Rok temu ekstraklasa, za rok II liga? Arka Gdynia tonie

Po spadku Arki z ekstraklasy w Gdyni zrobiło się przaśnie. Marni piłkarze męczą siebie i kibiców marną grą, a zarząd klubu został zepchnięty do głębokiej defensywy. I nic nie zapowiada, by w Arce było lepiej - pisze Maciej Korolczuk z ?Gazety?.
O tym, w jak beznadziejnej sytuacji znaleźli się żółto-niebiescy, świadczy nie tylko miejsce w tabeli I ligi, ilość z trudem wyszarpanych punktów (sześć w siedmiu meczach), ale i klimat, jaki panuje wokół klubu. Od początku sezonu na zapleczu ekstraklasy niezadowoleni z transferów i niemal każdej decyzji władz klubu kibice domagają się ich natychmiastowej dymisji. Władze bronią się jak mogą. Najpierw przewodniczący rady nadzorczej Witold Nowak apelował na konferencji o spokój i zaufanie. Zapewniał, że jeszcze dwa, góra trzy mecze i na nowo wzniesiona Arka odpali. W tym samym czasie na forach internetowych wrzało. Kibice - najpierw anonimowo, a dziś już na listach podpisywanych z imienia i nazwiska - domagają się głowy Nowaka, dyrektora sportowego Andrzeja Czyżniewskiego i prezesa klubu Jana Justki. Media ułatwionego zadania też nie miały. Od zakończenia nieudanego sezonu w ekstraklasie telefony od dziennikarzy odbiera tylko Nowak. Pozostali konsekwentnie unikają jakichkolwiek wypowiedzi, z których w przyszłości można by ich rozliczyć.

A za spadek Arki do I ligi rozliczeń w Gdyni nie było. Do Czech odesłano Franciszka Strakę, z klubu przepędzono niemal wszystkich piłkarzy. Zostali młodzi, niechciani w innych klubach, z długoterminowymi kontraktami. Do tego - jak pokazują wyniki półmetka rundy jesiennej - kompletnie nieprzygotowani do walki o powrót do ekstraklasy, który tak buńczucznie wszyscy zapowiadali.

Probierzem obecnej jakości kadry zespołu został Mirko Ivanovski, napastnik o tyle krnąbrny, co nieskuteczny. W ekstraklasie w 27 meczach wydusił zaledwie trzy gole, bardziej swą grą i zachowaniem na boisku irytując, niż wprawiając w zachwyt. Dziś - o ironio - stał się dla kibiców i trenera Petra Nemeca zbawcą. Lament po jego ostatnim wyjeździe na zgrupowanie reprezentacji Macedonii słychać było w Gdyni przez cały tydzień poprzedzający mecz z Ruchem Radzionków. Z Ruchem dodajmy zupełnie anonimowym, kleconym naprędce z piłkarskich półproduktów, które na tle świecącej i opływającej w luksusy Arki nie miały prawa wygrać. Rzeczywistość okazała się brutalna. Arkowcy mecz najzwyczajniej w świecie przegrali jeszcze przed wyjściem na boisko. Naiwnie i zupełnie bezpodstawnie uwierzyli w swoją piłkarską wielkość. Mówił zresztą o tym sam Nemec, który ewidentnie wstydził się tego, co zobaczył w sobotę.

Milczy też prezydent Gdyni Wojciech Szczurek, który Arce i przeżywającemu nie mniejsze problemy Bałtykowi wybudował stadion, a rocznie na Stowarzyszenie Inicjatywa Arka przeznaczył z budżetu miasta dotację w wysokości 95 tys. zł. Szkolenie młodych piłkarzy Arki, którzy w przyszłości być może trafią do pierwszej drużyny, wsparł zresztą kwotą najwyższą z możliwych. A dziś prezydent tylko biernie przygląda się temu, co dzieje się przy Olimpijskiej. Cisza poprawy nie zwiastuje. A jeśli ta szybko nie nastąpi, Arka obudzi się w II lidze.

Wówczas na zmiany, na które dziś pora i czas najwyższy - będzie za późno.

Horror w Gdańsku. Polska - Niemcy 2:2 [ZDJĘCIA Z MECZU]




Dyskutuj z ludźmi, a nie z nickami - odwiedź profil Trójmiasto.Sport.pl na Facebooku »


Co może zapobiec degrengoladzie Arki Gdynia?