Piłkarz Arki Gdynia Wojciech Wilczyński: W I lidze zamiast gry w piłkę jest kopanie po kostkach

Wszyscy się z nas śmieją, wytykają porażki, a ja zawsze byłem dumny z tego, że jestem arkowcem. Nie chcę grać w I lidze, mam większe ambicje - mówi pomocnik Arki Gdynia Wojciech Wilczyński. Żółto-niebiescy w sobotę zmierzą się na własnym stadionie z Olimpią Elbląg. Początek o godz. 17.30.
Maciej Korolczuk: Po meczu w Niecieczy (1:2), mówiąc o waszej ogólnej dyspozycji, wypowiedział się pan w mocnych słowach.

Wojciech Wilczyński: Tak, i mam nadzieję, że to był ostatni raz. Nie chcę grać w I lidze, mam większe ambicje. To były mocne słowa, ale z głębi serca. Byłem sfrustrowany naszą postawą. Wszyscy się z nas śmieją, wytykają porażki, a ja zawsze byłem dumny z tego, że jestem arkowcem. Oby w następnych meczach było już o wiele lepiej, by nie trzeba było wracać do tych słów.

Jesteście zaskoczeni, że mimo tego, że Arka gra o klasę rozgrywkową niżej, nadal przegrywa?

- Skład z poprzedniego sezonu mocno się zmienił, została praktycznie tylko nazwa klubu. I liga to zupełnie nowy rozdział.

Jako zawodnik starej gwardii czuje pan większą presję niż piłkarze, którzy do Arki przyszli dopiero teraz?

- Presji czy większych oczekiwań nie odczuwam. W tym sezonie zagrałem do tej pory tylko jeden mecz, więc teraz skupiam się tylko na udowodnieniu trenerowi, że zasługuję na więcej szans. Na treningach daję z siebie wszystko i cierpliwie czekam na swoją szansę.

W zeszłym sezonie w szatni Arki nastąpił wyraźny podział między piłkarzy z zagranicy i pozostałych. Szwankowała atmosfera, nie wszyscy ciągnęli wózek w jednym kierunku. Jak jest teraz?

- Zdecydowanie lepiej. Jesteśmy między sobą bardziej otwarci. To musi przynieść pozytywny skutek i przełożyć się na naszą lepszą grę.

Wasz sobotni rywal Olimpia Elbląg jest beniaminkiem i podobnie jak Arka nie wygrała jeszcze meczu. Presja zwycięstwa będzie ogromna.

- Jeśli będzie mi dane wyjść na boisko, presja kibiców z pewnością nie spęta mi nóg. To dodaje mi sił i wiary, determinuje do jeszcze lepszej gry. Za kolegów nie chcę się wypowiadać, ale mam nadzieję, że dadzą z siebie wszystko.

Nie macie dość tego ciągłego narzekania na skuteczność napastników? To jest ten sam scenariusz, który przerabialiście przy Olimpijskiej w poprzednim sezonie.

- Mam nadzieję, że w końcu wkupią się do drużyny strzelonymi golami. Aby tak się stało, muszą jednak też mieć większe wsparcie z boków drugiej linii. Problem Arki nie są napastnicy. Póki co zawalił cały zespół. Nie szukajmy indywidualnych rozczarowań.

W Niecieczy zagrał pan w drugiej linii, ale jest pan nominalnym obrońcą. Na jakiej pozycji czuje się pan optymalnie?

- W poprzedniej kolejce zagrałem na lewej stronie i myślę, że po części wywiązałem się z zadań, jakie nakreślił mi przed meczem trener Nemec. Zresztą sam mi później powiedział, że pomogłem drużynie. Czuję się obrońcą, ale zagram tam, gdzie będzie widział mnie trener.

Po porażce z Termaliką powiedział pan też, że chce się odciąć od krytyki i presji kibiców.

- To jest możliwe tylko poprzez nasze zwycięstwo z Olimpią, a najlepiej dzięki zwycięstwom w trzech najbliższych meczach. Później to może iść tylko w dobrym kierunku. Zwycięstwo da nam luz, co z kolei poprawi naszą kreatywność.

Do lidera I ligi Termaliki Nieciecza tracicie już osiem punktów.

- Nie jestem ekspertem od I ligi, nie wiem, czy zdarzają się tu serie zwycięstw, bo np. taka Pogoń Szczecin w jednej kolejce potrafi zagrać fantastycznie i wysoko wygrać, by w następnej zremisować lub przegrać. Tutaj wszystko jest możliwe, musimy tylko popracować nad własną grą i naszymi problemami.

Można porównać po czterech kolejkach I ligę do ekstraklasy?

- Można. W tej lidze nie ma szacunku dla rywala. Piłkarze kopią się po kostkach, zamiast grać w piłkę, jest większa kopanina. Walka jest podstawą.

Dyskutuj z ludźmi, a nie z nickami - odwiedź profil Trójmiasto.Sport.pl na Facebooku »