Sport.pl

Norbert Witkowski - przywiązany do Arki i do Iraklisu

Norbert Witkowski, były bramkarz i kapitan Arki Gdynia, znów trenuje z drużyną. Ale tylko czasowo. - Nigdy nie mówię nie, ale w tym momencie Arka ma zamkniętą kadrę bramkarzy, a ja nie doszedłem do porozumienia z prezesami - mówi Witkowski, który ma ważny kontrakt z Iraklisem Saloniki
Paweł Borkowski: Dlaczego znów trenuje pan z Arką?

Norbert Witkowski: Chciałem być cały czas w treningu, a znam doskonale trenera bramkarzy Arki Jarosława Krupskiego i wiem, czego mogę się u niego spodziewać. Poprosiłem o zgodę trenera Petra Nemeca, zarząd klubu też nie miał przeciwwskazań, więc postanowiłem potrenować w Gdyni co najmniej tydzień.

Tylko tydzień?

- Powiedzmy, że do wyjaśnienia mojej sytuacji w Grecji. Jestem po wstępnych rozmowach z działaczami Iraklisu Saloniki i zapewnili mnie, że opanują sprawy organizacyjne klubu [Iraklis miał kłopoty z otrzymaniem licencji]. Gdy to nastąpi, to pojadę trenować do Grecji. Do tego czasu zostaję w Gdyni.

Chce pan wypełnić obowiązujący kontrakt, czy szuka pan też nowego klubu?

- Na dzisiaj wiąże mnie roczny kontrakt z Iraklisem i chciałbym go wypełnić. Ale w klubie są wciąż duże zawirowania, a niepewność związana z tym, czy będziemy grali w ekstraklasie czy I lidze nie pozwala na spokojne funkcjonowanie. Dlatego w tej chwili jestem niejako w zawieszeniu i czekam, jak się sytuacja rozwinie. Jeśli się jednak nie dogadamy, to wkrótce będę wolnym zawodnikiem. Już dawno złożyłem dokumenty do FIFA o rozwiązanie kontraktu.

Bierze pan pod uwagę możliwość powrotu do Arki?

- Na razie wykluczam tę możliwość. Nie doszedłem do porozumienia z prezesami, ale nie chcę więcej o tym mówić. Nigdy nie mówię nie, ale w tym momencie Arka ma zamkniętą kadrę bramkarzy.

Sporo się zmieniło w Gdyni od pana odejścia.

- Powiem szczerze, że byłem zaskoczony. W szatni poznałem zaledwie kilku chłopaków. Jeśli klub zdecydował się na takie zmiany, trener zaufał takim zawodnikom, a nie innym, to mi tylko pozostaje trzymać za nich kciuki i życzyć najszybszego powrotu do ekstraklasy.

Odszedł pan w bardzo niejasnych okolicznościach. Właściwie do dziś nie znamy całej prawdy. Jak pan ocenia tamtą sytuację z perspektywy czasu?

- Pewne sprawy zaszły za daleko i nikt nie chciał wziąć odpowiedzialności na siebie. Myślę, że można to było załatwić w normalny sposób i nikt by nawet o tej historii nie słyszał, a Arka nadal by funkcjonowała w ekstraklasie. Z Arką wiązałem nie tylko najbliższą przyszłość, ale też dalszą, dlatego mam nadzieję, że jeszcze będzie mi dane dla niej zagrać.

Czy to jest zapowiedź osiedlenia się w Gdyni na stałe?

- Nie ukrywam, że nadmorski klimat jest bardzo przyjemny, a klub i miasto bardzo otwarte na piłkę nożną. Ja nie tylko chcę grać w piłkę, bo po zakończeniu kariery planuję zostać trenerem. Gdynia jest miejscem, które przyciąga do siebie, tutaj można spokojnie funkcjonować i rozwijać się pod względem sportowym, a także trenerskim.

Jak pan ocenia obecnego bramkarza nr 1 w Arce Marcina Juszczyka?

- Trudno się ocenia konkurentów. Myślę, że w Gdyni będą z niego zadowoleni. Grał już niejeden mecz w ekstraklasie i w I lidze spokojnie sobie poradzi. Jak już muszę oceniać, to powiem, że to był dobry ruch klubu.

A młodzi bramkarze Arki mogą mu zagrozić w walce o miejsce między słupkami?

- Wielokrotnie ubolewałem nad sytuacją młodzieży w klubie. Trenowałem z tymi chłopakami długi czas i obserwowałem, jak się rozwijają, robią postępy. Z nimi jest taka dziwna sytuacja, że za każdym razem, gdy jest obóz przygotowawczy, to jednemu bądź drugiemu coś się dzieje. Po moim odejściu była nawet taka sytuacja, że na treningu nie było żadnego bramkarza. Moretta jeszcze nie było, Szromnik był kontuzjowany, a Zochowi też coś dolegało. Zwykle jak były obozy przygotowawcze, oni nie byli zdolni do treningów i gier kontrolnych. Myślę, że to jest powodem, dla którego obecnie nie grają, bo gdyby przepracowali cały okres przygotowawczy, to na pewno któryś z nich wskoczyłby do bramki.

Zoch zadebiutował w ekstraklasie i nikt tego nie wspomina dobrze.

- Może w nieodpowiednim momencie dostał szansę, na którą czekał bardzo długo? Ciężko pracował, ale jak się nie przepracuje pełnego okresu przygotowawczego, to zawsze czegoś brakuje. W tamtym meczu był rzucony na głęboką wodę. Szkoda mi chłopaka, bo go znam i wiem, że jest ambitny i trenuje mocno. Myślę, że gdyby on i Szromnik byli zdrowi, to klub nie szukałby więcej bramkarza, tylko opierał się na nich.

ZACIEKAWIŁ CIĘ SIĘ TEN NEWS? KLIKNIJ "LUBIĘ TO" PONIŻEJ I SPRAW, ŻEBY ZAPOZNALI SIĘ Z NIM RÓWNIEŻ TWOI ZNAJOMI!

Więcej o: