Sport.pl

Deja vu kibiców Arki Gdynia

Przed sezonem Arka Gdynia stawiana była w gronie głównych faworytów do walki o awans do ekstraklasy. Wystarczyły trzy kolejki, by te oczekiwania zweryfikować. Jeśli tak dalej pójdzie, to za rok możemy być świadkami pierwszych od lat derbów Gdyni. W II lidze - pisze dziennikarz ?Gazety? Maciej Dzwonnik.
O ile po pierwszym meczu, zremisowanym bezbramkowo z Wartą Poznań, nikt w Gdyni jeszcze nie bił na alarm, to czerwone światełko zapaliło się już po drugiej kolejce. Arka rzutem na taśmę uratowała wtedy remis z Piastem Gliwice, choć po pół godzinie gry przegrywała już 0:2. Dwa punkty w dwóch meczach rozegranych na własnym stadionie to katastrofa dla zespołu, który miał w cuglach wywalczyć powrót do ekstraklasy. Czary goryczy dopełnił niedzielny mecz wyjazdowy z Sandecją Nowy Sącz, która zdemolowała gdynian 3:0.

Jeśli z dziewięciu możliwych do zdobycia punktów drużyna zdobywa tylko dwa, to coś musi być nie w porządku. Co? Poddajmy analizie poszczególne formacje. Obsada bramki? Bez zastrzeżeń. Linia obrony? Tu już wypada przyjrzeć się bliżej. W pierwszych dwóch meczach na środku obrony zagrali Krzysztof Łągiewka i Sławomir Mazurkiewicz. Ten pierwszy przy byle okazji wybijał piłkę w trybuny, a drugi doznał kontuzji łydki. Zastępujący ich w meczu z Sandecją Omar Jarun i Mateusz Siebert nie stanęli na wysokości zadania, o czym świadczy wynik przywieziony z Nowego Sącza. Od początku słabo spisuje się również Radosław Strzelecki, ale tutaj alternatywy nie ma. Boczny obrońca ze względu na swój wiek (w I lidze jest obowiązek wystawiania co najmniej jednego młodzieżowca w każdym meczu) nie musi póki co obawiać się o miejsce w składzie.

W linii pomocy absolutnym niewypałem wydaje się być pozyskanie Piotra Kuklisa, który w pierwszych meczach był jej najsłabszym ogniwem. Dostrzegł to trener Petr Nemec, który byłego pomocnika Widzewa Łódź na mecz z Sandecją w ogóle nie zabrał. Nieporozumieniem było też powierzenie kapitańskiej opaski Michałowi Płotce, który zszedł po pierwszej połowie inauguracyjnego meczu z Wartą i w składzie Arki już więcej się nie pojawił. Są jednak i jasne strony, czyli Marcin Radzewicz i Paweł Czoska. Prochu nie wymyślą, ale wstydu też nie przyniosą.

Najwięcej kontrowersji wzbudza obsada linii ataku. Tam niezagrożone miejsce ma solidny Ensar Arifović. Ale choć wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że jego partnerem powinien być niezmordowany i najbardziej ambitny w zespole Macedończyk Mirko Ivanovski, to Nemec konsekwentnie stawia na Janusza Surdykowskiego. Strata jest podwójna. Ivanovski grając ogony robi więcej dla zespołu niż pozbawiony krzty kreatywności Polak. Krnąbrny Macedończyk, widząc że znajduje się w lepszej formie, irytuje się siedzeniem na ławie. A jeśli jego irytacja sięgnie zenitu, to się zablokuje. I kto będzie wtedy strzelać gole dla Arki?

Czas ucieka. Do prowadzącej w tabeli Pogoni Szczecin gdynianie tracą już pięć punktów. Gdyńscy kibice, którzy od początku sezonu wspierają zespół z całych sił, przeżywają deja vu. Arka od lat balansowała na granicy spadku z ekstraklasy. Gdy spadła, miał przyjść wreszcie czas na seryjne zwycięstwa. A po trzech kolejkach gdynianie są co prawda na trzecim miejscu w tabeli, tyle że... od końca.