć - wyjaśnia Benson.

Piłkarze jak gwiazdy Hollywood

Benson na razie aklimatyzuje się w Gdańsku. Mieszka sam w hotelu, ale niedługo przyleci do niego żona i razem będą się rozglądać za jakimś przytulnym lokum. Piłkarz liczy, że wtedy też znajdą czas, żeby trochę pokręcić się po Gdańsku i pozwiedzać. Benson zapewnia że jest spokojnym facetem, a jego największym hobby jest oglądanie filmów. - Ale nie kreskówki o Fredzie Flinstonie - śmieje się Benson.

Fredem Flinstonem został w Waalwijk. Podczas prezentacji zespołu latem 2008 roku, jej organizatorzy wpadli na pomysł, aby zrobić imprezę rodem z Hollywood i każdego piłkarza witać dźwiękami z jakiegoś filmu. Każdy zawodnik został więc porównany do jakiegoś bohatera. Pojawiali się kolejno kapitan Jack Sparrow ("Piraci z Karaibów"), Zorro, Rambo, Terminator czy Indiana Jones. Kryteria były różne - poruszanie się po boisku, sposób strzelania, pozycja lub po prostu podobieństwo. W przypadku Bensona nie było wahania, ze względu na imię wybrany został Fredem Flinstonem, postacią ze znanej kreskówki. Kiedy Benson pojawił się na stadionie rozległo się głośne "jabadabadu". Kibicom tak bardzo się to spodobało, że okrzyk ten puszczany był potem za każdym razem, kiedy Benson strzelał gola. - Ja naprawdę nie lubię tej kreskówki! Ale dobra, możecie to puszczać w Gdańsku, bylebym strzelał bramki - mówi.

Więcej o: