Sport.pl

Arka Gdynia. Spadli z ekstraklasy, spadną z I ligi?

Tak słabej Arki nie widzieli najstarsi kibice. Gdynianie zlekceważyli swoją grą pięć tysięcy fanów i w niewytłumaczalny sposób przegrali z Ruchem.
Mówi się, że dobry film wychodzi z kina razem z widzem. Gdyby przełożyć to na boisko piłkarskie, kibicom Arki wychodzącym ze stadionu towarzyszył głęboki wstyd i zażenowanie. Piłkarze Petra Nemeca, który na konferencji w żaden sposób nie potrafił wytłumaczyć ich słabości, zagrali najgorszy mecz w tym sezonie.

- Nie można tego usprawiedliwić w żaden sposób - wycedził zdruzgotany Nemec. - Być może na początku na zawodników miało jakiś wpływ to, co działo się na trybunach. Kibice zawsze nam pomagali na początku meczu, a dziś tego zabrakło.

Nemec nawiązał do zachowania kibiców, którzy tuż przed rozpoczęciem meczu demonstracyjnie opuścili trybunę "górkę" i zachęcili do tego pozostałych. To kolejna odsłona konfliktu z zarządem, którego natychmiastowej dymisji domagają się kibice. Na trybunie pozostawili po sobie tylko transparent z napisem: "To jest nasza odpowiedź na wasze nieudacznictwo! Działacze won!". Później w stronę głównej trybuny, na której próżno było szukać kogoś z zarządu klubu, kibice ironicznie przypominali słowa Andrzeja Czyżniewskiego: "Ho-ło-ta! To my, to my, to my!" (dyrektor klubu miał ich tak nazwać w zeszłym sezonie po przegranym 2:5 meczu z Legią Warszawa).

Konflikt między zarządem a kibicami ewidentnie rozkojarzył piłkarzy, bo ci na boisku pojawili się... dopiero w 45. minucie, gdy pierwszy celny strzał na bramkę ziewającego z nudów Mateusza Miki oddał głową Omar Jarun. Arka przegrywała już wówczas dwiema bramkami i sprawiała wrażenie, jakby na boisku przebywała za karę. A krzywdę w dużej mierze robiła sobie sama. Bramką dla gości pachniało od pierwszych minut. Najpierw Michał Szromnik omal nie wbiegł z piłką do własnej bramki, od początku do końca meczu myliła się dziurawa i niepewna defensywa, druga linia nie istniała, a osamotniony na desancie Janusz Surdykowski potykał się o własne nogi. Do zmiany już po pierwszym kwadransie nadawało się pół składu, ale Nemec z pierwszą korektą zwlekał do przerwy, kiedy najsłabszego na boisku (który to już raz?) Piotra Kuklisa zmienił Petr Benat. Czech starał się odmienić losy meczu, ale już po 120 sekundach drugiej połowy cały plan Nemeca legł w gruzach. Po dośrodkowaniu w pole karne nieporozumienie między Szromnikiem a Marcinem Budzińskim wykorzystał 18-letni Michał Nalepa i było po meczu. Co prawda kilka minut później gola strzelił Surdykowski, ale więcej w tym było przypadku niż zamierzenia (piłka odbiła się od jego nogi i wturlała się do bramki).

- Żenada, to była żenada - kręcił głową po meczu Budziński. - Nie wiem, co mam powiedzieć. Zagraliśmy fatalnie.

- Nie chcę używać niecenzuralnych słów, ale inaczej nie można nazwać naszej gry - dodał Krzysztof Łągiewka, do którego spośród defensorów można mieć pretensje najmniejsze. Były stoper Krylii Sowietow kilkukrotnie ratował zespół przed utratą kolejnych bramek, bo Arka mogła przegrać wyżej. W 59. minucie - już przy wyniku 3:1 dla gości - wyszydzany w ekstraklasie, a błyszczący w I lidze napastnik Ruchu Marcin Krzywicki mógł podwyższyć prowadzenie, ale piłka po efektownym woleju trafiła w poprzeczkę (po złym piąstkowaniu piłki przez Szromnika).

- Zaryzykowałem, dając Michałowi kolejną szansę, ale w kolejnym meczu chyba wrócę do Marcina Juszczyka, który nadal jest numerem jeden - zapowiedział tuż po meczu Nemec.

Kilka minut później, kiedy jego piłkarze tłumaczyli się z zawstydzającej porażki dziennikarzom, Szromnik z nisko nasuniętą czapką przemknął obok nich niemal biegiem.

- To dla mnie niezrozumiałe, że przyjeżdża do nas Radzionków i jak gdyby nigdy nic, rozgaszcza się na naszym stadionie - tłumaczył Wojciech Wilczyński. - To nie tak, że nie chcieliśmy grać w piłkę. Nam po prostu nic nie wychodziło, podczas gdy rywalom niemal wszystko. Mimo porażek atmosfera w drużynie jest OK. Przed sezonem ktoś, nie wiem kto, określił nam cel na ten sezon, którym jest powrót do ekstraklasy. Moim zdaniem to było przedwczesne, bo nie wiedzieliśmy jeszcze wtedy, kim będziemy grać. Teraz musimy zacząć wygrywać, a na wyznaczenie celu przyjdzie czas zimą.

Po porażce z Ruchem Arka znów zsunęła się w okolice strefy spadkowej. W sobotę piłkarze Arki odarli swoich kibiców ze wszelkich złudzeń. W przyszłym sezonie ekstraklasę będzie można oglądać tylko w telewizji.

Arka Gdynia - Ruch Radzionków 1:3 (0:2).

Bramki: Surdykowski (53.) - Giesa (13.), Krzywicki (24.), Nalepa (47.).

Arka: Szromnik - Krajanowski, Łągiewka, Jarun, Radzewicz - Wilczyński (52. Kowalski), Siebert Ż , Budziński Ż (83. Płotka), Kuklis (46. Benat), Niedziela Ż CZ - Surdykowski.

Ruch: Mika - Trzcionka, Kopacz Ż , Nalepa, Kowalski - Paweł Giel, Mateusz Mak (84. Mróz), Michał Mak (68. Cieluch), Rocki Ż CZ - Krzywicki (71. Piotr Giel), Giesa.

Pozostałe wyniki 7. kolejki: Polonia Bytom - Olimpia Grudziądz 4:1, Sandecja Nowy Sącz - Piast Gliwice 4:0, Pogoń Szczecin - Olimpia Elbląg 3:1, GKS Katowice - Kolejarz Stróże 0:1, Bogdanka Łęczna - Górnik Polkowice 3:0, Warta Poznań - Termalica Bruk-Bet Nieciecza 2:2, Zawisza Bydgoszcz - Dolcan Ząbki 3:1, Wisła Płock - Flota Świnoujście 0:2

TABELA I LIGI

1. Zawisza7159:4
2. Pogoń71412:6
3. Bogdanka71310:5
4. Termalica7139:5
5. Piast71311:9
6. Flota7118:4
7. Ruch71110:8
8. Kolejarz7118:7
9. Warta798:7
10. Dolcan798:8
11. Wisła787:9
12. Sandecja7711:11
13. Polonia778:11
14. Arka767:11
15. Olimpia G.765:9
16. Olimpia E.766:11
17. GKS754:6
18. Górnik733:13
Dyskutuj z ludźmi, a nie z nickami - odwiedź profil Trójmiasto.Sport.pl na Facebooku »


O co Arka będzie walczyć w dalszej części sezonu?
Więcej o: