Sport.pl

Arka Gdynia poległa w Nowym Sączu z Sandecją 0:3. Zemsta Arkadiusza Aleksandra

Arka Gdynia jechała do Nowego Sącza z zamiarem odniesienia pierwszego ligowego zwycięstwa. I na zamiarach się skończyło. Głównie za sprawą Arkadiusza Aleksandra, niegdyś piłkarza Arki, który ustrzelił hatt-tricka i pogrążył swój były klub.
Obie drużyny przystępowały do meczu z nożem na gardle. Ich aspiracje to walka o awans do ekstraklasy, tymczasem gdynianie zgromadzili dotychczas dwa punkty w dwóch meczach. Sandecja tylko jeden. - To będzie mecz niespełnionych drużyn - mówił przed pierwszym gwizdkiem Mariusz Kuras, trener Sandecji.

Arka rozpoczęła mecz w mocno zmienionym składzie względem poprzedniego ligowego meczu, zremisowanego 2:2 z Piastem Gliwice. Na środku obrony zabrakło kontuzjowanego Sławomira Mazurkiewicza i znajdującego się w kiepskiej formie Krzysztofa Łągiewki. Ich miejsce zajęli Palestyńczyk Omar Jarun i wracający do zdrowia po kontuzji Mateusz Siebert. W autokarze do Nowego Sącza nie znalazł się też dotychczasowy kapitan Arki Michał Płotka. Grę miał prowadzić Paweł Czoska.

Mecz od początku nie wyglądał jak pojedynek drużyn będących w podobnym położeniu. To Sandecja grała o życie, to w zagraniach jej zawodników widać było więcej polotu, ambicji i chęci. Gdynianie na ich tle wyglądali blado. Dość powiedzieć, że najlepszą okazję stworzyli dopiero w 60. minucie, gdy bramkarz Sandecji Marek Kozioł obronił w sytuacji sam na sam strzał Janusza Surdykowskiego. Co ciekawe, gdyński napastnik zamiast biec za zbyt krótko odbitą przez bramkarza piłką, stał i trzymał się za głowę. - Różnica między nami a Sandecją była taka, że gospodarzom chciało się grać i strzelać bramki. Z taką grą nie mamy co myśleć o górnej połowie tabeli - żalił się po meczu Petr Nemec, trener Arki.

Wszystkie gole dla Sandecji zdobył Arkadiusz Aleksander, który w sezonie 2003/04 strzelał gole dla... Arki. Już przed spotkaniem był mocno zmotywowany, by udowodnić swojemu byłemu klubowi, że zbyt łatwo z niego zrezygnowano. - Zrobię wszystko, by trzy punkty zostały u nas - zapowiadał. I zrobił. W pierwszej połowie wykorzystał rzut karny i trafił głową po dośrodkowaniu z rzutu wolnego Pavla Eismanna. Dziewięć minut przed końcem ustalił wynik meczu, po tym jak piłkę na pustą bramkę wyłożył mu Patryk Jędrzejowski. - Potrzebowaliśmy tego zwycięstwa. Dzisiaj ciężko walczyliśmy, by nie stracić kontaktu z czołówką. Jednak jedna jaskółka wiosny nie czyni, więc od razu zapominamy o Arce i myślimy o kolejnym meczu z Polonią Bytom - przekonywał rozpromieniony Kuras na pomeczowej konferencji.

A Arka? W trzech pierwszych meczach na dziewięć możliwych punktów zdobyła dwa. Teraz czeka ją wyjazd do liczącej kilkuset mieszkańców wsi Nieciecza, gdzie w pojedynku z miejscową Termaliką Bruk-Bet wcale nie będzie stawiana w roli faworyta.

Sandecja Nowy Sącz - Arka Gdynia 3:0 (2:0)

Bramki: Aleksander (32. k., 38., 80.)

Sandecja: Kozioł - Makuch, Frolich, Dymkowski CZ, Woźniak - Jędrzejowski, Berliński, Durić, Eismann (66. Janic) - Chmiest Ż (74. Gawęcki), Aleksander Ż (84. Wiśniewski).

Arka: Juszczyk - Krajanowski, Jarun, Siebert, Strzelecki - Kowalski (46. Niedziela), Czoska Ż, Kasperkiewicz (54. Budziński), Radzewicz - Arifović, Surdykowski (64. Ivanovski).

Dyskutuj z ludźmi, a nie z nickami - odwiedź profil Trójmiasto.Sport.pl na Facebooku »


Więcej o: